⏱️ 5 min.

Hamilton: Karting jest za drogi dla „normalnych” rodzin

Zdjęcie autora artykułu

Redakcja MotoGuru.pl

22-06-2026 14:06
Lewis Hamilton F1
fot. Ferrari

Lewis Hamilton uważa, że współczesny motorsport coraz mocniej zamyka drzwi przed osobami z mniej zamożnych rodzin. Kierowca Ferrari wskazuje na koszty kartingu, które w jego ocenie wypaczają drogę do Formuły 1 i premiują nie tyle talent, ile budżet.

Karting stał się filtrem finansowym

Hamilton nie sprowadza problemu do samej Formuły 1. Według niego bariera zaczyna się znacznie wcześniej, już na poziomie dziecięcego kartingu, który przez dekady był naturalnym pierwszym stopniem kariery. Dziś ten stopień coraz częściej przypomina bramkę z terminalem płatniczym.

Siedmiokrotny mistrz świata podał przykład ośmioletniego dziecka, którego starty kosztują ponad 1 mln dolarów rocznie, czyli około 3,72 mln zł. Dla kontrastu wspomniał początki swojej kariery, gdy jego ojciec wydał w pierwszym roku 20 tys. funtów (przy dzisiejszym kursie ok. 98 352 zł), obciążając domowy budżet do granic możliwości.

Hamilton ocenia, że przy obecnych kosztach ktoś z przeciętnego środowiska ma bardzo małe szanse, aby rywalizować z rodzinami wydającymi milionowe kwoty. W jego ujęciu problem nie polega już tylko na drogiej pasji, ale na systemie selekcji, który coraz wcześniej  skutecznieodcina część talentów.

Hamilton wskazuje FIA i Formułę 1

Kierowca Ferrari uważa, że odpowiedzialność za zmianę ponoszą FIA oraz Formuła 1. Jego zdaniem obecny kierunek rozwoju sportu jest zły, bo ścieżka do wyższych kategorii staje się coraz droższa wraz z każdym kolejnym etapem kariery. Hamilton zwraca uwagę, że w takiej rzeczywistości większe szanse dostają dzieci z rodzin dysponujących większym kapitałem.

Talent nadal ma znaczenie, ale bez finansowego zaplecza coraz trudniej dojść do poziomu, na którym można zostać zauważonym przez zespoły i programy juniorskie. Lewis Hamilton tak opisał skalę problemu:

Nie powinno być dozwolone, aby ktoś z normalnego środowiska praktycznie nie miał szans rywalizować z tymi, którzy wydają miliony. To FIA i Formuła 1 muszą wprowadzić zmiany.

Verstappen widzi ratunek w symulatorach

Max Verstappen także dostrzega problem kosztów, ale jego odpowiedź nie sprowadza się tylko do tańszego kartingu. Holender uważa, że po wejściu do świata prawdziwych samochodów wyścigowych większą wartość rozwojową daje dziś symulator, a gokart zostaje przede wszystkim narzędziem nauki dla dzieci. Karting uczy startów, refleksu, obrony pozycji i walki koło w koło, ale nie odwzorowuje już w pełni tego, z czym kierowca mierzy się w aucie wyścigowym.

Różnica jest fundamentalna. W gokarcie kierowca siedzi inaczej, pracuje ze sztywną osią tylną i często potrzebuje kontrolowanego uślizgu, żeby sprzęt dobrze skręcać. W samochodzie wyścigowym dochodzą zawieszenie, opony, aerodynamika, większa masa i zupełnie inna praca tylnej osi. Dlatego Verstappen traktuje karting jako świetną szkołę podstaw, ale nie jako główne narzędzie przygotowania do startów w wyższych kategoriach.

