Piastri mówi wprost: kwalifikacje F1 stały się szukaniem ukrytych zysków w danych

Oscar Piastri wyjaśnia, że nowe przepisy F1 zmieniły sposób przygotowania do kwalifikacji. Kierowcy nie szukają już tylko granicy przyczepności, lecz także mniej oczywistych punktów pracy baterii, napędu i przepustnicy.
Australijczyk ma za sobą serię solidnych kwalifikacji w pierwszej części sezonu. Zajął piąte miejsce w Australii, był piąty w sprincie i kwalifikacjach do Grand Prix Chin, a w Japonii ruszał z trzeciej pozycji. Wyniki wyglądają stabilnie, ale za kulisami McLaren musi rozwiązywać zupełnie inne problemy niż wcześniej.
Nie zawsze szybciej znaczy lepiej
Nowa generacja samochodów wymusza inne podejście do okrążenia kwalifikacyjnego. Piastri wskazuje, że kierowca musi czasem odpuścić gaz albo inaczej rozłożyć użycie energii, aby na długości całego okrążenia zyskać lepszy czas. To podważa klasyczną intuicję kwalifikacji, w której liczyło się przede wszystkim maksymalne atakowanie każdego zakrętu.
Największy problem dotyczy tego, że samochód nie zawsze nagradza jazdę „na pełnym ogniu”. Kierowca musi analizować, kiedy wrócić na pełny gaz i jak zachowa się układ napędowy w konkretnej sekwencji zakrętów. W praktyce kwalifikacje stały się bardziej zadaniem z zarządzania energią niż czystym pojedynkiem z limitem auta.
Piastri: kierowcy muszą szukać tam, gdzie wcześniej nie patrzyli
Piastri zwraca uwagę, że najważniejsze zyski nie leżą już wyłącznie w typowych obszarach pracy kierowcy. Opóźnianie hamowania, wyczucie opon i klasyczne szukanie przyczepności nadal mają znaczenie, ale obecnie nie wystarczają do złożenia najlepszego okrążenia. McLaren musi więc pracować nad elementami, które wcześniej nie były w ogóle istotne w kwalifikacyjnym przygotowaniu.
Kierowca podkreśla, że różne zakręty mogą wymagać odmiennego użycia baterii i innego powrotu na gaz. To oznacza więcej prób, więcej analizy i mniej natychmiastowej informacji zwrotnej z kokpitu. Mówiąc prościej: kierowca nadal czuje samochód, ale nie wszystko da się już wyczuć samymi rękami i stopami.
Miami ma przynieść korektę problemu
Przed Grand Prix Miami wprowadzono zmianę, która obniża limit odzyskiwania energii z 8 do 7 MJ. Samochody mają przez to być wolniejsze, ale jednocześnie powinny wymagać mniejszego stosowania technik typu lift-and-coast oraz ograniczania mocy na prostych. Dla kierowców ważniejsze jest jednak to, że kwalifikacje mogą znów bardziej przypominać jazdę na granicy możliwości.
Piastri liczy, że korekta zmniejszy nacisk na ukryte niuanse pracy układu napędowego. Nie chodzi o to, aby technika zniknęła z Formuły 1. Problem zaczyna się wtedy, gdy najlepsze okrążenie coraz mniej przypomina intuicyjne „jedź szybciej”, a coraz bardziej precyzyjne zarządzanie energią.
Nowe F1 testuje kierowców i inżynierów
Obecna sytuacja pokazuje, jak mocno przepisy mogą zmienić charakter rywalizacji. Samochód kwalifikacyjny nie jest już tylko maszyną do maksymalnego ataku, lecz układem zależności między aerodynamiką, baterią, silnikiem i stylem jazdy. Zespół, który szybciej zrozumie te zależności, może znaleźć przewagę jeszcze przed wyjazdem z garażu.
Dla McLarena i Piastriego to szansa, ale też obciążenie. Australijczyk mówi o dużej ilości energii poświęcanej na analizę rzeczy, które wcześniej nie były punktem pracy. Jeśli poprawki z Miami zadziałają, kwalifikacje mogą odzyskać więcej naturalnego napięcia, w którym kierowca szuka limitów, a nie tylko wykonuje perfekcyjnie policzony scenariusz.
O autorze
Patrycja Miętus
Najnowsze

Doriane Pin wsiadła do F1 Mercedesa. To był historyczny test na Silverstone

Van der Linde odbił sobie sobotę. BMW wraca na pole position w DTM

Zamiast kredytu składka ze znajomymi. Tak Gen Z korzysta z Ferrari i Porsche

Isack Hadjar miał obawy przed awansem do Red Bulla, choć to był jego cel



