Używane Tesle Model S i Model X kuszą osiągami, przestronnym wnętrzem, coraz bardziej przystępnymi cenami, a niektóre z nich – także darmowym dożywotnim ładowaniem. Jednak nawet egzemplarze z akumulatorem trakcyjnym w dobrej kondycji mogą skrywać kosztowną usterkę napędu. Szczególnej uwagi wymaga tylny silnik LDU, w którym nieszczelność niewielkiego uszczelniacza może doprowadzić do poważnej awarii.
Akumulator wytrzyma, ale co z silnikiem?
Starsze egzemplarze Tesli Model S i Model X coraz częściej trafiają na rynek wtórny. Samochody, które przed laty należały do najdroższych elektryków, dziś mogą stanowić interesującą alternatywę dla znacznie młodszych modeli. Oferują przy tym przestronne kabiny, dobre osiągi i technologię, która pod wieloma względami nadal pozostaje konkurencyjna.
Jedną z największych obaw kupujących jest trwałość akumulatora wysokonapięciowego. Tymczasem doświadczenia z eksploatacji wskazują, że baterie w wielu egzemplarzach dobrze znoszą duże przebiegi i upływ czasu. Nie oznacza to jednak, że cały układ napędowy jest równie odporny na starzenie.
Problemem może okazać się jednostka LDU (Large Drive Unit), stosowana jako tylny napęd w określonych wersjach Modelu S i Modelu X. To zespół wykorzystujący silnik indukcyjny, którego wirnik nie zawiera magnesów trwałych. Podobne rozwiązania do Tesli znalazły zastosowanie również w elektrycznej Toyocie RAV4 EV oraz Mercedesie klasy B Electric Drive.
Niewielka nieszczelność, poważne konsekwencje
Przyczyną jednej z najbardziej znanych awarii LDU jest uszczelniacz wału wirnika. W konstrukcji tej jednostki ciecz chłodząca przepływa przez wewnętrzny kanał wirnika, odbierając ciepło powstające podczas pracy silnika. Z czasem uszczelnienie może stracić szczelność pod wpływem temperatury i obciążeń związanych z wysoką prędkością obrotową.
Wówczas płyn chłodniczy zaczyna przedostawać się do przestrzeni, w której znajdują się elementy elektryczne silnika. Brak zewnętrznego odpływu sprawia, że wyciek może przez długi czas pozostawać niezauważony. Kierowca nie musi więc dostrzec charakterystycznej plamy pod samochodem ani wyraźnych objawów ubytku płynu.
Jednym z pierwszych sygnałów ostrzegawczych bywa nietypowy świst lub hałas podczas jazdy. Może on wynikać z pogorszenia smarowania łożysk, do których przedostała się ciecz chłodząca. Nie jest to jednak objaw jednoznacznie potwierdzający tę konkretną usterkę.
Znacznie poważniejsza sytuacja pojawia się, gdy płyn uszkodzi izolację uzwojeń lub elementy elektryczne zespołu napędowego. Może wówczas dojść do błędu izolacji, wyświetlenia ostrzeżenia i zablokowania możliwości uruchomienia samochodu. Naprawa przestaje być wtedy prostą wymianą uszczelniacza.
Serwis Tesli może wymienić cały napęd
W autoryzowanych serwisach rozwiązaniem poważnej awarii LDU bywa wymiana kompletnego zespołu napędowego zamiast naprawy poszczególnych podzespołów. Koszt takiej operacji może sięgać kilku tysięcy euro, co w przypadku starszego samochodu stanowi znaczącą część jego wartości.
Właśnie dlatego niezależne warsztaty specjalizujące się w samochodach elektrycznych opracowały alternatywne sposoby usuwania problemu. Nie wszystkie polegają jednak na przywróceniu fabrycznej konstrukcji silnika.
Usunąć chłodzenie wirnika czy poprawić uszczelnienie?
Jedną z metod stosowanych przez niezależnych specjalistów jest tzw. Coolant Delete. Modyfikacja polega na odcięciu przepływu cieczy chłodzącej przez wnętrze wirnika, dzięki czemu płyn nie może już przedostawać się tą drogą do części elektrycznej silnika.
Co istotne, nie oznacza to całkowitego pozbawienia napędu chłodzenia. Obieg odpowiedzialny za odprowadzanie ciepła ze stojana i falownika nadal pracuje. Zmienia się natomiast sposób chłodzenia samego wirnika, który nie otrzymuje już bezpośredniego przepływu cieczy.
Do wykonania modyfikacji wykorzystuje się między innymi aluminiowe elementy zaślepiające lub obejścia wykonane ze stali nierdzewnej. Zwolennicy tego rozwiązania zakładają, że podczas typowej eksploatacji drogowej pozostałe drogi odprowadzania ciepła są wystarczające, aby utrzymać odpowiednią temperaturę wirnika.
Nie wszyscy specjaliści podzielają jednak tę ocenę. Firma EV Clinic ostrzega, że rezygnacja z bezpośredniego chłodzenia wirnika może powodować ryzyko przegrzewania i uszkodzeń, nawet w stosunkowo krótkim czasie. Samo wyeliminowanie możliwości wycieku nie oznacza bowiem, że zmodyfikowany silnik będzie pracował w optymalnych warunkach termicznych.
EV Clinic proponuje inne podejście: wymianę zużytych elementów oraz zastosowanie wzmocnionego uszczelnienia grafitowego. Oferowany przez firmę zestaw zawiera również łożyska i kosztuje 870–1000 euro (ok. 3809–4378 zł). Jest to cena zestawu części, a niekoniecznie kompletnej usługi naprawczej.

