⏱️ 4 min.

Ford wprowadzi BlueCruise do masowych modeli w Europie. Puma, Kuga i Ranger z trybem jazdy bez rąk

Zdjęcie autora artykułu

Adam Główka

14-11-2025 10:11
Ford wprowadził BlueCruise do masowych modeli w Europie. Puma, Kuga i Ranger dostają tryb jazdy bez rąk

Ford zrobił w Europie to, czego jeszcze kilka lat temu nikt nie zakładał: udostępnił jazdę „bez trzymanki” nie w topowych elektrykach, lecz w zupełnie zwyczajnych modelach pokroju Pumy, Kugi i Rangera PHEV. Producent poszerzył zasięg technologii BlueCruise na auta masowe, pokazując, jak szybko funkcje znane z segmentu premium stały się elementem codzienności. Kierowcy dostaną dostęp do ponad 135 000 km autostrad oznaczonych jako Blue Zones, a system pojawi się w opcji już od wiosny 2026 roku.

Ford w ostatnich latach konsekwentnie przesuwał granice tego, co w Europie uchodziło za „zarezerwowane dla nielicznych”. BlueCruise – oparte na inteligentnym tempomacie i rozszerzonych czujnikach – po debiucie w Mustangu Mach-E w 2023 roku trafiło na kolejne rynki, rozszerzając dostęp do jazdy bez trzymania kierownicy na 16 krajów europejskich. Teraz amerykański producent pokazał, że nie zamierza już dłużej trzymać tej technologii pod kluczem.

BlueCruise wchodzi do segmentu masowego

Nowy etap obejmuje cztery modele: niezbyt drogie Pumę i Pumę Gen-E, praktyczną Kugę oraz Rangera PHEV. Każdy z nich – o ile klient zdecyduje się na opcjonalny Driver Assistance Pack – będzie od 2026 roku wyposażany w tryb jazdy „hands-off, eyes-on”. W praktyce oznacza to, że kierowca może zdjąć ręce z kierownicy, a samochód przejmuje sterowanie – będzie utrzymywać się na pasie ruchu, przyspieszając i hamując. Ford podkreślił, że BlueCruise nie jest zabawką: zestaw kamer i lidarów monitoruje otoczenie, oznaczenia pasa ruchu oraz zachowanie kierowcy. Ekspert firmy podsumował znaczenie systemu:

System powstał po to, by zdjąć z kierowcy monotonne i powtarzalne obowiązki, jednocześnie pilnując jego uwagi.

Czujniki śledzą pozycję głowy oraz kierunek wzroku, dzięki czemu auto rozpoznaje, czy kierowca pozostaje zaangażowany.

135 000 km autostrad, sześć krajów i 25 godzin jazdy bez dotykania kierownicy

BlueCruise ma działać wyłącznie w wyznaczonych strefach – tzw. Blue Zones. W Europie obejmują one już ponad 135 000 km tras ekspresowych i autostrad. To sieć na tyle gęsta, że z systemem można pokonać np. trasę ze Sztokholmu do Rzymu, liczącą około 2 000 km, a łączny czas jazdy bez używania rąk wyniósłby mniej więcej 25 godzin. Globalnie kierowcy Fordów i Lincolnów przejechali już ponad 888 mln km, co potwierdza, że technologia nie jest eksperymentem, lecz funkcjonującym rozwiązaniem stosowanym na szeroką skalę. Większość dystansu została pokonana w Ameryce Północnej, gdzie BlueCruise rozwijano jako pierwsze.

Modele bez BlueCruise? Zostało ich niewiele

W europejskiej gamie Forda na liście aut pozbawionych dostępu do systemu pozostają właściwie tylko: Capri (wspólny projekt z VW), Explorer EV, cała rodzina Transit/Tourneo oraz klasyczny Mustang z silnikiem spalinowym. Producent wyraźnie sygnalizuje, że celem jest przeniesienie technologii także do pozostałych modeli, choć konkretów jeszcze nie podał. Firma wyjaśniła, że pierwsze egzemplarze Pumy, Pumy Gen-E, Kugi i Rangera PHEV z systemem BlueCruise trafią do salonów od wiosny 2026 roku. Wtedy też ujawnione zostaną ceny pakietu Driver Assistance Pack.

Gdzie BlueCruise jest dostępny?

Obecnie Ford oferuje BlueCruise w wybranych krajach europejskich, m.in. w Austrii, Belgii, Czechach, Danii, Francji, Niemczech, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Norwegii, Polsce, Portugalii, Szwecji, Włoszech i Wielkiej Brytanii. Lista szybko się wydłuża, a tempo ekspansji sugeruje, że system ma stać się jednym z fundamentów oferty Forda w regionie.

Technologia, która przestaje być luksusem

BlueCruise – choć powstało jako rozwinięcie inteligentnego tempomatu – zmieniło sposób, w jaki kierowcy korzystają z asystentów. Jeśli system działa stabilnie na autostradach, klienci zaczynają ufać elektronice i chętniej wybierają bardziej zaawansowane opcje. Wbrew marketingowym opowieściom, nie jest to „jazda autonomiczna”, ale realnie odciąża kierowcę na długich, monotonnych odcinkach.

To właśnie dlatego największy efekt przynosi w modelach codziennych, a nie tych z plakatu. Gdy technologia trafiła do Mustanga Mach-E, była ciekawostką. Gdy obejmie Pumę i Kugę – stanie się normą. Producent celowo rozszerzył dostęp, by pokazać, że rywalizacja z Teslą nie musi opierać się wyłącznie na zasięgu czy mocy, lecz także na technologiach, które poprawiają komfort zwykłej jazdy.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Adam Główka

Jeżdżę, piszę, testuję. Wierzę, że każdy samochód ma swoją historię – trzeba tylko umieć ją opowiedzieć.