Mercedes bez kierowcy numer 1. To dobra wiadomość dla Hamiltona

Patrycja Miętus - redaktor
Patrycja Miętus

Mercedes dopuszcza stosowanie poleceń zespołowych, ale nie zamierza podporządkowywać George’a Russella interesom Kimiego Antonellego. Toto Wolff podkreśla, że priorytetem ma być zwycięstwo zespołu, niezależnie od tego, który z kierowców znajduje się z przodu. Taka polityka może pomóc Lewisowi Hamiltonowi i Ferrari w walce o mistrzostwo.

Mercedes nie chce powtórki z Barcelony

Temat poleceń zespołowych powrócił po Grand Prix Belgii, w którym Andrea Kimi Antonelli odniósł zwycięstwo. Była to ósma wygrana Mercedesa w sezonie 2026, jednak wcześniejsze wyścigi pokazały, że wewnętrzna rywalizacja kierowców może kosztować ekipę cenne punkty.

Kimi Antonelli pokazał domowy symulator F1 za ponad 200 000 zł

Najbardziej dotkliwym przykładem była Barcelona. Russell i Antonelli przez sześć okrążeń walczyli o prowadzenie, tracąc przy tym tempo. W tym czasie jadący na świeższych oponach Lewis Hamilton odrobił do Włocha 13 sekund i znalazł się w położeniu pozwalającym Ferrari walczyć o zwycięstwo. Według Wolffa Mercedes nie może pozwolić, aby podobny scenariusz się powtórzył. Nie oznacza to jednak, że Antonelli zostanie automatycznie ustanowiony liderem zespołu, mimo że ma 50 punktów przewagi nad Russellem.

Antonelli nie otrzyma statusu kierowcy numer jeden

Po Grand Prix Belgii Wolff został zapytany, czy Mercedes powinien już chronić pozycję Antonellego w klasyfikacji i nakazywać Russellowi przepuszczenie partnera. Szef zespołu odrzucił taki pomysł, ponieważ sezon nie osiągnął jeszcze półmetka, a Brytyjczyk nadal zachowuje realne szanse na tytuł. Mercedes chce reagować wyłącznie wtedy, gdy walka kierowców stworzy zagrożenie utraty zwycięstwa na rzecz Ferrari lub Red Bulla. Pierwszeństwo ma otrzymać zawodnik znajdujący się z przodu, niezależnie od sytuacji w klasyfikacji mistrzostw.

Klasyfikacja F1 2026 po GP Belgii. Antonelli odskoczył, Mercedes umocnił się na czele

Toto Wolff wyjaśnił podejście zespołu po wyścigu w Belgii:

Rodzaj zadania, jakie wyznaczyliśmy sobie na dzisiaj, polega na tym, że nie będziemy tracić czasu, walcząc między sobą. Nie chcemy ciągłej zamiany pozycji, a następnie Ferrari lub Red Bulla tuż za naszymi plecami i utraty zwycięstwa, jak wydarzyło się to w Barcelonie. Gdyby nie wycofanie się z wyścigu, Kimi by wygrał. Od Barcelony w każdym przypadku dawalibyśmy pierwszeństwo zwycięstwu w wyścigu. Gdyby oznaczało to pozostawienie z przodu Kimiego albo George’a, właśnie tak byśmy postąpili. To są zarówno mistrzostwa konstruktorów, jak i mistrzostwa kierowców. Nigdy nie odebralibyśmy zwycięstwa żadnemu z naszych zawodników. Jeżeli z przodu znajdowałby się George, nawet jeśli jest niżej w klasyfikacji mistrzostw, na tym etapie sezonu nie zmienilibyśmy ich kolejności.

Polecenia zespołowe tylko wtedy, gdy zagrożone jest zwycięstwo

Stanowisko Mercedesa oznacza, że Russell i Antonelli nadal będą mogli rywalizować na torze. Zespół wkroczy dopiero w sytuacji, w której ich pojedynek zacznie wyraźnie pomagać bezpośrednim konkurentom. Tak było podczas Grand Prix Kanady, gdy obaj kierowcy walczyli ze sobą, ale jednocześnie zwiększali przewagę nad resztą stawki. Wówczas zwycięstwo Mercedesa nie było zagrożone, dlatego ekipa nie musiała ingerować. Russell przyznał, że przypadek z Barcelony wymagał już innego podejścia:

Myślę, że jest jasne, iż zwycięstwo zespołu jest priorytetem. Nie ma znaczenia, który kierowca je odniesie. W Kanadzie Kimi i ja walczyliśmy bardzo ostro, ale jednocześnie odjeżdżaliśmy wszystkim pozostałym, więc zwycięstwo zespołu nie było zagrożone. Kiedy jednak spojrzymy na Barcelonę, nagle w walce znalazł się kolejny kierowca. Lewis skorzystał na samochodzie bezpieczeństwa, co bardzo mu pomogło. Nawet bez samochodu bezpieczeństwa Kimi i ja traciliśmy jednak czas, walcząc ze sobą, i stworzyłoby to Ferrari możliwość zwycięstwa. Właśnie wtedy jako zespołowi partnerzy musimy zachować rozsądek. Stanowisko zespołu jest bardzo jasne: Mercedes chce wygrać wyścig. Nie ma znaczenia, czy zrobię to ja, czy Kimi.

Russell kontra Antonelli: „Wyzwanie niczym malowanie Mony Lisy”

Polityka Mercedesa może pomóc Hamiltonowi

Brak jednoznacznego wskazania Antonellego jako kierowcy numer jeden pozostawia Russella w walce o indywidualne mistrzostwo. Jednocześnie zwiększa prawdopodobieństwo dalszej rywalizacji między zawodnikami Mercedesa, dopóki nie zacznie ona zagrażać wynikowi całego zespołu.

Dla Hamiltona i Ferrari oznacza to szansę na wykorzystanie każdej sytuacji, w której dwa Mercedesy będą odbierały sobie czas na torze. Wolff zamierza ograniczać takie przypadki, ale nie chce całkowicie zamrażać kolejności swoich kierowców. Mercedes wybiera więc zabezpieczanie zwycięstw, a nie pełne podporządkowanie Russella Antonellemu.

O autorze

Patrycja Miętus - redaktor

Patrycja Miętus

Redaktor działu Motorsport
Z wykształcenia humanistka, z zamiłowania petrolhead. W swoich tekstach próbuje połączyć twarde dane z nutą ironii i kobiecą perspektywą.

© 2026 MotoGuru.pl