Zamiast kredytu składka ze znajomymi. Tak Gen Z korzysta z Ferrari i Porsche

W Japonii rozwija się model współdzielenia samochodów luksusowych, który pozwala korzystać z Ferrari lub Porsche bez kupowania auta na własność. Pięciu użytkowników dzieli koszty jednego samochodu, a roczny wydatek jednej osoby może wynosić około 15 tys. zł.
Ferrari i Porsche nie muszą oznaczać własności
Platformy takie jak Rendez-Vous kupują samochód z rynku wtórnego i przypisują go do konkretnej grupy użytkowników. Auto pozostaje w systemie operatora, a uczestnicy płacą za dostęp oraz eksploatację. W praktyce jeden samochód trafia do pięciu osób. Każdy uczestnik może korzystać z niego przez około 50 dni w roku, więc rozwiązanie przypomina bardziej współdzieloną własność niż klasyczny wynajem na weekend.
Największy koszt to utrata wartości
Najważniejszą częścią kalkulacji jest spadek wartości auta. Samochód wart około 500-520 tys. zł może po roku stracić około 70-80 tys. zł, a ta kwota dzieli się na pięciu użytkowników. W takim wariancie na jedną osobę przypada około 14-16 tys. zł rocznie. Do tego dochodzą ubezpieczenie, serwis, przeglądy, podatki i bieżące utrzymanie, ale całkowity koszt nadal pozostaje niższy niż zakup luksusowego samochodu na własność.
Dla porównania nowe Porsche 911 w Polsce kosztuje od około 700 tys. zł, a wybrane modele Ferrari przekraczają milion zł. Różnica jest więc prosta: zamiast pełnej ceny auta użytkownik płaci za realny dostęp do emocji, a nie za samotne dźwiganie całej księgowości związanej z realizacją marzenia.
Gen Z wybiera dostęp zamiast posiadania
Ten model dobrze pasuje do zmiany podejścia do samochodów wśród młodszych kierowców. Auto coraz częściej jest traktowane jako usługa, szczególnie w dużych miastach, gdzie własny samochód oznacza stałe koszty i obowiązki. Współdzielenie pozwala ograniczyć wydatki i przenieść część odpowiedzialności na jasno opisane zasady korzystania z pojazdu. Kluczowe są ubezpieczenia, regulaminy oraz odpowiedzialność za ewentualne szkody.
Czym to się różni od zwykłego carsharingu?
Klasyczny carsharing zwykle daje dostęp do auta na krótki czas i bez poczucia stałego związku z konkretnym egzemplarzem. Współdzielenie luksusowego samochodu działa inaczej, bo użytkownik ma przypisany pojazd i korzysta z niego w sposób bliższy posiadaniu.
Podobny kierunek widać w usługach typu peer-to-peer, takich jak DriveShare, gdzie samochód można wynająć bezpośrednio od właściciela. Różnica polega na tym, że japoński model daje większą regularność dostępu i bardziej przewidywalne koszty.
Czy taki pomysł przyjąłby się w Polsce?
Na razie rozwiązanie rozwija się głównie w Japonii, ale jego założenia są uniwersalne. W Polsce ceny nowych samochodów rosną, a utrzymanie auta coraz mocniej obciąża domowy budżet. Popularność carsharingu pokazuje, że kierowcy stopniowo oswajają się z korzystaniem z samochodu bez pełnej własności.
Współdzielenie Ferrari czy Porsche mogłoby być kolejnym krokiem, szczególnie w dużych miastach i wśród osób, które chcą jeździć autem premium tylko przez część roku.
O autorze
Tomasz Studniarek
Najnowsze

Doriane Pin wsiadła do F1 Mercedesa. To był historyczny test na Silverstone

Van der Linde odbił sobie sobotę. BMW wraca na pole position w DTM

Isack Hadjar miał obawy przed awansem do Red Bulla, choć to był jego cel

Stellantis ma problem z fabrykami w Europie. Chińczycy odkupią cztery zakłady?



