Do Ministerstwa Infrastruktury trafił wniosek o wprowadzenie znaku ostrzegającego przed uczestnikami ruchu zapatrzonymi w telefony. Pomysłodawcy chcą ustawiać go między innymi przy przejściach, szkołach i dworcach, jednak eksperci wskazują, że dokładanie kolejnej tablicy nie zastąpi egzekwowania obowiązujących przepisów.
Znak ostrzegający przed ludźmi zapatrzonymi w ekran
Z inicjatywą wystąpił Instytut Spraw Obywatelskich. Organizacja zwróciła się do ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka o rozpoczęcie prac nad nowym znakiem ostrzegawczym, który zwracałby uwagę na ryzyko wynikające z korzystania z telefonu podczas poruszania się po drodze. Projekt nawiązuje do klasycznych znaków ostrzegawczych. Miałby mieć trójkątny kształt, czerwone obrzeże i żółte tło, a w jego środku znalazłyby się czarne sylwetki osób patrzących w telefony komórkowe.
Robocza nazwa oznaczenia to „Uwaga – piesi korzystający z telefonów”. Rozważana jest także szersza wersja: „Uwaga – uczestnicy ruchu rozproszeni telefonem”, ponieważ problem nie ogranicza się wyłącznie do przechodniów.
Nowy znak miałby stanąć przy przejściach i szkołach
Zdaniem autorów propozycji znak powinien być stosowany wyłącznie w miejscach, w których rozproszenie uwagi rzeczywiście może prowadzić do niebezpiecznych sytuacji. Wskazano przede wszystkim przejścia dla pieszych, okolice szkół i uczelni, przystanki, dworce, centra handlowe oraz skrzyżowania. Instytut nie domaga się natychmiastowego ustawienia nowych tablic w całym kraju. Wniosek obejmuje najpierw analizę zasadności rozwiązania, przygotowanie wzoru i zasad stosowania, a następnie przeprowadzenie programu pilotażowego w wybranych miastach.
Pomysłowi miałaby towarzyszyć ogólnopolska kampania edukacyjna pod hasłem „Podnieś głowę. Odłóż telefon. Przejdź bezpiecznie”. Organizacja deklaruje również gotowość do udziału w konsultacjach oraz bezpłatnego przekazania Ministerstwu Infrastruktury przygotowanych projektów graficznych.
Prawo już zabrania patrzenia w telefon na przejściu
Nowy znak nie wprowadzałby dodatkowego zakazu, ponieważ odpowiednie przepisy już obowiązują. Pieszy nie może korzystać z telefonu ani innego urządzenia elektronicznego podczas wchodzenia na jezdnię, torowisko lub drogę dla rowerów oraz podczas ich przekraczania, jeżeli ogranicza to możliwość obserwowania sytuacji. Zakaz nie oznacza więc, że samo trzymanie telefonu na przejściu zawsze jest wykroczeniem. Kluczowe jest to, czy korzystanie z urządzenia odciąga uwagę i utrudnia kontrolowanie tego, co dzieje się na drodze.
Odrębne ograniczenia dotyczą kierowców. Podczas jazdy nie wolno korzystać z telefonu w sposób wymagający trzymania słuchawki lub mikrofonu w ręku. Autorzy wniosku przekonują jednak, że same przepisy i mandaty nie wystarczają, dlatego potrzebne jest dodatkowe przypomnienie umieszczone bezpośrednio w miejscu zagrożenia.
Eksperci: kolejna tablica nie zwiększy bezpieczeństwa
Krytycznie do pomysłu odnoszą się jednak eksperci. Ich zdaniem większość specjalistów zajmujących się organizacją ruchu nie poparłaby wprowadzenia takiego znaku. Problemem polskich dróg ma być już teraz nadmierna liczba oznaczeń. Kierowcy otrzymują jednocześnie tyle komunikatów, że nie są w stanie świadomie przetworzyć wszystkich informacji. Kolejny znak może więc zniknąć w gąszczu tablic, zamiast skutecznie zwracać uwagę.

Dodatkowa sygnalizacja przed przejściem dla pieszych w Seulu. | fot. MotoGuru.pl
W końcu kierujący zbliżając się do przejścia dla pieszych, i tak ma obowiązek zachować szczególną ostrożność. Nie powinien potrzebować dodatkowej tablicy, aby brać pod uwagę możliwość pojawienia się osoby rozproszonej lub zachowującej się nieprzewidywalnie.
Ostrzeżenie może działać tylko przez pewien czas
Podobne rozwiązania były już testowane w formie napisów malowanych przed przejściami dla pieszych. Początkowo przyciągały uwagę przechodniów, ale po pewnym czasie stawały się zwykłym elementem otoczenia i przestawały wywoływać reakcję. To jeden z podstawowych problemów związanych z rozbudowywaniem oznakowania. Nowy symbol może być zauważalny przez kilka tygodni lub miesięcy, lecz później kierowcy i piesi zaczynają traktować go automatycznie, tak jak wiele innych znaków mijanych codziennie.
Propozycja Instytutu Spraw Obywatelskich należy zatem traktować przede wszystkim jako element kampanii społecznej. Sam znak może nagłośnić problem, ale nie zastąpi kontroli, edukacji i egzekwowania przepisów.
Ministerstwo chce upraszczać znaki drogowe
Dyskusja o nowym symbolu pojawia się w szczególnym momencie. Ministerstwo Infrastruktury prowadzi równocześnie prace nad zmianą przepisów określających wzory znaków i sygnałów drogowych, a jednym z celów jest uproszczenie informacji przekazywanych kierowcom. Resort zwrócił uwagę przede wszystkim na tablice stosowane podczas remontów i organizowania objazdów. Często zawierają one kilka wierszy tekstu, nazwy miejscowości oraz dodatkowe wyjątki, których kierowca nie jest w stanie przeczytać podczas jazdy.
Ministerstwo rozważa zastąpienie części takich napisów prostymi i szybciej rozpoznawalnymi piktogramami. Symbole graficzne mogą być odczytywane sprawniej niż rozbudowane komunikaty tekstowe, co ma szczególne znaczenie w miejscach wymagających szybkiej reakcji. Zmiany mogą objąć także tabliczki określające rodzaje pojazdów, których dotyczy zakaz lub inne ograniczenie. Obecnie informacja bywa przekazywana długą listą wyjątków, choć w wielu przypadkach można ją przedstawić za pomocą kilku czytelnych symboli.
Nowy znak czy skuteczniejsze kontrole?
Pomysł ostrzegania przed osobami zapatrzonymi w telefony dotyka realnego problemu. Smartfony rozpraszają pieszych, kierowców, rowerzystów i użytkowników hulajnóg, a utrata koncentracji może opóźniać reakcję w krytycznym momencie. Spór dotyczy jednak nie samego zagrożenia, lecz sposobu przeciwdziałania. Zwolennicy znaku widzą w nim narzędzie prewencyjne i edukacyjne, działające bezpośrednio przy przejściach oraz w miejscach intensywnego ruchu pieszego.
Przeciwnicy wskazują natomiast, że na polskich drogach nie brakuje ani znaków, ani zakazów. Brakuje przede wszystkim konsekwentnego egzekwowania obowiązujących zasad oraz trwałej edukacji, która przypominałaby, że pierwszeństwo nie zwalnia żadnego uczestnika ruchu z obserwowania otoczenia. Na razie propozycja pozostaje wnioskiem skierowanym do Ministerstwa Infrastruktury. Dopiero resort zdecyduje, czy nowy znak trafi do dalszych analiz, programu pilotażowego i projektu nowelizacji przepisów.






