Jim Farley ponownie ostrzega przed ekspansją chińskiego przemysłu motoryzacyjnego. Szef Forda uważa, że USA powinny wyciągnąć wnioski z Europy, gdzie – jego zdaniem – na skuteczne ograniczenie napływu chińskich producentów jest już za późno.
Europa jako ostrzeżenie
Podczas Automotive News Congress w Detroit Farley odniósł się do potencjalnego wejścia chińskich producentów na rynek amerykański. Jego zdaniem USA powinny ostrożnie zdecydować, na jakich warunkach otworzyć rynek przed firmami z Państwa Środka.
Jako przykład wskazał Europę, która – w jego ocenie – przekroczyła już moment, w którym można było skutecznie ograniczyć ekspansję chińskich marek.
Myślę, że ważne jest, abyśmy dali sobie czas i podeszli do tego rozważnie. Obserwuję to, co dzieje się teraz w Europie, gdzie takiego podejścia nie było. Teraz muszą sobie z tym radzić i jest już za późno.
11 milionów to dopiero początek
Farley oszacował, że w 2026 roku Chiny wyeksportują około 11 mln pojazdów. Według przywołanych przez niego danych to więcej niż cała produkcja samochodów w USA czy Europie.
Szef Forda zwrócił uwagę również na Meksyk i Australię. Według jego danych chińskie samochody stanowią już około 25 proc. sprzedaży w Meksyku, a w Australii odpowiadają za podobną część rynku. Farley uważa, że na tym drugim rynku ich udział może wzrosnąć do 50 proc.
Chiny wyeksportują w tym roku 11 milionów pojazdów. To więcej niż cała produkcja samochodów w Stanach Zjednoczonych. To więcej niż cała europejska produkcja. A oni dopiero zaczynają.
Niezależne szacunki cytowane przez Reutersa są jeszcze wyższe i mówią o około 12 mln samochodów eksportowanych przez Chiny w 2026 roku, wobec około 3 mln w 2022 roku.
USA pozostają zamknięte
Amerykański rynek jest obecnie w praktyce zamknięty dla samochodów z Państwa Środka m.in. przez cła przekraczające 100 proc. oraz ograniczenia dotyczące chińskiego oprogramowania stosowanego w pojazdach połączonych z siecią.
Farley nie postuluje jednak całkowitego odcięcia chińskich firm. Chce przede wszystkim ochrony amerykańskiej bazy przemysłowej i równych warunków konkurencji, jednocześnie dopuszczając współpracę technologiczną tam, gdzie może być korzystna dla Forda.

fot. Ford
Musimy być bardzo ostrożni i rozważni. Przyszłość obronności naszego kraju i naszej bazy przemysłowej zależy od tego, jak dobrze sobie z tym poradzimy. Nie izolujmy więc konkurencji, ale zastanówmy się, jak znaleźć właściwą równowagę.
Ford sam współpracuje z Chińczykami
Stanowisko Farleya jest o tyle ciekawe, że Ford sam korzysta z chińskiej technologii. Koncern współpracuje z CATL-em przy produkcji akumulatorów w zakładzie w Marshall w Michigan, wykorzystując technologię chińskiego producenta na podstawie licencji. Ford współpracował również z Geely przy samochodach przeznaczonych na rynek europejski.
Farley rozdziela jednak współpracę technologiczną od bezpośredniej konkurencji. Ford chce korzystać z partnerstw tam, gdzie nie posiada odpowiedniej własności intelektualnej, a jednocześnie rozwijać własne samochody elektryczne konkurujące z chińskimi konstrukcjami.
Nasza odpowiedź jest dość prosta: będziemy współpracować z Chińczykami tam, gdzie nie mamy własności intelektualnej i gdzie możemy efektywniej wykorzystywać kapitał.
W przypadku akumulatorów CATL podkreślił, że produkcja odbywa się w amerykańskiej fabryce z udziałem lokalnych pracowników, podczas gdy chińska firma udostępnia technologię.
„Skończmy z tym przedstawieniem”
Podejście Forda spotkało się z krytyką części amerykańskiej administracji. Sekretarz transportu Sean Duffy zarzucił koncernowi zbyt silne wiązanie swojej przyszłości z chińskimi przedsiębiorstwami wspieranymi przez państwo.
Farley odpowiada, że współpraca i konkurencja nie muszą się wzajemnie wykluczać. Ford chce jednocześnie rozwijać własne samochody elektryczne i konkurować nimi z chińskimi producentami.
Jednocześnie będziemy bezpośrednio z nimi konkurować za pomocą naszych uniwersalnych samochodów elektrycznych. Oba podejścia mogą działać bardzo dobrze.
Na koniec zaapelował do branży:
Skończmy więc z tym przedstawieniem. Zabierzmy się do pracy, projektujmy dobre samochody, świetne oprogramowanie, znakomite doświadczenia dla klientów, budujmy dobre relacje z dealerami i dostawcami – i będziemy mogli konkurować.
Wypowiedź Farleya pokazuje więc, że nie sprzeciwia się samej współpracy z chińskim przemysłem. Chce natomiast, aby dostęp do rynku nie pozbawiał amerykańskich producentów możliwości konkurowania na równych zasadach. Europę przedstawia przy tym jako przykład rynku, na którym – w jego ocenie – reakcja na rosnącą obecność chińskich marek przyszła zbyt późno.






