⏱️ 5 min.

F1 po Bahrajnie: kto kończy testy 2026 z uśmiechem, a kto z problemami

Zdjęcie autora artykułu

Patrycja Miętus

22-02-2026 14:02
Mercedes F1 2026

Druga i finałowa tura przedsezonowych testów F1 w Bahrajnie zakończyła przygotowania do sezonu 2026. W zestawieniu „zwycięzców” mocno wybrzmiewają Mercedes i Ferrari, a wśród ekip z największym bólem głowy pojawiają się Aston Martin i Williams. Na radarze są też Alpine, Haas i debiutujący w F1 Cadillac, a z kierowców – Isack Hadjar po trudnym tygodniu jazd.

Mercedes: mocny obraz poza tabelą czasów

Mercedes na koniec jazd wyglądał w tabeli wyników niepozornie, bo ostatniego dnia tracił 1,2 s do tempa, a do tego nie wykonał pełnej symulacji wyścigu. Zespół nie poszedł też w finałową „gonitwę za czasem”, co utrudniało proste porównania na podstawie jednego okrążenia. W krótkich przejazdach tempo Mercedesa wypadało bardzo dobrze w gorętszych i mniej reprezentatywnych warunkach, a dłuższe stinty wyglądały solidnie na tle bezpośrednich rywali.

Mimo drobnych kłopotów technicznych i dwóch wymian jednostki napędowej w trakcie jazd, problemy szybko opanowano. Na plus jest też bilans dystansu: Mercedes zakończył testy na szczycie zestawienia przebiegu. W padoku pojawiały się opinie, że Mercedes „wrócił” i może być punktem odniesienia, choć zawsze pozostaje pytanie, ile w tym zasłony dymnej, a ile realnego układu sił.

Aston Martin: 128 okrążeń i za mało danych

Aston Martin przejechał w trzy dni tylko 128 okrążeń, a ostatniego dnia dołożył zaledwie sześć. Lance Stroll nie uzyskał wtedy czasu okrążenia, a program jazd rozpadł się przez ograniczenia techniczne. Honda wykryła problem z baterią, co wymusiło krótkie przejazdy i odcięło zespół od typowej pracy nad tempem oraz niezawodnością. Dodatkowo brak części zapasowych sprawił, że jazdy ucięto o 2,5 godziny, a Honda – ucząc się nowego silnika – została z niewielką porcją danych.

Skala różnicy jest widoczna w porównaniu przebiegów: Mercedes 1554, Ferrari 994, Red Bull Powertrains 736, Audi 357, a Aston Martin/Honda – 128. Taki poziom niezawodności oznacza mało informacji o podwoziu i napędzie oraz brak możliwości „wygładzenia” typowych drobiazgów przed startem sezonu, choć zespół utrzymuje pozytywny przekaz, wskazując m.in. na Adriana Neweya, zaplecze i inwestycje Lawrence’a Strolla.

Ferrari: widać kierunek i odważne rozwiązania

Ferrari kończyło poprzedni sezon na czwartym miejscu, za McLarenem, Mercedesem i Red Bullem, i wcześnie przerzuciło zasoby na projekt 2026. W Bahrajnie zespół dołożył do programu nowe elementy aerodynamiczne, w tym innowacyjny beam wing umieszczony sprytnie za wydechem, oraz zwrócił uwagę rozwiązaniem w postaci obracającego się tylnego skrzydła.

Po stronie czystych wrażeń z toru liczyła się też powtarzalność: Ferrari wyglądało przekonująco w dłuższych przejazdach i w serii szybkich kółek. Charles Leclerc potrafił w finałowy wieczór „pompować” szybkie czasy regularnie, a jego okrążenie było najszybsze w ostatnim teście. Nie ma tu deklaracji absolutnej dominacji, ale obraz wskazuje, że Ferrari jest w środku walki o czołowe miejsca. Po sezonie bez wizyty na najwyższym stopniu taka baza wygląda jak realny krok naprzód.