fot. Tesla
Wybór metody naprawy ma zatem znaczenie nie tylko dla kosztów, lecz także dla trwałości napędu. W przypadku samochodu z rynku wtórnego warto ustalić, czy LDU był już naprawiany, jakie części zastosowano i czy zmodyfikowano fabryczny obieg chłodzenia.
Revision U. Ważna zmiana w konstrukcji
Istotnym punktem w historii LDU jest późniejsza wersja zespołu napędowego, określana jako Revision U. Rozwiązanie wprowadzone przez Teslę w 2022 roku miało ograniczyć problem przedostawania się płynu chłodzącego do wnętrza silnika. Jego konstrukcja różni się od wcześniejszych odmian jednostki.
Wersja ta jest wskazywana jako znacznie mniej podatna na opisywaną awarię. Nie należy jednak zakładać, że każdy samochód wyprodukowany po określonej dacie automatycznie otrzymał właśnie taki napęd. Najważniejsze jest ustalenie faktycznej wersji zamontowanego LDU, szczególnie jeśli jednostka była wymieniana podczas wcześniejszych napraw.
W przypadku zakupu starszej Tesli potwierdzona historia wymiany napędu może być istotną zaletą. Sama informacja o zamontowaniu nowego silnika nie wystarczy jednak do oceny, czy problem został skutecznie wyeliminowany.
Nie tylko silnik. Na co jeszcze uważać?
Duży tylny zespół napędowy nie jest jedynym elementem wymagającym kontroli. W pierwszych latach produkcji Model S występowały również problemy z centralnym ekranem multimedialnym o przekątnej 17 cali. Zdarzały się także awarie elektrycznie wysuwanych klamek drzwi.
Osobnej uwagi wymagają niektóre starsze egzemplarze z akumulatorami o pojemności 85 kWh. W ich przypadku odnotowywano problemy związane z baterią, dlatego przed zakupem szczególnie ważne jest sprawdzenie jej rzeczywistej kondycji i historii serwisowej.

fot. Tesla
Rozsądnym punktem wyjścia są samochody wyprodukowane po 2016 roku, które pozwalają uniknąć części problemów charakterystycznych dla początkowego okresu produkcji. Jeszcze nowsze egzemplarze, zwłaszcza od rocznika 2023, mogą być interesujące ze względu na późniejsze udoskonalenia konstrukcyjne.
Nie oznacza to jednak, że starsze Tesle należy automatycznie skreślać. Na świecie nie brakuje egzemplarzy Modelu S i Modelu X z bardzo dużymi przebiegami. O opłacalności konkretnego zakupu decydują przede wszystkim stan techniczny, udokumentowane naprawy oraz rodzaj zamontowanych podzespołów.
Darmowe ładowanie na zawsze? Jest pewien haczyk
Jedną z najbardziej atrakcyjnych cech niektórych starszych Tesli jest możliwość bezpłatnego korzystania z sieci Supercharger. Przy intensywnej eksploatacji samochodu taki przywilej może oznaczać istotne oszczędności. Nie można jednak zakładać, że przysługuje on każdemu używanemu Modelowi S lub X.
Kluczowe znaczenie ma kod wyposażenia SC01, związany z bezterminowym, bezpłatnym dostępem do Superchargerów. W przypadku samochodów objętych tym wariantem uprawnienie mogło przechodzić na kolejnych prywatnych właścicieli.

fot. Tesla
Istnieje jednak istotne zastrzeżenie. Jeśli pojazd został wcześniej odkupiony przez Teslę i ponownie sprzedany, producent mógł usunąć możliwość darmowego ładowania dla następnego właściciela. Sam fakt, że samochód kiedyś korzystał z Superchargerów bez opłat, nie gwarantuje więc zachowania tej korzyści.
Przed zakupem trzeba sprawdzić aktualne uprawnienia konkretnego egzemplarza, najlepiej na podstawie informacji przypisanych do pojazdu. Deklaracja sprzedającego o darmowym ładowaniu nie powinna zastępować takiej weryfikacji.
Używana Tesla może się opłacać, ale wymaga dokładnej kontroli
Model S i Model X nadal mają wiele zalet, które mogą przemawiać za zakupem używanego egzemplarza. Ich możliwości użytkowe i osiągi nie muszą ustępować znacznie młodszym samochodom elektrycznym. Problem polega na tym, że pozornie atrakcyjna cena zakupu może szybko stracić znaczenie w obliczu kosztownej awarii.
Przed podpisaniem umowy warto więc poświęcić szczególną uwagę historii tylnego napędu LDU, ewentualnym wyciekom płynu chłodzącego, wcześniejszym naprawom oraz wersji zamontowanej jednostki. Do tego dochodzi kontrola akumulatora, elektroniki pokładowej i mechanizmów drzwi.
Najciekawszą propozycją może okazać się nie najtańsza Tesla z ogłoszenia, lecz egzemplarz z udokumentowanym serwisem i odpowiednio zmodernizowanym napędem. A jeśli dodatkowo zachował uprawnienie do bezpłatnego ładowania na Superchargerach, jego atrakcyjność wyraźnie rośnie.






