Jeździsz na niskich obrotach? Tak niszczysz DPF i silnik. Koszty mogą zaskoczyć

Powolna i spokojna jazda rzeczywiście pomaga ograniczyć zużycie paliwa, ale zbyt daleko posunięta oszczędność potrafi odbić się na kondycji auta. Problem dotyczy nie tylko silnika, lecz także filtra DPF, koła dwumasowego, skrzyni biegów i jakości oleju. To dlatego przesadna ekojazda może skończyć się rachunkiem z warsztatu, który zje cały zysk spod dystrybutora.
Zużycie paliwa rośnie wraz z prędkością obrotową silnika oraz wraz z prędkością jazdy, bo auto musi pokonywać coraz większy opór aerodynamiczny. Z tego powodu jazda bez wysokich obrotów i bez zbędnego pośpiechu faktycznie sprzyja niższemu spalaniu. Problem zaczyna się wtedy, gdy kierowca schodzi poniżej granicy, którą wyznacza zwykły rozsądek techniczny.
Za niskie obroty szkodzą całemu układowi napędowemu
W samochodzie z ręczną skrzynią biegów łatwo zbyt wcześnie wrzucić wyższy bieg i sztucznie obniżyć obroty. W takiej sytuacji silnik oraz cały układ napędowy wpadają w wibracje świadczące o przeciążeniu. To nie jest objaw oszczędności, tylko sygnał, że mechanika zaczyna mieć dość.
Taka jazda obciąża nie tylko sam silnik, ale też dwumasowe koło zamachowe, jeśli auto z niego korzysta. Cierpieć mogą również łożyska w skrzyni biegów, zwłaszcza gdy nie ma dwumasy, która częściowo tłumi drgania. To dobra strategia na konkurs oszczędzania paliwa, ale nie na normalną eksploatację.
Diesel nie lubi wiecznej spokojnej jazdy
W silnikach Diesla problem staje się jeszcze poważniejszy, szczególnie podczas jazdy miejskiej i przy małym obciążeniu. Taki styl użytkowania utrudnia osiągnięcie temperatur potrzebnych do prawidłowej pracy układu oczyszczania spalin. Najszybciej odczuwają to auta wyposażone w filtr cząstek stałych DPF. Podczas regeneracji filtra potrzebna jest wysoka temperatura, ponad 500 st. C., dodatkowa dawka paliwa i odpowiednie obciążenie silnika.
Z tego powodu auto w trakcie wypalania DPF nie powinno zwalniać poniżej 60 km/h. Z kolei przy szybszej jeździe autostradowej wysoka temperatura w układzie wydechowym częściej pomaga wypalać sadzę w sposób naturalny. W trudnej sytuacji są zwłaszcza samochody z mocnymi silnikami Diesla, które na co dzień poruszają się bardzo spokojnie.
Mocniejsza jednostka potrzebuje większego obciążenia, aby dobrze się nagrzać i wygrzać. W praktyce oznacza to, że auto kupione z zapasem osiągów, ale stale używane jak wózek do piekarni, może szybciej generować koszty.
Olej też odczuwa skutki zbyt delikatnej eksploatacji
Silnik, który nie ma okazji porządnie się nagrzać, gorzej radzi sobie z wilgocią i zanieczyszczeniami. Woda skrapla się na wewnętrznych elementach jednostki i, jeśli nie zdąży odparować, trafia do oleju. Podobnie dzieje się z paliwem, które w niewielkich ilościach może przedostawać się do oleju podczas rozruchu i w czasie wypalania DPF.
Gdy samochód jest regularnie używany w sposób pozwalający osiągać właściwą temperaturę pracy, woda i lekkie frakcje mają szansę odparować. Jeśli tak się nie dzieje, jakość oleju spada, a silnik zużywa się szybciej. Zdarza się nawet, że poziom oleju rośnie na tyle wyraźnie, iż potrzebna staje się interwencja warsztatu przed planowaną wymianą.
Tak powstaje „zamulony” samochód
Skutkiem ciągłej jazdy w zbyt łagodnym trybie może być też nagromadzenie cząstek stałych w elementach silnika i układzie wydechowym. Dotyczy to również aut, które nie mają filtra DPF. W efekcie samochód stopniowo traci sprawność i osiągi, czyli po prostu się „zamulа”. W skrajnym przypadku pojawiają się problemy z katalizatorem, nagarami w silniku i kontrolką check engine.
Paradoks polega na tym, że auto oszczędzane za wszelką cenę może psuć się częściej niż samochód używany normalnie. Czasem nadgorliwość naprawdę bywa gorsza od benzyny po złej promocji.
Sportowa jazda też nie jest lekarstwem
Druga skrajność także nie prowadzi do niczego dobrego. Regularna, gwałtowna i nadmiernie obciążająca eksploatacja przyspiesza zużycie mechaniczne oraz może zwiększać spalanie oleju. To inny zestaw problemów, ale końcowy rachunek również nie należy do przyjemnych.
Nowoczesne silniki najlepiej znoszą rozsądną eksploatację, bez ciągłego duszenia ich na niskich obrotach i bez nieustannego katowania. Oszczędna jazda ma sens, dopóki nie przeradza się w przeciążanie układu napędowego i niedogrzewanie jednostki. W motoryzacji, jak to zwykle bywa, najbardziej opłaca się unikać skrajności.
O autorze
Krzysztof Drobnicki
Najnowsze

Leapmotor ma problem. Akcje nagle runęły, a na ich kurs spadły cztery ciosy naraz

McLaren sięga po 11-latka. Harry Williams najmłodszym zawodnikiem programu rozwojowego

McLaren wyciąga kluczową postać z Red Bulla. Steiner widzi w tym plan na lata

Tesla kończy epokę auta do… prowadzenia przez kierowcę. Roadster ma być ostatnim takim modelem