Williams: dużo pracy, mało tempa i walka o masę

Williams po problemach z Barcelona Shakedown odpowiedział mocnym przebiegiem w pierwszym tygodniu, dokładając wtedy wynik na poziomie współlidera dystansu. W drugiej turze zespół dołożył 368 okrążeń, szukając osiągów, a Alex Albon i Carlos Sainz jeździli też na miękkich oponach. Mimo to czasy okrążeń nie imponowały, co źle wygląda na tle ambicji ekipy, która poprzedni sezon skończyła na piątym miejscu.

W centrum uwagi znalazła się potrzeba „odchudzania” samochodu, by utrzymać pozycję w górnej części środka stawki. Zespół ma atuty w postaci doświadczonych kierowców i inwestycji, ale powrót do oczekiwanej formy ma wymagać precyzyjnego rozwoju. W praktyce oznacza to presję na szybkie i trafione poprawki bez kosztownych pomyłek.

Alpine: największy skok od końca do środka stawki

Alpine – podobnie jak Ferrari – bardzo wcześnie postawiło na projekt 2026, co wcześniej oznaczało kręcenie się przy końcu stawki i finalnie ostatnie miejsce w klasyfikacji zespołów. Bahrajn sugeruje, że to poświęcenie przyniosło efekt, bo ekipa przesunęła się w okolice czołówki środka stawki. Pakiet z jednostką Mercedesa i uporządkowanym podwoziem przełożył się na solidną niezawodność.

Alpine przejechało ponad 1000 okrążeń łącznie w trakcie przedsezonowego shakedownu, Barcelona Shakedown i testów w Bahrajnie, a ostatniego dnia pokazało zachęcające tempo. Kluczowe jest to, że zespół widzi „bazę”, na której da się budować. W sezonie ma to oznaczać dokładanie osiągów już w trakcie kolejnych rund.

Isack Hadjar: pech z niezawodnością i nauka w biegu

W drugim tygodniu testów to na Isacka Hadjara spadła duża część kłopotów z niezawodnością po stronie Red Bulla. Przejechał 125 okrążeń, a mniej od niego zrobili tylko Lewis Hamilton, Fernando Alonso i Lance Stroll. To było około połowy tego, co wykręcił Arvid Lindblad, który zastąpił Francuza w Racing Bulls. Wewnątrz zespołu miały się pojawiać pozytywne opinie o jego pracy, a sam kierowca mimo ograniczeń zrealizował listę punktów testowych i złapał „czucie” samochodu przed otwarciem sezonu w Australii. Jednocześnie taki bilans oznacza po prostu mniej przygotowania niż zwykle chce mieć debiutant.

Haas i Cadillac: dwie różne historie, podobny zysk – lepsza baza

Haas zwrócił uwagę ostatniego dnia: Ollie Bearman był szósty i stracił tylko 0,066 s do Pierre’a Gasly’ego w Alpine. W trakcie popołudnia zespół długo kręcił się przy czołówce tabeli czasów, a co ważniejsze – przejechał test bez większych dramatów. W przebiegu Haas był trzeci: 404 okrążenia, czyli 28 mniej niż Mercedes. Bearman i Esteban Ocon mieli być zadowoleni z postępu, a gdy zespół szukał osiągów, znajdował je zgodnie z oczekiwaniami, co ma dawać szansę na regularną walkę o punkty.

Cadillac miał mniej przejechanych kółek i trochę „drobiazgów” do uporządkowania, kończąc drugi test na 266 okrążeniach i jako 10. z 11 ekip w tabeli przebiegu. Taki wynik jest jednak do obrony, bo zespół ma za sobą dopiero 10 dni jazd samochodem F1 w całej historii, a mimo tego działał solidnie i zebrał dane potrzebne do dalszej pracy. W testach i tak wszyscy coś ukrywają, ale danych z toru nie da się „zmyślić” – i to one zostają na start sezonu.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Patrycja Miętus

Z wykształcenia humanistka, z zamiłowania petrolhead. W swoich tekstach próbuje połączyć twarde dane z nutą ironii i kobiecą perspektywą.

© 2026 MotoGuru.pl