Aston Martin wciąż wierzy w Neweya. Przełom nastąpi w Belgii?

Aston Martin wszedł w sezon 2026 Formuły 1 z ogromnymi oczekiwaniami, a po siedmiu rundach ma tylko jeden punkt i znajduje się niemal na końcu klasyfikacji konstruktorów. Fernando Alonso mówi o najgorszym samochodzie i najgorszym silniku w stawce, ale zespół nadal opiera nadzieje na Adrianie Neweyu.
Newey nie dostał kredytu zaufania za nazwisko. Dostał go za metodę pracy
Aston Martin nie próbuje na razie przykryć kryzysu serią drobnych poprawek. Zespół koncentruje się na większym pakiecie zmian przygotowywanym na Spa, a Honda równolegle pracuje nad jednostką napędową. To pokazuje, że ekipa nie traktuje obecnych problemów jak jednego źle dobranego ustawienia bolidu.
Pedro de la Rosa, ambasador Aston Martina, przekonuje, że najważniejsza cecha Neweya nie zniknęła mimo upływu lat. Chodzi o umiejętność przekucia odczuć kierowcy w konkretne rozwiązania techniczne. W epoce danych telemetrycznych brzmi to niemal staroświecko, ale w F1 to właśnie notes z ręcznymi zapisami potrafi zawstydzić ekran z wykresem.
De la Rosa pracował z Neweyem jeszcze w czasach McLarena. Według Hiszpana brytyjski konstruktor wciąż słucha kierowców uważniej niż większość inżynierów, a potem potrafi przełożyć ich uwagi na zmiany w samochodzie. To dlatego Aston Martin nadal widzi w nim nie tylko słynne nazwisko, lecz realny punkt oparcia.
Alonso nazwał rzeczy po imieniu
Fernando Alonso nie łagodzi obrazu sytuacji. Po kwalifikacjach w Barcelonie stwierdził, że słabe wyniki nie są dla niego zaskoczeniem, bo Aston Martin ma najgorszy samochód i najgorszy silnik w Formule 1. To mocna diagnoza, zwłaszcza w zespole, który przed sezonem miał wyglądać jak projekt budowany pod nową erę.
AMR26 należy obecnie do najwolniejszych konstrukcji w stawce. Trudno jednak jednoznacznie rozdzielić winę między podwozie i jednostkę napędową Hondy. Równie trudno ocenić, ile odpowiedzialności za początek sezonu ponosi już zespół techniczny prowadzony przez Neweya, skoro jego wpływ na projekt i rozwój auta jest elementem dłuższego procesu. W każdym razie dostawca silników wskazywał, że tor Monako obnażył problemy natury aerodynamicznej, co buduje kiepski obraz całego pakietu.
Projekt z wielkimi nazwiskami utknął na dole tabeli
Po siedmiu rundach Aston Martin ma na koncie jeden punkt. W klasyfikacji konstruktorów wyprzedza tylko Cadillaca, czyli zupełnie nowy, raczkujący projekt, względem którego od początku wszyscy mieli raczej niskie oczekiwania. W przypadku Aston Martina rozczarowanie jest większe, bo za zespołem stały transfery, nowe zaplecze w Silverstone i wejście Neweya.
Marka miała iść w górę, a na razie walczy o to, by wydostać się z samego końca stawki. Ta różnica między oczekiwaniami a wynikami jest sednem problemu. W F1 ambicje można zbudować konferencją, fabryką i listą nazwisk, ale na końcu i tak liczą się rezultaty i czas na stoperze.
Dlaczego Aston Martin nadal wierzy w Neweya?
De la Rosa przywołał przykład z Australii 2005 roku, gdy Newey miał zapytać go o konkretny problem z wejściem w pierwszy zakręt. Kierowca opisał podsterowność, a konstruktor powiązał jego uwagę z ograniczeniami pracy w tunelu aerodynamicznym. Na kolejny wyścig samochód dostał zmiany w przednim skrzydle i stał się mniej wrażliwy na kąt skrętu.
Ten przykład dobrze tłumaczy, dlaczego Aston Martin nie traktuje obecnego kryzysu jako powodu do utraty wiary w Neweya. Brytyjczyk zbudował reputację w Williamsie, McLarenie i Red Bullu nie przez efektowne deklaracje, ale przez skuteczność w rozwiązywaniu problemów samochodu. Aston Martin liczy, że ta sama logika zadziała w końcu zadziała w nowej erze technicznej.
Spa ma być pierwszym dużym sprawdzianem odbicia
Zespół nie idzie śladem rywali, którzy w sezonie 2026 przywożą wiele pakietów poprawek. Aston Martin przygotowuje większy zestaw zmian na Spa, co może być pierwszym czytelnym testem kierunku rozwoju AMR26. Jeżeli pakiet nie przyniesie zauważalnej poprawy, narracja o cierpliwym budowaniu przyszłości stanie się trudniejsza do obrony.
Alonso mówi, że zespół pracuje nad całością i liczy, że na drugą połowę sezonu da kibicom więcej powodów do radości. Na razie Aston Martin ma jednak problem podwójny: musi poprawić tempo samochodu i jednocześnie utrzymać wiarę, że wielki projekt z Neweyem nie utknął w martwym punkcie, co też mogą poniekąd sugerować wyniki w klasyfikacji indywidualnej i konstruktorów.
O autorze
Paweł Trafny
Najnowsze

Hamilton wdzięczny fanom. „Uratowali mnie w najtrudniejszym momencie”

Hyundai powoli kończy z tym typem nadwozia. SUV-y mają większy potencjał

BYD chce być postrzegany jako europejska marka. Daje sobie na to 5 lat

Auto dla lekarza: z rabatem i bez wychodzenia z domu



