MotoGuru.pl

Kiedyś było łatwiej, czyli o tym jak „zły dotyk” zabija obsługę współczesnych aut

Postęp zmienia świat, ale nie zawsze we właściwym kierunku. Przykład? Obsługa dotykowa współczesnych aut. Zgroza!

Motoryzacja się zmienia – i to na naszych oczach. Nie sposób zaprzeczyć, że współczesne auta prowadzą się pewniej niż kiedyś, oferują lepsze osiągi przy niższym zużyciu paliwa oraz znacznie wyższy poziom bezpieczeństwa czynnego i biernego. Wszystko to odbywa się jednak wysokim kosztem – przesadnej komplikacji konstrukcji.

Słowo komplikacja pasuje również do sposobu obsługi wielu współczesnych modeli. Ekrany, panele dotykowe i coraz większa liczba funkcji, jakie skupiają w sobie systemy multimedialne – wszystko to stanowi policzek w prostotę obsługi. Zupełnie jakby komuś przeszkadzały zwyczajne klawisze, przyciski, pokrętła i przełączniki.

I choć firmy motoryzacyjne wmawiają nam, że coraz bardziej cyfrowe deski rozdzielcze to kwestia postępu, jakoś ciężko mi w to uwierzyć. Tutaj chodzi głównie o koszty. W końcu wyprodukowanie analogowych zegarów, składających się z tarcz, mechanizmów i innych podzespołów, to skomplikowane i drogie przedsięwzięcie. Wytworzenie ekranów LCD, które obecnie pcha się niemal wszędzie, wydaje się przy tym proste jak bułka z masłem.

Kolejnym niezbędnym elementem współczesnego samochodu jest wielki wyświetlacz centralny, wystający ponad deskę rozdzielczą niczym płetwa rekina ponad wodę. Pół biedy, jeśli oferuje tzw. łączność ze światem, a więc integrację ze smartfonem, nawigację online oraz dostęp do wybranych funkcjonalności w postaci możliwości sprawdzenia pogody w miejscu docelowym, wolnych miejsc parkingowych czy cen paliw. Niestety, coraz częściej centralny ekran skupia w sobie niemal wszystkie możliwe funkcje samochodu.

Deska rozdzielcza najnowszego Leona irytuje swoją dotykową obsługą.

Jakiś czas temu jeździłem najnowszym Seatem Leonem i przyznam, że często to auto doprowadzało mnie do irytacji. Tutaj, oprócz przełączników świateł, włączników ogrzewania tylnej szyby i odmrażania przedniej, dźwigienki elektrycznego hamulca postojowego oraz ryglowania centralnego zamka nie ma praktycznie żadnych przycisków. Niemal wszystkimi możliwymi opcjami zarządza się przez dotyk.

Chcesz włączyć ogrzewanie foteli tuż po wejściu do zimnego auta – zapomnij! Najpierw musisz odczekać aż cały system multimedialny załaduje się niczym Windows i dopiero wtedy, po jakichś 20 s, możesz wcisnąć ikonę u góry ekranu, aby dostąpić zaszczytu podgrzania sobie tyłka. No cudownie!

Do zmiany temperatury nie masz wygodnych pokręteł, jak w poprzedniku, tylko suwaki pod centralnym ekranem. W sumie ich działanie nie jest złe, ale problem pojawia się po zmroku, kiedy masz dwie opcje do wyboru: albo szukasz po omacku suwaka, albo znów sięgasz do odpowiedniego menu w centralnym wyświetlaczu. Dlaczego po omacku? Ano z oszczędności! Otóż wspomniane suwaki (osobne dla kierowcy i pasażera) nie są podświetlane. Podobnie jak znajdujące się pomiędzy nimi dotykowe pole służące do zmiany głośności sprzętu audio. A wystarczyłoby gdzieś umieścić pokrętło!

Ale chyba najmocniej wkurza pozbawienie Leona przycisków opcjonalnej zmiany trybów jazdy. Tak, chcesz podbić dźwięk silnika czy jego reakcje na dodanie gazu albo zmiękczyć działanie adaptacyjnego zawieszenia – klikasz w ekran. Najpierw wybierasz więc menu pojazd, później ustawienia i ciach – dopiero teraz jesteś w odpowiednim miejscu, a tryby jazdy stoją dla ciebie otworem. Super! Naprawdę!

Obsługa Leona trzeciej generacji była książkowo prosta.

Pół biedy, jeśli system multimedialny Seata byłby przejrzysty. Wtedy można by to jeszcze jakoś zaakceptować. Ale nie jest! Z wieloma małymi ikonami i poukrywanymi funkcjami stanowi pokaz tego, jak w samochodzie… niemal zabić ergonomię!

Jak powinno być? Wystarczy spojrzeć na poprzednika, w którym do sposobu obsługi i rozmieszczenia elementów nie można było się przyczepić. Ale przyciski, przełączniki i klawisze trzeba wyprodukować. I choć koszt pojedynczego jest niewielki, jeśli pomnoży się go przez setki tysięcy sztuk (lub milionów) – robi ogromną różnicę.

Dlatego też od takiego “postępu” nie ma odwrotu! W końcu zysk musi być coraz większy!