Ford Puma Gen-E 2026: więcej zasięgu i sprytniejsze rozwiązania

Ford zrobił to po cichu, ale skutecznie: subtelnie odświeżona Puma Gen-E na rok 2026 dostała dokładnie to, czego brakowało jej najbardziej – dłuższy realny zasięg. Producent poprawił konstrukcję baterii, nie zwiększając jej pojemności, a przy okazji dorzucił bardziej zaawansowane rozwiązania wspierające kierowcę. Efekt? Elektryczna Puma nie tylko dogoniła konkurentów spod płaszcza Stellantisa, ale wreszcie wskoczyła do ścisłej czołówki segmentu miejskich SUV-ów na prąd.
Pierwszy elektryczny wariant tego modelu pojawił się w 2024 roku, chwilę po liftingu wersji spalinowych i mild-hybrid. Rok 2026 przyniesie dopracowaną edycję, w której najważniejszą rolę gra zoptymalizowany układ baterii. Według danych Forda zasięg WLTP wzrósł do 400 km, czyli o 24 km więcej niż w poprzedniej odsłonie. W cyklu miejskim auto potrafi pokonać 550 km, co przekłada się na zauważalnie rzadsze wizyty przy ładowarce – a to dla użytkowników aut miejskich ma większe znaczenie niż jakiekolwiek sportowe osiągi.
Ford podkreślił, że dodatkowe kilometry wynikają z „optymalizacji projektu baterii” przy zachowaniu tej samej pojemności 43 kWh. Producent nie ujawnił, czy chodzi o wariant z 17-calowymi kołami czy bogatszą wersję Premium na felgach 18-calowych. Napęd pozostał bez zmian: silnik elektryczny ma 166 KM oraz 290 Nm, a cała moc trafia na przednie koła.
W praktyce oznacza to, że Puma Gen-E wreszcie stoi w jednym szeregu z Alfą Romeo Junior Elettrica, Jeepem Avengerem, Fiatem 600e, Oplem Mokką Electric, Peugeotem E-2008, Renault 4 E-Tech oraz Mini Acemanem. Jedynym modelem, który wyraźnie odjechał stawce, pozostaje Kia EV3 Long Range, deklarująca 604 km – różnica robi wrażenie, ale w tym segmencie i cenie to raczej wyjątek niż standard.
BlueCruise: jazda bez rąk w najmniejszym Fordzie
Nowością w gamie Pumy Gen-E jest system BlueCruise, który trafi do oferty w Europie od wiosny 2026 roku. To rozwiązanie umożliwia jazdę autostradową bez trzymania rąk na kierownicy – oczywiście na odcinkach dopuszczonych do tego trybu. Jak podała firma Ford, technologia ta po europejskim debiucie w 2023 roku objęła już 16 rynków i ponad 135 000 km zatwierdzonych tras. System dotarł też do innych modeli, m.in. Kugi i Rangera PHEV, co pokazuje kierunek rozwoju w całej gamie producenta. 
Styl bez zmian, wnętrze po staremu – i to nie jest wada
Ford nie zdecydował się na żadne korekty wizualne. Elektryczna Puma nadal ma projekt bez osłony chłodnicy, a reszta karoserii wygląda tak samo jak w odmianach po liftingu. W środku również bez rewolucji: zestaw wskaźników ma 12,8 cala, a centralny ekran multimediów 12 cali, co w tej klasie jest na solidnym poziomie. Ford pozostawił także znak rozpoznawczy modelu – funkcjonalny schowek Gigabox pod podłogą bagażnika. Łączna przestrzeń ładunkowa wynosi 574 litry z tyłu plus 43 litry w przednim schowku, dzięki czemu Puma Gen-E wciąż jest jednym z najbardziej praktycznych elektryków w segmencie. 
Cena bez zmian, zachęty lokalne już nie
Model 2026 jest już dostępny do zamówienia choćby w Wielkiej Brytanii. Cena startowa to 26 245 funtów, czyli około 126 068 zł (przeliczenie wg kursu 4.8038). W Polsce producent życzy sobie 139 900 zł, przy czym dla klienta ta cena może zostać zredukowana do 99 900 zł w przypadku skorzystania z programu NaszEauto. Produkcja dopracowanej Pumy wpisuje się w szerszy trend. Ford nie szuka spektakularnych zmian, tylko rozwiązania niwelujące słabości modeli obecnych na rynku.
Nowa Puma Gen-E nie jest rewolucją. To mądrze skorygowany projekt, który w codziennym użytkowaniu po prostu ma działać lepiej – i wygląda na to, że Ford zrobił dokładnie to, czego oczekiwali klienci.
O autorze
Tomasz Nowak
Najnowsze

Mandaty bez wpływu na premie policji? Jest petycja

Opel Corsa D świętuje 20 lat. Debiut miał miejsce w UK w 2006

Peaq to dopiero początek. Tak zmienia się strategia Skody

Citroën C3 Aircross Marine Nationale. Hołd dla marynarki wojennej





























