⏱️ 3 min.

Kiedyś było łatwiej, czyli o tym jak „zły dotyk” zabija obsługę współczesnych aut

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Kopeć

04-01-2021 10:01

Współczesne samochody są szybsze, bezpieczniejsze i oszczędniejsze niż kiedykolwiek. Problem w tym, że coraz częściej ich obsługa przypomina próbę przejścia gry komputerowej na najwyższym poziomie trudności – i to w rękawicach narciarskich. Winny? Kult dotyku, który z prostoty uczynił luksus.

Postęp w motoryzacji jest faktem. Nowe auta prowadzą się pewniej, spalają mniej paliwa i potrafią wyjść cało z wypadków, które kiedyś kończyły się tragicznie. Jednak obok tych zalet rozkwitło coś znacznie mniej chwalebnego – obsesja ekranów i paneli dotykowych, które w imię „nowoczesności” wyrugowały przyciski, pokrętła i przełączniki.

Kiedyś kokpit auta był intuicyjny jak stara Nokia. Dziś przypomina smartfona z Androidem po trzech aktualizacjach – niby wszystko działa, ale żeby włączyć podgrzewanie fotela, trzeba najpierw poczekać, aż „Windows” w desce rozdzielczej łaskawie się uruchomi.

Deska rozdzielcza najnowszego Leona irytuje swoją dotykową obsługą.

Weźmy przykład nowego Seata Leona. Poza kilkoma drobnymi wyjątkami – jak przełączniki świateł czy przycisk ogrzewania tylnej szyby – wszystko obsługujemy dotykiem. Chcesz ogrzać siedzenie zimą? Najpierw 20 sekund patrzenia na „ekran ładowania”, potem szukanie ikonki, a dopiero na końcu upragnione ciepło pod plecami. I pośladkami. Gdyby ktoś chciał zniechęcić kierowców do korzystania z tych funkcji – lepszego sposobu by nie wymyślił.

Zmiana temperatury? Dawniej – szybkie przekręcenie pokrętła. Teraz – suwaki pod centralnym ekranem, które po zmroku stają się niewidzialne, bo… nie są podświetlane. Można więc albo bawić się w „ciepło-zimno” palcem, albo przekopywać się przez kolejne menu wyświetlacza. Między tymi suwakami kryje się dotykowe pole do regulacji głośności audio. Też bez podświetlenia. Wystarczyłoby pokrętło – ale po co, skoro można udawać, że to „nowa jakość”?

Obsługa Leona trzeciej generacji była książkowo prosta.

Jeszcze lepiej wygląda zmiana trybów jazdy. W poprzednim Leonie – dedykowany przycisk. W nowym – wyprawa w głąb cyfrowej dżungli: menu pojazd → ustawienia → tryby jazdy. Jeśli celem było przetestowanie cierpliwości kierowcy, to inżynierowie zasługują na medal.

Problem w tym, że cały system multimedialny jest nieintuicyjny. Małe ikony, poukrywane funkcje i brak logiki w nawigacji sprawiają, że ergonomia trafia do muzeum, obok kaset magnetofonowych i popielniczek w drzwiach.

Wystarczy spojrzeć na poprzednią generację Leona, by zrozumieć, jak daleko zaszliśmy w kierunku cyfrowej udręki. Tam wszystko było proste, logiczne i szybkie w obsłudze. Ale przyciski i pokrętła kosztują – a kiedy przemnożymy ten koszt przez setki tysięcy aut, robi się z tego konkretna kwota. Ekran jest tańszy i łatwiejszy w produkcji.

Dlatego odwrotu raczej nie będzie. Ergonomia przegrała z tabelkami w Excelu, a „postęp” w motoryzacji coraz częściej oznacza, że kierowca walczy nie tylko z korkami, ale i z własnym samochodem.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Kopeć

Redaktor
Mechanik z pasji, kierowca z wyboru. Od dzieciństwa rozbieram silniki, by później składać je lepiej niż fabryka.

© 2026 MotoGuru.pl