Stellantis nie ukrywa, że jakość samochodów wymaga poprawy. Koncern uruchomił niemal 50 specjalnych zespołów określanych jako „quality war rooms”, a do pracy nad problemami zaangażowano ponad 2000 inżynierów. Cel jest konkretny: do 2028 roku firma chce znaleźć się w najlepszej ćwiartce pod względem jakości we wszystkich segmentach i na wszystkich rynkach, na których działa.
Stellantis na wojnie z usterkami
O skali działań opowiedział Antonio Filosa, dyrektor generalny Stellantis, podczas Automotive News Congress w Detroit. Firma uruchomiła niemal 50 specjalnych zespołów zajmujących się jakością. W ich skład wchodzą inżynierowie, specjaliści ds. jakości, pracownicy produkcji oraz eksperci współpracujący z dostawcami.
Nie chodzi przy tym o kolejne szczeble korporacyjnej administracji. Poszczególne zespoły mają koncentrować się na konkretnych komponentach i systemach, w których zidentyfikowano problemy, a następnie możliwie szybko wypracowywać i wdrażać rozwiązania.
Filosa nie próbuje przy tym przekonywać, że problemów nie ma. Szef koncernu otwarcie przyznał, że Stellantis mierzy się z niedociągnięciami dotyczącymi zarówno sprzętu, jak i oprogramowania. Zapewnia jednak, że tempo ich usuwania znacząco wzrosło.
Antonio Filosa powiedział:
Naprawiamy je bardzo, bardzo, bardzo szybko.
Ponad 2000 nowych inżynierów
Za zmianami stoi również znaczne zwiększenie zasobów inżynieryjnych. W 2025 roku Stellantis zatrudnił ponad 2000 inżynierów, a duża część ich pracy jest związana z poprawą jakości i niezawodności samochodów koncernu.
To szczególnie istotne przy tak rozbudowanym portfolio. Stellantis skupia wiele marek, modeli, układów napędowych i platform sprzedawanych na różnych rynkach. Współdzielenie podzespołów daje korzyści skali, ale oznacza również, że problemy z konkretnym elementem mogą mieć szersze konsekwencje.
Amerykańska część działalności koncernu ma przy tym sporo do nadrobienia. Jeep i Ram notowały wyniki poniżej średniej branżowej w badaniach jakości i niezawodności J.D. Power. Problemy dotknęły również nowych produktów – jednym z przykładów był elektryczny Dodge Charger Daytona, którego oprogramowanie spotkało się z krytyką.
Cel wyznaczony na 2028 rok
Stellantis nie zamierza ograniczać się do stopniowego poprawiania statystyk. Filosa wyznaczył konkretny cel na 2028 rok: koncern ma znaleźć się w pierwszej ćwiartce pod względem jakości we wszystkich segmentach i na wszystkich rynkach, na których konkuruje.
Antonio Filosa zapowiedział:
Mamy cel, aby w 2028 roku znaleźć się w pierwszej ćwiartce pod względem jakości we wszystkich segmentach i na wszystkich rynkach, na których konkurujemy, i osiągniemy go.
W praktyce oznacza to aspirację do znalezienia się wśród 25% najlepiej ocenianych producentów w poszczególnych kategoriach. Samo powołanie kilkudziesięciu zespołów nie przesądza jednak o sukcesie. Ostatecznym sprawdzianem będą wyniki przyszłych samochodów i liczba problemów zgłaszanych już po dostarczeniu pojazdów do klientów.
Jakość w górę, koszty w dół
Równolegle Stellantis realizuje program redukcji kosztów. Według dostępnych informacji około 3000 inżynierów pracuje w ramach Value Creation Program, którego celem jest znalezienie 7 mld dolarów (ok. 27,1 mld zł) oszczędności do 2028 roku.
To stawia przed koncernem wymagające zadanie. Firma chce jednocześnie ograniczać koszty i wyraźnie poprawiać jakość produktów, a oba procesy obejmują m.in. współpracę z dostawcami i rozwiązania stosowane w produkcji. Stellantis będzie więc musiał wykazać, że oszczędności nie odbiją się na obszarze, który właśnie próbuje naprawić.
Najbliższe dwa lata pokażą, czy niemal 50 „pokoi wojennych” rzeczywiście przełoży się na zauważalną zmianę. Skala przedsięwzięcia jest duża, ale poprzeczka również: do 2028 roku poprawa ma być już widoczna w mierzalnych wynikach jakościowych.






