⏱️ 4 min.

Verstappen wraca z Zielonego Piekła do F1. Red Bull ma problem, ale też powód do nadziei

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

20-05-2026 15:05
Max Verstappen - czy wróci na Nordschleife?

Max Verstappen po niemal wygranym 24-godzinnym wyścigu na Nürburgringu wraca do Formuły 1 na Grand Prix Kanady. Holender nie zdobył tam zwycięstwa, bo Mercedes-AMG GT3 zespołu Verstappen Racing zatrzymała awaria wału napędowego na około trzy godziny przed metą. Sam występ pokazał jednak coś ważniejszego niż wynik: Verstappen w GT3 znów wyglądał jak kierowca, który po prostu cieszy się ściganiem.

Kanada zamiast Nordschleife. Powrót do mniej przyjemnej rzeczywistości

Weekend w Montrealu będzie dla Verstappena powrotem do znacznie trudniejszej rywalizacji. Red Bull RB22 nie daje mu w 2026 roku tego, do czego przyzwyczaiły poprzednie sezony, a Holender po czterech rundach zajmuje siódme miejsce w klasyfikacji kierowców.

Strata do lidera mistrzostw, Kimiego Antonellego, wynosi już 74 punkty. Problem Red Bulla dotyczy przede wszystkim balansu i utrzymania przyczepności opon, przez co zespół częściej walczy w środku stawki niż o zwycięstwa.

To mocno kontrastuje z Nürburgringiem, gdzie Verstappen nie musiał tłumaczyć się ze słabego tempa samochodu F1, regulaminu ani tabeli mistrzostw. Tam presja wyniku była mniejsza, a reakcja kibiców i rywali przypominała raczej sportowy festiwal niż weekend pod lupą padoku F1.

Na Nürburgringu Verstappen dostał to, czego brakuje mu w F1

Mercedes-AMG GT3 z numerem 3 prowadził kwartet: Verstappen, Daniel Juncadella, Jules Gounon i Lucas Auer. Zespół zakwalifikował się na czwartej pozycji, a sam Verstappen szybko pokazał tempo, którego w Formule 1 w tym sezonie nie może regularnie wykorzystać.

Holender rozpoczął swój pierwszy przejazd godzinę po starcie. Wyjechał na tor jako dziesiąty, realnie trzeci po uwzględnieniu strategii, a w ciągu dwóch godzin przebił się na prowadzenie i oddał samochód Gounonowi z ponad 20 sekundami przewagi nad P2.

W drugim przejeździe znów zrobił różnicę. Wsiadł do auta jako drugi, sześć sekund za siostrzanym Mercedesem prowadzonym przez Maro Engela, szybko zniwelował stratę, wyprzedził rywala i zbudował kolejne około 20 sekund przewagi.

Awaria zabrała zwycięstwo, ale nie zmieniła obrazu weekendu

Finał był brutalny, nawet jak na wyścigi długodystansowe. Mercedes z numerem 3 jechał po zwycięstwo, gdy awaria wału napędowego zmusiła ekipę do zjazdu na około trzy godziny przed końcem rywalizacji.

Zwycięstwo przypadło siostrzanej załodze Mercedesa, w której jechali Maro Engel, Maxime Martin, Fabian Schiller i Luca Stolz. Dla Verstappen Racing był to klasyczny motorsportowy policzek: najpierw pokaz siły, potem mechanika mówiąca „nie dzisiaj”.

Verstappen po wyścigu nie ukrywał frustracji, ale jego ocena całego weekendu pozostała pozytywna. W mediach społecznościowych nazwał zakończenie bardzo pechowym i frustrującym, jednocześnie podkreślając, że cieszył się wspólnym startem z Gounonem, Auerem i Juncadellą.

GT3 jako wentyl bezpieczeństwa dla mistrza świata

Ten występ nie oznacza automatycznie, że Verstappen chce uciekać z Formuły 1 do wyścigów długodystansowych. Holender przyznał niedawno, że piąty tytuł mistrza świata F1 nadal byłby dla niego ważniejszy niż zwycięstwo w Le Mans.

Jednocześnie Nürburgring pokazał, dlaczego coraz chętniej szuka przestrzeni poza F1. W GT3 liczą się inne kompromisy: ruch na torze, zmienna pogoda, jazda nocą, współpraca z załogą i zarządzanie ryzykiem przez całą dobę.

Dla kierowcy zmęczonego ograniczeniami aktualnego bolidu Red Bulla, i nieprzepadającego za bardziej elektrycznym kierunkiem regulaminu F1, to może być atrakcyjna odskocznia. Nie zamiast Formuły 1, lecz obok niej, przynajmniej dopóki kalendarz na to pozwala.

Co ciekawe, zdaniem Coultharda, Max Verstappen będzie dłużej związany z Red Bullem ze względu właśnie na to, że ten zespół – prawdopodobnie jako jedyny – może zapewnić swojemu kierowcy aż tyle swobody, zezwalając na starty m.in. w 24h Nurburgring.

Red Bull przed Kanadą nie jest bez szans

Montreal nie musi być dla Verstappena wyłącznie zimnym prysznicem po niemieckim święcie. Red Bull w Miami wyglądał już lepiej, a Verstappen zakwalifikował się tam jako drugi, za Antonellim.

Wyścig zakończył jednak na piątym miejscu po obrocie na pierwszym okrążeniu, a jego zespołowy partner Isack Hadjar odpadł po incydencie. Mimo tego zespół był bliżej Mercedesa, McLarena i Ferrari niż wcześniej.

Szef Red Bulla Laurent Mekies mówił o wyraźnym kroku naprzód, a sam Verstappen oceniał, że zespół zmierza w dobrą stronę. Na dziś podium w Kanadzie byłoby dla Red Bulla realnym sukcesem, nie planem minimum.

Najpierw owacje, potem pytania o przyszłość

Verstappen może w Kanadzie dostać ciepłe przyjęcie po występie na Nürburgringu. Coraz więcej kierowców F1 interesuje się innymi seriami, a jego start w 24-godzinnym klasyku był czymś więcej niż marketingowym kaprysem.

Szybko wrócą jednak pytania o Formułę 1. Kierowca Red Bulla będzie musiał mówić nie tylko o słabszym początku sezonu, lecz także o potwierdzonej formule jednostek napędowych na 2027 rok, z podziałem mocy 60:40 między silnikiem spalinowym a elektrycznym.

To właśnie dlatego Grand Prix Kanady będzie ciekawym testem nie tylko dla RB22, ale też dla samego Verstappena. Po weekendzie, w którym znów mógł ścigać się bez ciężaru mistrzowskiej walki.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

Redaktor działu Motorsport
Na co dzień dziennikarz, po godzinach mechanik-amator. Lubię brudzić ręce i pisać czystą prawdę o autach.

© 2026 MotoGuru.pl