Bortoleto zdyskwalifikowany w Miami. Audi złamało kluczowy przepis

Gabriel Bortoleto został zdyskwalifikowany po sprincie Formuły 1 w Miami. Powodem była niezgodność techniczna w układzie dolotowym silnika, wykryta podczas kontroli po wyścigu. Decyzja całkowicie wykreśliła kierowcę Audi z klasyfikacji sprintu.
Bortoleto ukończył sobotni wyścig na 11. miejscu, jednak wynik nie został utrzymany. Po standardowej kontroli technicznej stwierdzono, że ciśnienie powietrza w układzie dolotowym przekroczyło dopuszczalny limit, co automatycznie oznacza naruszenie regulaminu.
Przekroczenie limitu i jasny zapis regulaminu
Maksymalne dopuszczalne ciśnienie w układzie dolotowym wynosi 4.8 bara. Pomiar odbywa się za pomocą dwóch zatwierdzonych przez FIA czujników, przez które musi przepływać całe powietrze trafiające do spalania. Przepisy wymagają, aby samochód spełniał normy w każdym momencie pracy. Nawet chwilowe przekroczenie limitu traktowane jest jako naruszenie, niezależnie od jego skali i czasu trwania.
Wyjaśnienia Audi nie zmieniły decyzji
Zespół przyznał, że doszło do przekroczenia limitu. Inżynierowie tłumaczyli, że sytuacja wystąpiła tylko przez jedno okrążenie, gdy temperatura była wyższa od zakładanej. Po wykryciu problemu podjęto działania, aby przywrócić parametry do zgodności z regulaminem. Sędziowie uznali jednak, że to nie zmienia faktu naruszenia, ponieważ przepisy wymagają ciągłej zgodności bez wyjątków.
Podwójny cios dla Audi w sprincie
Dyskwalifikacja Bortoletto pogłębiła problemy zespołu w Miami. Jeszcze przed startem Nico Hülkenberg odpadł z rywalizacji po „pożarze” samochodu podczas okrążenia formującego. Sprint na Florydzie zakończył się więc dla Audi bez punktów. W realiach Formuły 1 naruszenia techniczne należą do najbardziej bezwzględnie egzekwowanych, ponieważ dotyczą bezpośrednio osiągów.
O autorze
Paweł Trafny
Najnowsze

Antonelli z trzecim pole position z rzędu. Drugi Verstappen

Szef Ferrari broni nowych zasad F1. „Mniej sztuczne niż DRS”

Leclerc ostro o Antonellim po sprincie F1 w Miami. Potem złagodził ton

Norris chwali zmiany w F1, ale problem nie zniknął. Kierowcy nadal płacą za szybkość



