Leclerc przyznał, że zasłużył na karę. Hamilton nie zamierzał odpuszczać po starciu kierowców Ferrari

Pawel Trafny

Paweł Trafny

Charles Leclerc przyznał, że pięciosekundowa kara za wyprzedzenie Lewisa Hamiltona poza torem podczas Grand Prix Meksyku była uzasadniona. Monakijczyk świadomie utrzymał jednak zdobytą pozycję, ponieważ w rywalizację kierowców Ferrari wmieszał się Max Verstappen. Hamilton nie krył niezadowolenia, a obaj zawodnicy mają jeszcze wyjaśnić incydent wewnątrz zespołu.

Kontrowersje na pierwszym okrążeniu

Do starcia doszło już na początku wyścigu o Grand Prix Meksyku, gdy kierowcy Ferrari walczyli o prowadzenie. W zakręcie numer 4 zarówno Leclerc, jak i Hamilton znaleźli się poza granicami toru. Monakijczyk przejechał przez trawę i wrócił do rywalizacji przed zespołowym partnerem.

Leclerc nie oddał pozycji, choć uzyskał przewagę dzięki opuszczeniu toru. Sytuację dodatkowo skomplikował Verstappen, który wykorzystał zamieszanie i znalazł się na drugim miejscu, rozdzielając kierowców Ferrari. Właśnie obecność zawodnika Red Bulla miała kluczowe znaczenie dla decyzji Monakijczyka.

Po wyścigu Leclerc nie próbował przekonywać, że jego manewr był całkowicie zgodny z przepisami. Przyznał natomiast, że okoliczności zdarzenia utrudniały podjęcie właściwej decyzji:

Kara była w pewnym sensie zasłużona. Sytuacja była jednak trochę niejasna, ponieważ obaj nie zmieściliśmy się w zakręcie numer 4. Potem pozostałem z przodu, a Max wyprzedził Lewisa. Zapytałem więc, co powinienem zrobić. Ostatecznie utrzymałem pozycję i otrzymałem zasłużoną karę.

Dlaczego tylko pięć sekund?

Sędziowie zdecydowali o nałożeniu na Leclerca pięciosekundowej kary. Była ona łagodniejsza od standardowych 10 sekund przewidzianych w wytycznych dotyczących podobnych naruszeń. W uzasadnieniu wskazano dwie okoliczności łagodzące.

Po pierwsze, Hamilton również znalazł się poza torem. Po drugie, zdarzenie miało miejsce na wczesnym etapie pierwszego okrążenia, gdy kierowcy walczyli o pozycje w szczególnie mocno zwartej grupie.

Decyzja sędziów nie przekonała jednak siedmiokrotnego mistrza świata. Hamilton zwracał uwagę przez radio, że Leclerc mógł wykorzystać jazdę na czele stawki, gdzie nie musiał podążać bezpośrednio za innym samochodem. Zdaniem Brytyjczyka korzyść z czystego powietrza mogła zniwelować skutki pięciosekundowej kary.

Ostatecznie Hamilton odzyskał pozycję po wznowieniu rywalizacji i ukończył Grand Prix Meksyku na drugim miejscu. Leclerc dojechał do mety jako czwarty. Tym samym kierowca, który początkowo stracił na kontrowersyjnym manewrze, zakończył wyścig przed swoim zespołowym partnerem.

Verstappen zmienił kalkulacje

Leclerc wyjaśnił, że nie chciał podejmować decyzji o oddaniu pozycji bez uwzględnienia obecności Verstappena. Gdy kierowca Red Bulla znalazł się pomiędzy zawodnikami Ferrari, ewentualne przepuszczenie Hamiltona przestało być prostym przywróceniem kolejności sprzed incydentu.

Monakijczyk tłumaczył swoje postępowanie następująco:

Myślę, że obaj nie zmieściliśmy się w zakręcie. Nie wiem, czy Lewisowi chodziło o to, żebym spadł na trzecie miejsce. Ale skoro Red Bull był drugi, uznałem, że warto utrzymać pozycję i zobaczyć, co się wydarzy. Tak właśnie zrobiłem.

Ta wypowiedź pokazuje, że Leclerc rozpatrywał incydent nie tylko w kategoriach przepisów, lecz także strategii wyścigowej. Oddanie miejsca Hamiltonowi w sytuacji, gdy Verstappen zdążył już rozdzielić kierowców Ferrari, oznaczałoby dodatkową stratę pozycji na rzecz bezpośredniego rywala zespołu.

Nie zmienia to jednak faktu, że sędziowie uznali utrzymanie przewagi zdobytej poza torem za naruszenie przepisów. Okoliczności zdarzenia wpłynęły na wymiar sankcji, ale nie zwolniły Leclerca z odpowiedzialności.

Leclerc odpowiada Hamiltonowi

Monakijczyk nie zamierzał również przyjmować całej odpowiedzialności za napiętą walkę między samochodami Ferrari. Przypomniał, że wcześniej sam został wypchnięty poza tor przez Hamiltona przy wyjściu z pierwszego zakrętu.

Leclerc ocenił przebieg pojedynku:

Ja również mógłbym być niezadowolony z tego, jak mocno wypchnął mnie poza tor przy wyjściu z pierwszego zakrętu. Ale uważam, że to są wyścigi. Kiedy walczy się o zwycięstwo, właśnie tak powinno to wyglądać.

Wypowiedź wskazuje, że Leclerc nie traktuje samej intensywności pojedynku jako problemu. Przyznaje się do przewinienia, ale jednocześnie uważa agresywną walkę o pozycję za naturalny element rywalizacji na najwyższym poziomie.

Zapowiedział też rozmowę z Hamiltonem i pozostałymi członkami zespołu. Ferrari będzie musiało przeanalizować nie tylko sam manewr, lecz także sposób podejmowania decyzji w sytuacji, gdy interesy obu kierowców zaczynają kolidować z wynikiem całej ekipy.

Ferrari przed Grand Prix Brazylii

Incydent wydarzył się w istotnym momencie sezonu. Ferrari przygotowuje się do kolejnego wyścigu w Brazylii, mając 124 punkty przewagi nad Red Bullem w walce o drugie miejsce w klasyfikacji konstruktorów.

Choć przewaga punktowa jest znaczna, wydarzenia w Meksyku pokazały, jak szybko wewnętrzny pojedynek może stworzyć okazję dla rywala. Verstappen wykorzystał walkę kierowców Ferrari, a następnie wygrał wyścig.

Dla włoskiego zespołu najważniejszym zadaniem przed kolejnym weekendem będzie więc ustalenie zasad postępowania w podobnych sytuacjach. Leclerc i Hamilton mogą walczyć ze sobą o zwycięstwa, ale Ferrari musi jednocześnie zadbać, aby taka rywalizacja nie ułatwiała zadania konkurentom.

O autorze

Pawel Trafny

Paweł Trafny

Redaktor działu Motorsport
Dziennikarz motoryzacyjny i pasjonat mechaniki samochodowej. W swoich publikacjach koncentruje się na motorsporcie, technice oraz kulisach funkcjonowania branży motoryzacyjnej. Analizuje wypowiedzi szefów zespołów, przedstawicieli producentów, mechaników i kierowców zawodowych, zestawiając je z dostępnymi danymi oraz źródłami pierwotnymi.Po godzinach samodzielnie rozwija umiejętności związane z obsługą i naprawą samochodów. Praktyczne zainteresowanie mechaniką pomaga mu lepiej rozumieć opisywane konstrukcje i wyjaśniać zagadnienia techniczne w sposób przystępny dla czytelnika.

© 2026 MotoGuru.pl