MotoGuru.pl

Volvo od 2030 roku będzie sprzedawać auto tylko przez internet. Dealerzy mają obawy

Volvo równo tydzień temu ogłosiło, że wraz z przejściem na samochody elektryczne, co ma nastąpić w 2030 roku, zrezygnuje z tradycyjnego sposobu sprzedaży samochodów. Swoje obawy w tej kwestii właśnie wyrazili dealerzy szwedzkiej marki.

Pierwszym zwiastunem nowego sposobu podejścia do klienta przez Volvo jest dopiero co zaprezentowane elektryczne C40 Recharge. Auto nigdy nie trafi do dealerów, tylko będzie sprzedawane po stałej cenie przez internet. W 2030 roku, gdy flota szwedzkiej marki będzie całkowicie elektryczna, samochody będą dostarczane klientom z centralnego magazynu, a nie przez dealerów.

C40 Recharge ma być pierwszym Volvo sprzedawanym przez internet.

Wątpliwości dealerów

Elektryczna przyszłość nie przypadła do gustu dealerom Volvo, co absolutnie nie dziwi. Jak donosi na łamach Auto News Ernie Nrocross – prezes Volvo Retail Advisory Board – wielu z 281 dealerów na terenie Stanów Zjednoczonych jest „zaniepokojonych i ma duże obawy” w związku z tą sytuacją:

Dealerzy zawsze chcą mieć kontrolę nad doświadczeniem klienta przy zakupie samochodu. Jeśli nie kontrolujemy procesu zakupu, jak możemy być tylko centrum dostaw i serwisu?

Na te obawy szybko zareagował szef Volvo Cars USA – Anders Gustafsson, twierdząc, że dealerzy nadal będą sprzedawać samochody i utrzymywać relację z klientami:

Bardzo wyraźnie to zaznaczyliśmy. Będziemy oczywiście trochę popychać sprawy do przodu i zobaczymy, czy uda nam się rozwinąć nowe kanały sprzedaży.

To jednak tylko dyplomatyczna gadka, mająca na celu uspokoić najbardziej zainteresowanych. Jedną z takich osób jest Adam Simms, twierdzący, że doświadczenie dealerskie daleko wykracza poza zwykłą sprzedaż samochodów:

W salonach sprzedaży nawiązujemy więź z klientem i dzielimy z nim emocje związaną z tym, czym chce jeździć. Nie jestem pewien, czy strona internetowa angażuje klientów tak, jak ludzie.

Volvo chce pozbyć się tradycyjnego, typowego dla rynku amerykańskiego modelu sprzedaży, w którym dziesiątki samochodów zalegają na placu pod salonem.

Nowe wyzwanie

Aby model sprzedaży internetowej okazał się sukcesem, Volvo musi zadbać przede wszystkim o szybką dostawę samochodów pod dom klienta. A to będzie się wiązało z tym, że Szwedzi mają zamiar uprościć w swoich elektrykach warianty modelowe, pakiety i opcje.

Szef Volvo – Anders Gustafsson – odniósł się do tego stwierdzenia:

W naszym portfolio produktów mamy 1,6 miliona różnych wersji, co nie jest dobre. To bardzo, bardzo skomplikowane dla struktury produkcyjnej (i kosztowne dla dealerów). Musimy… upewnić się, że w naszym portfolio mamy najpiękniejsze samochody ze specyfikacjami, o które proszą klienci.

Wnioski

W naszym odczuciu w tym całym zamieszaniu nie chodzi o doświadczenie klienta, tylko o kasę. Owszem, marża dealera na nowe samochody nie jest spektakularna i waha się w granicach 8-10%. Przy cenie auta, a Volvo nie należy do tanich, i odpowiednim wolumenie sprzedaży, mimo wszystko oznacza to godny zarobek.

Kupując samochód u danego dealera, potem chętnie korzystamy z jego usług.

Większą kasę dealerzy zarabiają na częściach i serwisie. W grę wchodzą różne liczby, ale można przyjąć, że marża w tym przypadku wynosi 30-40%. Poza tym klient, który kupił samochód w danym, wybranym przez siebie salonie sprzedaży i był zadowolony z obsługi, na przeglądy i serwis będzie przyjeżdżał właśnie do niego.

I chyba te trzy powyższe elementy powinny stanowić największe obawy dealerów związane z wprowadzeniem sprzedaży przez internet.