Max Verstappen – ambasador świata simracingu, który zatarł granicę między wirtualnym a prawdziwym torem

Max Verstappen od lat wzbudza emocje – jedni podziwiają jego precyzję i nieustępliwość, inni mają problem z jego bezkompromisowym charakterem. Ale niezależnie od opinii, jedno jest pewne: Holender nie tylko dominuje na torach Formuły 1, lecz także staje się twarzą i symbolem całego świata simracingu. Dla wielu to właśnie w tym środowisku tkwi sekret jego sukcesu.
Od sceptycyzmu do zachwytu: jak Verstappen przekonał fanów
Jeszcze kilka lat temu pytanie, czy można lubić Verstappena, powodowało u wielu fanów konsternację. Jego agresywny styl jazdy i temperament często dzieliły opinię publiczną. Dziś jednak coraz więcej osób, przyznaje się do bycia „bez wstydu” członkiem klubu fanów Verstappena. Powód? Nie tylko jego zwycięstwa w F1, lecz także to, w jaki sposób reprezentuje simracing – pasję milionów kierowców-amatorów, którzy codziennie ścigają się online. Podczas Grand Prix Węgier Holender znów pokazał, dlaczego jest wyjątkowy – jego manewry wyprzedzania w zakręcie numer 6 były czymś, czego nie potrafił dokonać żaden inny kierowca. Ale to, co naprawdę go wyróżnia, to szacunek, jaki ma dla kierowców ze świata wirtualnego.
Verstappen.com Racing – gdy wirtualny świat spotyka prawdziwy asfalt
Max nie poprzestał na słowach. Postanowił stworzyć własny zespół GT3 – Verstappen.com Racing – którego celem jest wynoszenie najlepszych simracerów do świata rzeczywistego. To nie jest pusty gest – pojedynczy samochód GT3 kosztuje około pół miliona euro (czyli ponad 2,1 mln zł według aktualnego kursu), co doskonale pokazuje, że mistrz F1 naprawdę inwestuje konkretne środki. Podczas jednego z wywiadów Max stwierdził:
Chcę, żeby świat motorsportu dostrzegł talent ludzi, którzy całe życie spędzili w symulatorach.
Nie jest to więc kaprys, lecz projekt z misją: stworzyć pomost między światem wirtualnym a rzeczywistym.
Symulator zamiast padoku? Verstappen czuje się w iRacing jak w domu
Max wielokrotnie przyznawał, że gdyby ktoś kazał mu wybierać między F1 a simracingiem, wybór wcale nie byłby oczywisty. Dla większości zawodowych kierowców to szokujące wyznanie – ale dla Verstappena to naturalne. Jego ukochane środowisko to platforma iRacing, gdzie regularnie ściga się z członkami Team Redline – ekipy, z którą łączy go niemal braterska więź. Zdarza się, że Holender potrafi spędzić całe noce przed komputerem, a nawet uczestniczyć w 24-godzinnych wyścigach online tuż przed Grand Prix. W rozmowie z mediami Holender stwierdził:
Kiedy inni kierowcy idą spać, ja jadę dalej. Dla mnie to wciąż ściganie, tylko inne.
To właśnie ten element jego osobowości – obsesyjna potrzeba doskonalenia się – czyni go tak skutecznym.
Adaptacja – sekret jego dominacji
Jak przyznał Chris Harris, znany dziennikarz motoryzacyjny i dawny współpracownik Top Gear, Verstappen potrafi odnaleźć się w każdym samochodzie, niezależnie od jego charakterystyki. Sam kierowca tłumaczył, że jego bolid F1 nie jest dostrojony „pod niego” – po prostu potrafi się do niego dostosować. Verstappen u Harrisa stwierdził:
Nie chodzi o to, że Red Bull jest zbudowany pod mój styl jazdy. Po prostu umiem dopasować się do auta szybciej niż inni.
Ta umiejętność adaptacji jest bezpośrednim efektem lat spędzonych w symulatorach. Dzięki temu, że regularnie ściga się różnymi typami aut – od GT3 po prototypy LMP – jego mózg i ciało są nieustannie zmuszane do nauki nowych zachowań. W efekcie Holender nie wpada w rutynę i lepiej radzi sobie ze zmianami w przepisach technicznych, które potrafią zaskoczyć nawet weteranów F1.
Co dalej? Simracing nie zniknie z życia Verstappena
Choć Max zdobył już wszystko, co możliwe w Formule 1, trudno oprzeć się wrażeniu, że jego przygoda z królową motorsportu nie potrwa wiecznie. Sam kierowca przyznał, że zostanie w F1 tak długo, jak długo będzie go to bawić. A ponieważ uwielbia różnorodność – od symulatorów po długodystansowe wyścigi GT – można śmiało założyć, że to właśnie w świecie simracingu znajdzie swoje miejsce po zakończeniu kariery w F1. Być może właśnie tam czeka go największa misja: zburzenie ostatnich murów między światem realnym a cyfrowym i udowodnienie, że prawdziwe mistrzostwo nie zależy od tego, czy trzymasz kierownicę z włókna węglowego, czy plastikową kierownicę Logitech.
Choć, warto nadmienić, że fani-gadżeciarze mogą korzystać z peryferiów wręcz identycznych z tymi, jakie znajdziemy w prawdziwych samochodach. To tylko pokazuje, jak bardzo granica między rzeczywistością a symulatorem potrafi się zacierać.
O autorze
Tomasz Nowak
Najnowsze

Ferrari szykuje ostrzejsze Purosangue. V12 zostaje, a zawieszenie ma dostać wyraźny szlif

Subaru WRX Club Spec Evo wraca do korzeni. Jest wielkie skrzydło, manual i tylko 75 sztuk

Rivian R2 z przecieku. Na start 57 990 dolarów, tańsze wersje później

Nowe Audi A6L ma wymiary niemal A8. To propozycja dla Chin



