Hamilton nie wytrzymał po GP Meksyku. Żąda poważnej rozmowy w Ferrari po starciu z Leclerkiem

Pawel Trafny

Paweł Trafny

Lewis Hamilton nie krył rozczarowania po Grand Prix Meksyku 2026. Brytyjczyk uważa, że Ferrari miało samochód pozwalający na zajęcie dwóch pierwszych miejsc, ale walka z Charlesem Leclerkiem na pierwszym okrążeniu przekreśliła szanse na zwycięstwo. Siedmiokrotny mistrz świata domaga się teraz poważnych rozmów wewnątrz zespołu i ostrzega, że bez zdecydowanych działań podobne sytuacje będą się powtarzać.

Ferrari straciło szansę

Hamilton przystępował do niedzielnego wyścigu na Autódromo Hermanos Rodríguez z pole position. Było to jego pierwsze pole position do Grand Prix w barwach Ferrari, a tempo prezentowane przez samochód dawało podstawy do optymizmu. Brytyjczyk utrzymał prowadzenie na długim dojeździe do pierwszego zakrętu, lecz chwilę później musiał odpierać atak własnego zespołowego partnera.

Leclerc wybrał zewnętrzną stronę toru podczas hamowania do pierwszego zakrętu. Obaj kierowcy przejechali początkową sekwencję zakrętów obok siebie, a Hamilton zdołał utrzymać minimalną przewagę. Ich pojedynek nie zakończył się jednak na tym etapie.

Przed czwartym zakrętem Brytyjczyk ponownie bronił pozycji. Tym razem obaj zawodnicy opóźnili hamowanie na tyle, że znaleźli się poza granicami toru. Hamilton próbował możliwie szybko wrócić na właściwy tor jazdy, natomiast Leclerc przejechał przez trawę i objął prowadzenie.

Na zamieszaniu skorzystał również Max Verstappen. Hamilton stracił tempo podczas powrotu na tor, co umożliwiło kierowcy Red Bulla wyprzedzenie go. W ten sposób zdobywca pole position spadł na trzecie miejsce, a Ferrari znalazło się w sytuacji, której mogło uniknąć.

Kontrowersyjna kara Leclerca

Sędziowie przeanalizowali zachowanie Monakijczyka i nałożyli na niego karę pięciu sekund. Nie zdecydowali się na surowszą sankcję, uwzględniając fakt, że Hamilton również opuścił tor podczas tego samego pojedynku.

Leclerc odbył karę podczas pit stopu, tracąc prowadzenie na rzecz Verstappena. W dalszej części wyścigu, po wznowieniu rywalizacji przerwanej czerwoną flagą, Hamilton zdołał wyprzedzić zespołowego partnera.

Brytyjczyk do końca naciskał na Verstappena, ale nie odzyskał pierwszej pozycji. Ostatecznie ukończył liczący 71 okrążeń wyścig na drugim miejscu. Zamiast satysfakcji z podium dominowało jednak przekonanie, że Ferrari zmarnowało znacznie większą szansę.

Po zakończeniu rywalizacji Hamilton odniósł się do incydentu w rozmowie cytowanej przez oficjalny serwis Formuły 1.

Nie mam zbyt wiele do powiedzenia na temat sytuacji z Charlesem. Myślę, że wszyscy widzieli, co się wydarzyło i dlaczego straciliśmy zwycięstwo.

Hamilton zwrócił również uwagę na ustalenia z odprawy kierowców. Według niego zawodnicy zostali poinformowani, że po opuszczeniu toru w pierwszym zakręcie należy oddać uzyskaną w ten sposób pozycję. Brytyjczyk przypomniał przy tym, że rok wcześniej otrzymał karę dziesięciu sekund za podobny manewr:

Podczas odprawy kierowców rozmawialiśmy o tym, że jeśli wyjedziesz poza tor w pierwszym zakręcie, musisz oddać pozycję. W zeszłym roku dostałem dziesięć sekund kary za dokładnie taki sam manewr, jaki wykonał Charles. Ostatecznie to właśnie przez to straciliśmy dzisiaj zwycięstwo. Zdecydowanie musimy odbyć poważne rozmowy za zamkniętymi drzwiami.

Hamilton żąda reakcji

Najmocniejsze słowa Hamiltona dotyczyły jednak nie samej decyzji sędziów, lecz odpowiedzialności kierowców wobec całego zespołu. Brytyjczyk podkreślił, że rywalizacja pomiędzy partnerami nie może odbywać się bez uwzględnienia interesów Ferrari.

