Fotoradar w Al. Jerozolimskich znów zniszczony. Czwarta przegrana z wandalami

Fotoradar w Alejach Jerozolimskich w Warszawie został zniszczony już po raz czwarty od chwili instalacji. Urządzenie należało do najbardziej zapracowanych punktów nadzoru w stolicy, ale mimo napraw, dodatkowych zabezpieczeń i całodobowego monitoringu znów wypadło z użytku. To kolejny przykład, że wysoka skuteczność systemu nie zawsze idzie w parze z realną odpornością na celowe ataki.
Urządzenie zamontowano w połowie listopada 2024 roku na odcinku z ograniczeniem prędkości do 50 km/h. Od początku budziło emocje, ale równie szybko zaczęło notować bardzo wysoką liczbę wykroczeń. Między 14 listopada 2024 roku a 5 lutego 2025 roku zarejestrowało 12,5 tys. naruszeń.
Od lidera statystyk do seryjnie wyłączanego punktu
W niektórych okresach fotoradar rejestrował około 8 tys. wykroczeń miesięcznie. Taki wynik uczynił go najbardziej aktywnym urządzeniem w Warszawie i dał mu realną szansę na miejsce w krajowej czołówce. Im lepiej działał, tym mocniej skupiał na sobie uwagę kierowców. Pierwszy atak nastąpił w lutym 2025 roku. Straty oszacowano wtedy na około 50 tys. zł, a po naprawie urządzenie wróciło do pracy 17 kwietnia 2025 roku. Już pierwszego dnia po ponownym uruchomieniu zarejestrowało około 50 wykroczeń w kilka godzin i znów zostało uszkodzone.
Farba, siekiera i kolejne przerwy
Przy drugim ataku uszkodzenia miały powstać najprawdopodobniej przy użyciu siekiery. W sieci pojawiło się nagranie zdarzenia, ale mimo zabezpieczenia materiału nie udało się ustalić sprawcy. Również wtedy straty wyceniono na około 50 tys. zł. Po następnej naprawie fotoradar uruchomiono ponownie 23 grudnia 2025 roku. Tym razem objęto go całodobowym monitoringiem, który miał odstraszyć sprawców i pomóc w ich identyfikacji.

Efekt okazał się mizerny, czyli technologia dostała kolejny zimny prysznic. Już 3 stycznia 2026 roku ktoś oblał obudowę białą farbą. Urządzenie trzeba było wyłączyć na dwa dni. Końcówka marca przyniosła jednak jeszcze poważniejsze zniszczenia.
Czwarty atak i ten sam problem
Ostatni incydent wskazuje na użycie ciężkiego przedmiotu, którym uszkodzono szybę chroniącą obiektyw. To oznacza, że od chwili instalacji fotoradar został zdewastowany już po raz czwarty. Każdy taki atak kończy się nie tylko kosztowną naprawą, ale też kolejną przerwą w działaniu. Fotoradar w Alejach Jerozolimskich stał się dziś symbolem paradoksu CANARD. Z jednej strony rejestruje tysiące wykroczeń i należy do najskuteczniejszych urządzeń w systemie. Z drugiej regularnie wypada z użytku, bo wandale wciąż znajdują prosty sposób na jego unieszkodliwienie.
Drogie urządzenie, ograniczona odporność
Problem ma też wymiar finansowy, bo chodzi o bardzo kosztowny sprzęt. Model TraffiStar SR390 kosztuje blisko 240 tys. zł. Gdy takie urządzenie przestaje działać po kolejnym ataku, system traci nie tylko pieniądze, ale też ciągłość nadzoru. Fotoradary pracujące w systemie CANARD muszą spełniać rygorystyczne normy odporności.
Są przygotowane na trudne warunki pogodowe i drobne uszkodzenia, a dodatkowe zabezpieczenia mają sygnalizować próbę ingerencji. W praktyce celowy atak na szybę albo obiektyw nadal wystarcza, by wyłączyć urządzenie z pracy. To właśnie dlatego warszawski rekordzista stał się jednocześnie przykładem skuteczności i bezradności. Sam fakt rejestrowania dużej liczby wykroczeń nie rozwiązuje problemu, gdy sprzęt regularnie znika z systemu na kolejne tygodnie. Dopóki sprawcy pozostają nieuchwytni, CANARD będzie gasił pożar tam, gdzie powinien po prostu działać nadzór.
O autorze
Tomasz Studniarek
Najnowsze

To nie Verstappen był najszybszym kierowcą w 24h Nürburgring. Lamborghini otarło się o rekord

Czy Verstappen jeszcze wróci na 24h Nürburgring? Jest jedno „ale”

Jucandella po 24h Nürburgring: To po prostu pech. Awaria mechaniczna

24h Nürburgring: Mercedes triumfuje po usterce zespołu Verstappena



