⏱️ 4 min.

Chińskie elektryki za 3450 euro wjeżdżają do Europy. Bontu celuje w miejskie minimum

Zdjęcie autora artykułu

Redakcja MotoGuru.pl

18-06-2026 09:06
Bontu
fot Bontu

Do Europy trafiają tanie chińskie pojazdy elektryczne marki Bontu, znanej też jako Bentu. Najtańszy model BTE09 kosztuje 3450 euro (ok. 14627 zł), a bardziej dojrzały BTE05 startuje od 5700 euro (ok. 24166 zł).

Bontu nie próbuje udawać konkurenta dla klasycznych miejskich hatchbacków. To raczej próba wejścia w niszę lekkich pojazdów elektrycznych, które mają obsłużyć krótkie przejazdy po mieście, dojazdy „wokół komina” i rolę drugiego auta w rodzinie.

Bontu BTE05 wygląda na poważniejszą propozycję

Ciekawszym modelem jest Bontu BTE05, bo ma metalowe nadwozie i homologację w kategorii L7e. Mierzy 3000 mm długości, 1500 mm szerokości i 1630 mm wysokości, a jego rozstaw osi wynosi 1953 mm. Masa własna BTE05 to 595 kg.

Model jest dostępny w wersji 2- lub 4-miejscowej, więc może pełnić rolę bardzo małego auta miejskiego, choć formalnie pozostaje pojazdem kategorii lekkiej. Napęd oferuje maksymalnie 30 kW, czyli 41 KM, oraz 85 Nm momentu obrotowego. Prędkość maksymalna wynosi 90 km/h, a sprint do niej trwa 21,6 s.

Akumulator ma pojemność 18,1 kWh, natomiast deklarowany zasięg wynosi 222 km. Producent nie podaje typu cyklu pomiarowego, więc do tej wartości trzeba podchodzić ostrożnie, zwłaszcza przy zimie, ogrzewaniu i jeździe poza ścisłym centrum miasta. Standardowe ładowanie trwa 6 godzin. Wersja z szybszym ładowaniem ma uzupełniać energię od 30 do 80% w 1,5 godziny.

Cena jest niska, ale dopłaty szybko porządkują ofertę

Bontu BTE05 ma kosztować od 5700 euro (ok. 24166 zł) brutto. Odmiana z szybszym ładowaniem oznacza dopłatę 400 euro (ok. 1700 zł), a dopłata do wariantu 4-miejscowego wynosi 260 euro (ok. 1102 zł).

Bontu
fot. Bontu

To nadal poziom cenowy, który w Europie brzmi niemal podejrzanie nisko. W zamian klient dostaje jednak bardzo prosty pojazd, a nie pełnoprawny samochód segmentu A z typowymi oczekiwaniami wobec bezpieczeństwa, wyciszenia i wyposażenia.

Bontu BTE09 schodzi jeszcze niżej z ceną i konstrukcją

Najtańszą propozycją jest Bontu BTE09, czyli 2-miejscowy pojazd kategorii L6e. Jego cena ma zaczynać się od 3450 euro (ok. 14627 zł), co robi wrażenie, ale konstrukcja też jest skrajnie oszczędna. BTE09 mierzy 2750 mm długości, 1450 mm szerokości i 1640 mm wysokości, a rozstaw osi wynosi 1755 mm. Masa własna to 425 kg.

Producent podaje, że nadwozie lub rama są wykonane z PVC. To najważniejszy powód do ostrożności, bo w tej klasie cena nie powinna całkowicie przykrywać pytań o trwałość, zachowanie konstrukcji przy kolizji i codzienną eksploatację. Pojazd ma 12 kW, czyli 16 KM, oraz 65 Nm momentu obrotowego.

Prędkość maksymalna wynosi 45 km/h, akumulator ma 7,7 kWh, a deklarowany zasięg to 100 km, również bez wskazania cyklu pomiarowego. Ładowarka ma moc 2 kW, a pełne ładowanie trwa 3,5 godziny. To parametry wystarczające do krótkich tras miejskich, ale nie do zastąpienia normalnego auta w każdym scenariuszu.

Europa jest celem, ale realna sieć dopiero się klaruje

Za marką Bontu stoi chińska firma Shandong Bontu New Energy Vehicle Industry, specjalizująca się w pojazdach z wtyczką. Właścicielami spółki są chiński rząd oraz koncern Geely. Europejska spółka zależna ma siedzibę we Włoszech.

Marka deklaruje obecność handlową w wielu krajach, w tym w Polsce, Niemczech, Czechach, Portugalii, Rumunii, Hiszpanii, Grecji, Bułgarii, Litwie, Serbii, na Węgrzech, w Szwajcarii i Holandii. Oficjalne przedstawicielstwo działa obecnie przede wszystkim we Włoszech. Bontu zapowiedziało jednak wejście także na rynek niemiecki, francuski i hiszpański.

Tani elektryk nie zwalnia z trudnych pytań

Bontu pokazało w Europie trzy pojazdy dostosowane do lokalnego rynku i homologowane do jazdy po europejskich drogach. Obok BTE05 i BTE09 pojawił się też mały użytkowy BTE03. Największym atutem oferty jest oczywiście cena. Największą niewiadomą pozostaje natomiast to, jak takie pojazdy poradzą sobie z oczekiwaniami europejskich klientów, serwisem, dostępnością części i realnym bezpieczeństwem.

W małych elektrykach sens jest prosty: niewielka masa, krótka trasa i niskie koszty użytkowania. Problem zaczyna się wtedy, gdy klient zaczyna wymagać od nich tego samego, czego od zwykłego auta – a za 3450 euro cudów raczej nie dodają do koszyka.

O autorze

© 2026 MotoGuru.pl