W tym miejscu symulator zaczyna mieć przewagę. Pozwala przejechać setki okrążeń konkretnego toru, pracować nad linią, punktami hamowania i reakcją auta bez kosztów wynajmu obiektu, mechaników i samochodu. Verstappen wskazuje, że nowoczesne symulatory są na tyle dokładne, iż młody kierowca może być dużo lepiej przygotowany, zanim po raz pierwszy wsiądzie do samochodu jednomiejscowego, GT albo prototypu.

Dla czterokrotnego mistrza symulatory to platformy treningowe

Holender sam korzysta z simracingu bardzo intensywnie. W przygotowaniach używa między innymi mocno zmodyfikowanej Assetto Corsy, z dopracowanymi modelami aut i torów. Dla profesjonalnego kierowcy ważna jest nie tylko geometria zakrętów, ale też detale: wysokość krawężników, nierówności, przyczepność i sposób, w jaki samochód reaguje na granicy kontroli. To już nie jest wieczorna „gierka”, tylko – w pewnym stopniu – narzędzie doskonalenia swego kunsztu.

Najlepszym przykładem jest jego podejście do Nordschleife. Verstappen przejechał wirtualnie tysiące okrążeń i długie sesje wytrzymałościowe, dzięki czemu w realnym aucie znał układ toru, krawężniki i miejsca, w których trzeba zachować szczególną ostrożność. W prawdziwej jeździe musiał już głównie dopasować się do przyczepności oraz fizycznych reakcji samochodu. To pokazuje, dlaczego simracing może skrócić drogę nauki i ograniczyć część kosztów wejścia w poważne ściganie.

W kontekście cen kartingu to argument szczególnie istotny. Symulator nie zastąpi całkowicie realnej jazdy, bo nie oddaje przeciążeń (choć może dzięki systemom full-motion DOF), ryzyka kontaktu ani pełnej presji wyścigu. Może jednak przejąć dużą część treningu technicznego i analitycznego, a tym samym zmniejszyć liczbę drogich godzin na torze. Jeśli motorsport ma pozostać dostępny dla talentów spoza najbogatszych rodzin, taka ścieżka może być czymś więcej niż dodatkiem do klasycznego szkolenia.

Ocon wie, ile kosztuje droga z „normalnego” domu

Esteban Ocon ma w tej dyskusji szczególną perspektywę, bo jego rodzice sprzedali rodzinny dom, aby sfinansować jego karierę. Kierowca Haasa przyznał, że przy dzisiejszych cenach nie byłby w stanie powtórzyć swojej drogi przez karting. Francuz ocenia, że rozsądniejszy model szkolenia mógłby opierać się na połączeniu symulatora i realnej jazdy.

W jego propozycji większość przygotowania odbywałaby się w świecie wirtualnym, ale młodzi kierowcy nadal musieliby mieć dostęp do prawdziwego kartingu w cenie, która nie eliminuje ich na starcie. To ważne rozróżnienie, bo motorsport nie może całkowicie przenieść selekcji do symulatorów. Refleks, analiza toru i praca z kierownicą dają się trenować cyfrowo, ale kontakt, presja wyścigu i fizyczna jazda nadal pozostają częścią rzemiosła.

Co ciekawe, sam Lewis Hamilton słynie z tego, że… nie przepada za symulatorami.

FIA próbuje obniżyć próg wejścia

FIA rozpoczęła działania w ramach trzyletniego Global Karting Plan. Program ma tworzyć alternatywne ścieżki dla młodych talentów i obniżać koszt wejścia do kartingu. W tym kontekście federacja zorganizowała w Malezji Arrive and Drive World Cup ze standaryzowanymi gokartami dla zawodników z Azji.

Powstało także Karting Excellence Centre, które ma zapewniać edukację i wsparcie wyróżniającym się kierowcom na poziomie kartingu. Skala tych działań dopiero pokaże, czy sport potrafi realnie odwrócić trend, o którym mówią Hamilton, Verstappen i Ocon. Jeśli nie, droga do F1 może coraz częściej przypominać selekcję portfeli, a dopiero później selekcję talentów.

O autorze

© 2026 MotoGuru.pl