W jego ocenie każdy manewr na torze ma konsekwencje dla ludzi pracujących nad samochodem, strategią i przygotowaniem do wyścigów. Dlatego współpraca nie powinna być traktowana jako dobra wola zawodników, lecz jako jeden z ich podstawowych obowiązków:

Myślę, że najważniejszą rzeczą, o której trzeba pamiętać, a co być może przychodzi z wiekiem, jest to, że każda decyzja podejmowana w samochodzie wpływa na wszystkich ludzi pracujących za kulisami dla całego zespołu. Współpraca jest częścią naszej pracy i częścią naszego kontraktu. Musimy działać jako zespół, a dzisiaj mogliśmy to zrobić bez żadnego problemu.

Hamilton uważa, że Ferrari dysponowało tempem pozwalającym na zajęcie pierwszego i drugiego miejsca. To ocena samego kierowcy, a nie gwarancja takiego wyniku, jednak przebieg wyścigu pokazuje, jak kosztowna okazała się walka na otwierającym okrążeniu.

Zdaniem Brytyjczyka problem wymaga zdecydowanej reakcji. Nie wystarczy krótkie wyjaśnienie incydentu ani zapewnienie, że kierowcy będą ostrożniejsi podczas kolejnych wyścigów:

Szkoda patrzeć, jak tracimy zwycięstwo w taki sposób. To będzie się powtarzać, jeśli nie zostaną podjęte działania i nie odbędziemy naprawdę głębokiej, poważnej rozmowy. Takie rzeczy nie powinny zdarzać się w przyszłości.

Nie pierwszy konflikt

Starcie w Meksyku nie było pierwszym napiętym pojedynkiem kierowców Ferrari w sezonie 2026. Hamilton i Leclerc prowadzili już intensywną walkę podczas Grand Prix Chin, a na początku Grand Prix Włoch Monakijczyk wypchnął zespołowego partnera poza tor. Po tamtym incydencie Leclerc przeprosił Brytyjczyka.

Powtarzające się sytuacje pokazują, że kwestia zasad bezpośredniej rywalizacji pomiędzy kierowcami pozostaje dla Ferrari (i nie tylko) istotnym wyzwaniem. Zespół musi pogodzić ich indywidualne ambicje z koniecznością maksymalizowania wyników w klasyfikacji konstruktorów.

Hamilton nie domaga się całkowitego zakazu walki. Przyznaje, że sam wielokrotnie uczestniczył w zaciętych pojedynkach z zespołowymi partnerami i nie zawsze udawało się uniknąć kontrowersji. Oczekuje jednak, że kierowcy będą potrafili właściwie ocenić sytuację w zdecydowanej większości przypadków:

Oczywiście w przeszłości stoczyłem wiele zaciętych pojedynków z partnerami zespołowymi i nie zawsze można zrobić wszystko dobrze. Ale w dziewięciu przypadkach na dziesięć powinniśmy być w stanie to osiągnąć. Myślę, że porozmawiamy o tym poza kamerami i mam nadzieję, że będą to dobre rozmowy. Z pewnością nie będzie łatwo, ale musimy to zrobić.

Trudna decyzja Ferrari

Wypowiedzi Hamiltona stawiają Ferrari przed koniecznością ponownego określenia granic wewnętrznej rywalizacji. Z jednej strony swoboda walki pozwala kierowcom wykorzystywać pełnię swoich możliwości. Z drugiej, gdy oba samochody dysponują tempem pozwalającym walczyć o zwycięstwo, agresywne manewry mogą przynieść korzyść przede wszystkim rywalom.

Grand Prix Meksyku dostarczyło takiego przykładu. Leclerc po karze stracił prowadzenie, Hamilton musiał odrabiać pozycje, a Verstappen wykorzystał okazję i odniósł zwycięstwo. Ferrari pozostało z drugim miejscem Brytyjczyka i pytaniami o to, czy wynik mógł być znacznie lepszy.

Nie wiadomo jeszcze, jakie ustalenia przyniosą zapowiadane rozmowy. Hamilton wyraźnie jednak oczekuje czegoś więcej niż zwykłego omówienia incydentu. Dla siedmiokrotnego mistrza świata stawką jest nie tylko rozstrzygnięcie sporu z Leclerkiem, ale przede wszystkim uniknięcie kolejnych sytuacji, w których walka wewnątrz Ferrari służy co najwyżej przeciwnikom.

O autorze

Pawel Trafny

Paweł Trafny

Redaktor działu Motorsport
Dziennikarz motoryzacyjny i pasjonat mechaniki samochodowej. W swoich publikacjach koncentruje się na motorsporcie, technice oraz kulisach funkcjonowania branży motoryzacyjnej. Analizuje wypowiedzi szefów zespołów, przedstawicieli producentów, mechaników i kierowców zawodowych, zestawiając je z dostępnymi danymi oraz źródłami pierwotnymi.Po godzinach samodzielnie rozwija umiejętności związane z obsługą i naprawą samochodów. Praktyczne zainteresowanie mechaniką pomaga mu lepiej rozumieć opisywane konstrukcje i wyjaśniać zagadnienia techniczne w sposób przystępny dla czytelnika.

© 2026 MotoGuru.pl