Luce podzieliło wyglądem, ale pierwsze testy mówią jedno. Jeździ jak prawdziwe Ferrari

Redakcja MotoGuru.pl
Redakcja MotoGuru.pl

Ferrari Luce wywołało wyjątkowo burzliwą dyskusję. Pierwszy elektryczny model tej włoskiej marki wygląda bardzo kontrowersyjnie, jednak pierwsze testy późnego prototypu wskazują, że pod względem prowadzenia zachowuje cechy kojarzone z konstrukcjami z Maranello.

Największe i najcięższe Ferrari zaskakuje zwinnością

Luce jest potężnym, czterodrzwiowym samochodem elektrycznym. Jego nadwozie okazuje się o około 5 cm dłuższe niż w Ferrari Purosangue, a masa wynosi niespełna 2268 kg. Mimo tych gabarytów dziennikarze, którzy mieli okazję poprowadzić prototyp, zwracają uwagę na naturalne reakcje, precyzyjną zmianę kierunku i dobre wyważenie.

Redaktor „MotorTrend”, Angus MacKenzie, opisał zachowanie samochodu następująco:

To może być najcięższe i największe Ferrari, jakie kiedykolwiek zbudowano, o 5,1 cm dłuższe od Purosangue, ale Luce tańczy po drodze. Jego reakcje są urzekająco naturalne, zmiany kierunku płynne i precyzyjne, a samochód pozostaje znakomicie wyważony we wszystkich fazach pokonywania zakrętu, od mocnego hamowania po pełne przyspieszenie. Układ kierowniczy działa lekko i liniowo, a informacje przekazywane przez piękną kierownicę z cienkim wieńcem są znakomite.

Ferrari Luce

fot. Ferrari

Za zachowaniem przeczącym wysokiej masie mają stać przede wszystkim nisko położony środek ciężkości, odpowiednie rozłożenie ciężaru oraz rozbudowane zawieszenie. Testujący podkreślają, że Luce nie sprawia wrażenia typowego ciężkiego samochodu elektrycznego, który imponuje głównie przyspieszeniem na prostej.

Ferrari Luce pozwala kontrolować poślizg

Pierwsze nagrania z jazd pokazują, że elektryczne Ferrari chętnie reaguje na zmianę obciążenia i pozwala kierowcy korzystać z nadsterowności. Tylna oś może zerwać przyczepność, ale samochód pozostaje przewidywalny i stosunkowo łatwo daje się ustawić z powrotem na właściwym torze.

Jason Barlow z „Top Gear” krótko podsumował swoje wrażenia:

Ślizga się jak Ferrari. Jestem zdumiony, jak dobre jest to auto.

Na pokładowych ujęciach widać również szybkie reakcje przedniej osi. Luce sprawnie składa się do zakrętu, a po wyjściu z kontrolowanego poślizgu nie wymaga długiej walki z kierownicą. Dla Ferrari ma to szczególne znaczenie, ponieważ od lat buduje ono swój wizerunek nie tylko na osiągach, lecz także na angażowaniu kierowcy w jazdę.

Dźwięk pochodzi z silnika elektrycznego

Jednym z najbardziej nietypowych rozwiązań Luce jest sposób generowania dźwięku układu napędowego. Ferrari nie ograniczyło się do odtwarzania przygotowanych wcześniej nagrań z głośników. Zamiast tego zastosowano precyzyjny akcelerometr połączony z falownikiem tylnego silnika elektrycznego.

Układ rejestruje rzeczywiste dźwięki i drgania zespołu napędowego, a następnie wzmacnia wybrane częstotliwości, jednocześnie ograniczając te uznane za nieprzyjemne. Do kabiny trafia więc zmodyfikowany, ale pochodzący bezpośrednio z mechaniki samochodu sygnał, który zmienia się wraz z obciążeniem i prędkością obrotową silnika.

Zdaniem testujących rozwiązanie nie zastępuje brzmienia silnika spalinowego, ale zapewnia kierowcy informacje o aktualnej pracy napędu. Intensywność dźwięku rośnie podczas przyspieszania, a zmiany jego charakteru mogą pomóc wychwycić moment utraty przyczepności przez tylne koła.

Ferrari Luce

fot. Ferrari

MacKenzie zwrócił uwagę właśnie na tę funkcję:

Ponieważ słyszysz rzeczywistą zmianę prędkości silnika elektrycznego w odpowiedzi na działanie kierowcy i obciążenie, możesz na przykład usłyszeć dokładny moment, w którym tylne opony zaczynają tracić przyczepność.

Łopatki sterują odzyskiwaniem energii i momentem obrotowym

Ferrari wykorzystało także łopatki przy kierownicy, choć Luce nie ma klasycznej skrzyni biegów. Lewa łopatka służy do regulowania intensywności hamowania rekuperacyjnego, co jest rozwiązaniem spotykanym również w wielu innych samochodach elektrycznych.

Znacznie bardziej nietypową funkcję otrzymała prawa łopatka. Kierowca może za jej pomocą stopniowo zwiększać dostępny moment obrotowy. Podczas przyspieszania każde kolejne użycie łopatki daje wrażenie otrzymania dodatkowej porcji mocy, częściowo naśladując rytm zmiany przełożeń w samochodzie spalinowym.

Możliwe jest również pozostawienie układu w ustawieniu zapewniającym maksymalny moment obrotowy przez cały czas. Testujący ocenili jednak, że ręczne stopniowanie dostępnych osiągów zwiększa zaangażowanie i odróżnia Luce od wielu bardzo szybkich elektryków, które przekazują pełną moc w sposób natychmiastowy, lecz mało angażujący.

Ferrari miało już osiągnąć tegoroczny cel sprzedaży

Luce nie jest samochodem masowym nawet według standardów segmentu luksusowego. Jego cena przekracza 640 000 dolarów (ok. 2,41 mln zł), a Ferrari miało zaplanować sprzedaż 500 egzemplarzy w bieżącym roku.

Ferrari Luce - deska rozdzielcza

fot. Ferrari

Według informacji podanych przez „Financial Times” producent osiągnął ten cel w czasie krótszym niż dwa miesiące. Oznaczałoby to, że kontrowersyjna stylistyka oraz elektryczny napęd nie odstraszyły klientów gotowych zapłacić za pierwszy tego rodzaju model z Maranello.

Pierwsze opinie nie kończą sporu o wygląd Ferrari Luce. Pokazują jednak, że Włosi nie potraktowali elektrycznego napędu jako wymówki do stworzenia wyłącznie ciężkiego i bardzo szybkiego samochodu. Późny prototyp tego auta ma oferować precyzyjny układ kierowniczy, kontrolowaną nadsterowność, rozbudowane sprzężenie zwrotne oraz rozwiązania, które próbują zaangażować kierowcę także bez silnika spalinowego.

O autorze

© 2026 MotoGuru.pl