Międzynarodowa Federacja Samochodowa przyznała, że błąd kontroli wyścigu wpłynął na wyniki kwalifikacji do sprintu Formuły 1 w Singapurze. Część kierowców straciła dostęp do dodatkowej mocy, a inni mogli z niej przez chwilę korzystać. Carlos Sainz znalazł się wśród poszkodowanych, natomiast przedstawiciel FIA otwarcie przyznał, że rywalizacja nie przebiegała na równych zasadach.
27 sekund, które wywołały zamieszanie
Problemy pojawiły się podczas pierwszej części piątkowych kwalifikacji do sprintu na torze Marina Bay. Sesję przerwano czerwoną flagą po wypadku Sergio Pereza, który uderzył w barierę na piątym zakręcie, a następnie zgubił uszkodzone przednie skrzydło. Konieczne było uprzątnięcie elementów bolidu Cadillaca z toru.
Po wznowieniu rywalizacji kierowcy zaczęli zgłaszać nieoczekiwany spadek mocy. Okazało się, że kontrola wyścigu nie przywróciła działania trybu Overtake Mode, umożliwiającego wykorzystanie dodatkowej mocy elektrycznej. System powinien być dostępny podczas kwalifikacji, ale po czerwonej fladze pozostał wyłączony.
Gdy FIA zorientowała się w sytuacji, ponownie aktywowano funkcję. Problem w tym, że tryb działał zaledwie przez 27 sekund, po czym został ponownie wyłączony. W rezultacie dostęp do dodatkowej mocy zależał od tego, w którym miejscu toru znajdował się kierowca i kiedy wykonywał swoje okrążenie.
Sainz wśród poszkodowanych
Jednym z zawodników dotkniętych problemem był Carlos Sainz z Williamsa. Trudności wystąpiły również u Kimiego Antonellego, Charlesa Leclerca oraz obu kierowców Astona Martina. Nie wszyscy stracili jednak tyle samo, ponieważ znaczenie miały moment rozpoczęcia szybkiego okrążenia i położenie samochodu na torze.
Brak dodatkowej mocy mógł wpływać nie tylko na uzyskiwane czasy, lecz także na przygotowanie opon podczas okrążeń wyjazdowych. W kwalifikacjach, w których o awansie często decydują niewielkie różnice, takie zakłócenie mogło mieć istotne konsekwencje.
Sainz należał do kierowców, którzy otwarcie kwestionowali prawidłowość przebiegu sesji. Sytuacja wywołała niezadowolenie również w zespołach, a Aston Martin rozważał możliwość złożenia protestu. Problem nie sprowadzał się bowiem do zwykłej awarii samochodu, lecz wynikał z działania systemu kontrolowanego przez organizatora rywalizacji.
FIA wyjaśnia przyczynę błędu
Do sprawy odniósł się Nikolas Tombazis, dyrektor FIA odpowiedzialny za wyścigi samochodów jednomiejscowych. W rozmowie ze Sky Germany wyjaśnił, że ponowne uruchomienie Overtake Mode po przerwaniu sesji wymaga ręcznej interwencji. Jest to celowe rozwiązanie, ponieważ przed aktywacją systemu trzeba upewnić się, że warunki pozwalają na jego bezpieczne wykorzystanie.
Tym razem zawiódł jednak czynnik ludzki. Na komputerze jednego z pracowników kontroli wyścigu pojawiło się okno z komunikatem wymagającym reakcji, ale nie zostało ono obsłużone we właściwym momencie. Tombazis tłumaczył, że przy jednoczesnym wykonywaniu wielu obowiązków i pod presją czasu konieczna czynność została przeoczona.
Gdy kierowcy zaczęli zgłaszać problemy, FIA podjęła próbę ustalenia przyczyny. Wówczas zdecydowano o krótkotrwałym przywróceniu trybu, jednak również ta decyzja okazała się niewłaściwa z punktu widzenia równości rywalizacji.
Przedstawiciel federacji nie próbował przedstawiać wydarzeń jako nieistotnej usterki. Przyznał, że doszło do poważnego zamieszania, które miało wpływ na sportowy przebieg kwalifikacji.
Federacja przyznaje: wyniki zostały zakłócone
Najważniejsza część wyjaśnień Tombazisa dotyczyła konsekwencji błędu. FIA uznała, że sytuacja w SQ1 wpłynęła na jednych zawodników bardziej niż na innych, a tym samym zakłóciła wyniki tej części kwalifikacji.
Dyrektor podkreślił, że dla federacji jest to szczególnie poważny problem, ponieważ bezpieczeństwo i uczciwość rywalizacji należą do jej podstawowych priorytetów. Przyznał również, że błędy ludzkie mogą się zdarzać, ale organizacja musi je analizować i podejmować działania zapobiegające ich powtórzeniu.
To istotne rozróżnienie. FIA nie stwierdziła jedynie, że wystąpił problem techniczny, lecz potwierdziła, że jej własne działania wpłynęły na warunki sportowej rywalizacji. Nie oznacza to jednak automatycznie, że można jednoznacznie ustalić, jak wyglądałaby klasyfikacja bez tego błędu.
Federacja zaznaczyła wcześniej, że problem dotyczył wyłącznie SQ1. Druga i trzecia część kwalifikacji do sprintu nie zostały nim objęte.
To nie była jedyna usterka
Nieprawidłowe działanie Overtake Mode zbiegło się z osobnym problemem systemu pomiaru czasu. Podczas SQ1 część rezultatów nie była prawidłowo wyświetlana, co dodatkowo utrudniało śledzenie przebiegu kwalifikacji. FIA podkreśliła, że były to dwa niezależne zdarzenia.
Cała sytuacja była tym bardziej kłopotliwa, że federacja musiała już niedawno wyjaśniać problemy z oprogramowaniem związanym z jednostkami napędowymi podczas poprzedniego weekendu wyścigowego w Malezji. Tam trudności dotyczyły ograniczeń mocy elektrycznej w warunkach deszczowych i wymagały zmian w oprogramowaniu.
W Singapurze przyczyna była inna. Nie zawiodło samo działanie jednostek napędowych, lecz procedura przywracania funkcji zarządzanej przez kontrolę wyścigu. Oba przypadki pokazują jednak, jak duże znaczenie w obecnej Formule 1 mają systemy elektroniczne i sposób ich obsługi.
Problem większy niż stracone okrążenie
W kwalifikacjach do sprintu kierowcy mają ograniczony czas na uzyskanie rezultatu pozwalającego awansować do kolejnego segmentu. Utrata dostępu do dodatkowej mocy w niewłaściwym momencie może przekreślić szansę na poprawienie wyniku, nawet jeśli samochód i kierowca dysponują odpowiednim tempem.
Przypadek z Singapuru jest szczególnie niewygodny dla FIA, ponieważ różnice w osiągach nie wynikały z decyzji zespołów ani awarii poszczególnych bolidów. Powstały wskutek błędu po stronie instytucji odpowiedzialnej za zapewnienie jednakowych zasad rywalizacji.
Federacja zapowiedziała analizę zdarzenia i działania mające zapobiec podobnym sytuacjom. Pozostaje jednak pytanie, czy same zmiany proceduralne wystarczą, by wyeliminować ryzyko powtórzenia takiego błędu. W Singapurze FIA przyznała bowiem coś, czego organizatorzy zawodów chcieliby uniknąć najbardziej: ich własna pomyłka wpłynęła na sportowy wynik.






