Palmer już wybrał następcę Verstappena. Red Bull miałby celować w gwiazdę Ferrari

Wokół przyszłości Maxa Verstappena znów zrobiło się głośno, a w tle pojawiło się pytanie o plan awaryjny Red Bulla. Jolyon Palmer uważa, że gdyby mistrz świata odszedł, zespół powinien najpierw spróbować ściągnąć Charlesa Leclerka. W tej samej dyskusji padło też nazwisko Oscara Piastriego, ale jako druga opcja.
Zmiana, która ponownie podgrzała temat, dotyczy nie tylko samego Verstappena. Gianpiero Lambiase, jego wieloletni inżynier wyścigowy, związał się z McLarenem i najpóźniej od 2028 roku ma pracować już poza Red Bullem. To istotne, bo Verstappen wcześniej deklarował, że nie zamierza współpracować z innym inżynierem wyścigowym.
Nowe przepisy i nowy znak zapytania
Holender otwarcie krytykował regulacje wprowadzone w 2026 roku. Określił je jako „Formułę E na sterydach”, a później przyznał, że pod koniec sezonu rozważy swoje opcje. To wystarczyło, by temat jego dalszej jazdy dla Red Bulla wrócił na pierwsze strony.
Palmer spojrzał na sprawę z perspektywy czysto sportowej i kadrowej. Uznał, że gdyby był Laurentem Mekiesem i pieniądze nie miały znaczenia, pierwsze kroki skierowałby właśnie do kierowcy Ferrari. Charles Leclerc w jego ocenie wciąż ma potencjał na tytuł i nadal może być kuszącym ruchem dla zespołu szukającego nowego lidera.
Dlaczego właśnie Leclerc
Palmer podkreślił, że Leclerc od dawna jest związany z Ferrari i wielokrotnie pokazywał klasę. Zasugerował też, że jeśli włoski zespół nie udowodni w tym sezonie, że realnie potrafi walczyć o mistrzostwo, Monakijczyk mógłby rozważyć zmianę otoczenia. Jolyon Palmer powiedział w podcaście F1 Nation:
Gdyby pieniądze nie miały znaczenia, wybrałbym Charlesa Leclerka. Jest w Ferrari od dawna i uważam, że ma ogromny talent. Jeśli Ferrari nie pokaże w tym roku, że potrafi walczyć o tytuł, może być kierowcą, którego da się skusić. Wciąż widzę w nim mistrzowski potencjał.
Taki scenariusz pozostaje oczywiście czysto hipotetyczny. Mimo to nazwisko Leclerka nie pojawia się tu przypadkiem, bo Red Bull w razie utraty Verstappena musiałby sięgnąć po kierowcę z absolutnie najwyższego kalibru, a nie po kogoś na przeczekanie.
Piastri jako plan alternatywny
James Hinchcliffe, współprowadzący rozmowę, wskazał z kolei Oscara Piastriego. Jego zdaniem Australijczyk nie jest jeszcze związany z McLarenem tak długo jak inni liderzy ze swoimi zespołami, więc jego lojalność może być mniej „zabetonowana”. Dodatkowo trafił do stajni z Woking w momencie, gdy ta nie była jeszcze na samym szczycie, a potem był współautorem jej powrotu do czołówki.
W tej logice Red Bull mógłby być dla Piastriego interesujący także z innego powodu. Hinchcliffe zwrócił uwagę, że model z wyraźnym podziałem na kierowcę numer jeden i numer dwa mógłby dać mu mocniejszą pozycję niż układ dwóch równorzędnych liderów w McLarenie. To już jednak rozważania z gatunku tych, które w F1 wyglądają prosto tylko do chwili podpisania pierwszego kontraktu.
Na dziś Red Bull nie szuka następcy Verstappena w praktyce, ale debata już trwa. Sam fakt, że w jednym gronie pojawiają się Leclerc i Piastri, pokazuje skalę problemu: gdy odchodzi punkt odniesienia, trzeba myśleć wyłącznie kategoriami największych nazwisk.
O autorze
Paweł Trafny
Najnowsze

Diesel znów powyżej 7 zł. Weekend przyniesie wzrost cen paliw

Ogier przejmuje prowadzenie, a kibice zatrzymują oes. Toyota rządzi na Wyspach Kanaryjskich

Ferrari pokazało skrzydło „Macarena” w Monzy. SF-26 szykuje większy pakiet na Miami

Wyciek płynu hamulcowego. Jakie daje objawy i dlaczego nie można go lekceważyć



