⏱️ 6 min.

F1 Las Vegas: Verstappen wygrywa, Norris coraz bliżej tytułu

Zdjęcie autora artykułu

Patrycja Miętus

23-11-2025 09:11
Max Verstappen Las Vegas

Max Verstappen utrzymał się w grze o mistrzostwo, wygrywając Grand Prix Las Vegas, ale to Lando Norris pojechał tak, że jego przewaga w klasyfikacji stała się jeszcze bardziej komfortowa. Holender wykorzystał błąd Brytyjczyka już w pierwszym zakręcie, a potem z zimną precyzją kontrolował wyścig, podczas gdy Norris musiał na końcu oszczędzać paliwo, żeby w ogóle dowieźć drugie miejsce.

Start na neonowym ulicznym torze w Las Vegas od razu ustawił ton całemu wieczorowi. Verstappen ruszył lepiej, zmusił Norrisa do agresywnej obrony, a kierowca McLarena wcisnął hamulec odrobinę za późno i wyjechał szeroko w T1. Holender przejął prowadzenie, a Brytyjczyk w jednym momencie nie tylko oddał pozycję, ale jeszcze otworzył drzwi George’owi Russellowi.

Początek: Norris bronił się za ostro, Verstappen tylko na to czekał

Norris przy starcie zachował się tak, jak zachowuje się kierowca prowadzący mistrzostwa – nie chciał oddać ani centymetra. Verstappen wcisnął się jednak po wewnętrznej, a Lando przy hamowaniu do pierwszego zakrętu przesadził i wyjechał szeroko, praktycznie samemu pozbawiając się możliwości kontrataku. Holender wyszedł z T1 na prowadzeniu, a Norris spadł na trzecie miejsce, bo Russell wykorzystał zamieszanie i wcześniej zdążył wyprzedzić Carlosa Sainza. McLaren, który na jednym okrążeniu potrafi dominować, tym razem od razu znalazł się w trybie odrabiania strat. Mercedes Russella wisiał na skrzydle Red Bulla, ale presja, którą kierowca z numerem 63 wywierał w pierwszych okrążeniach, skończyła się w momencie, gdy Verstappen wyrwał się poza zasięg DRS i zaczął wypracowywać sobie bezpieczny bufor.

Russell próbował podcięcia, Verstappen odpowiedział z chłodną wyrachowaniem

Gdy okazało się, że na torze nie da się zbyt łatwo zaatakować Verstappena, Mercedes sięgnął po klasyczne narzędzie – strategię undercuta. Russell zjechał po twarde opony wcześniej, licząc na to, że kilka mocnych okrążeń na świeższej mieszance pozwoli mu wskoczyć przed Verstappena po jego pit stopie. Podcięcie zadziałało na tyle, że po zmianie opon Verstappen wyjechał zaledwie nieco ponad sekundę przed Mercedesem.

Różnica jednak polegała na tym, że to Red Bull miał świeższy komplet twardych opon i mógł włączyć tryb „uciekamy, ile się da”. Holender szybko przyspieszył i ponownie odciął Russella od DRS, a potem sukcesywnie powiększał przewagę. Russell nie tylko nie był w stanie zbliżyć się do Verstappena, ale w końcu musiał skupić się na lusterkach – Norris, który po swoim postoju także przesiadł się na twarde opony, stopniowo dochodził Mercedesa, szykując się do kluczowego ataku o drugie miejsce.

Norris przeskoczył Mercedesa, ale paliwo ściągnęło go na ziemię

W miarę jak wyścig wchodził w decydującą fazę, Norris znalazł się w uprzywilejowanej pozycji łowcy. Russell zaczął odczuwać nie tylko zużycie opon, ale też powracające problemy ze wspomaganiem kierownicy, które nękały go już wcześniej podczas kwalifikacji. To była mieszanka, której doświadczony zawodnik nie chciał doprawiać ryzykowną obroną.

Na 34. okrążeniu Norris bez większego dramatu objechał Mercedesa w zakręcie numer 14. Sam Russell przyznał, że nie zamierzał bronić się za wszelką cenę, bo podium było dla niego dużo ważniejsze niż potencjalny kontakt i wyrzucenie się z gry o wysokie punkty. McLaren wskoczył na drugie miejsce i spróbował jeszcze jednego desperackiego planu – gonitwy za Verstappenem.

Verstappen od razu dostał informację o tempie Norrisa i zareagował serią szybkich okrążeń. Holender nie pozwolił, by przewaga zaczęła topnieć, a końcówka tylko podkreśliła, kto realnie kontrolował wyścig. Pod sam koniec Norris musiał oszczędzać paliwo tak agresywnie, że w ostatnich czterech kółkach stracił około 14 sekund. Mimo tego jego przewaga nad Russellem była na tyle solidna, że dociągnął McLarena do mety na drugim miejscu.

Antonelli – długi stint, kara za start i stracone podium

Jednym z cichych bohaterów wyścigu okazał się Andrea Kimi Antonelli. Włoski junior Mercedesa ruszył dopiero z 17. pola i już na początku wyścigu zjechał, żeby zrzucić miękkie opony, po czym wpakował się w maraton na twardej mieszance. Przejechał na niej aż 48 okrążeń, długo broniąc się w czołowej piątce i przy okazji tworząc ochronną barierę między Russellem a resztą stawki. To właśnie obecność Antonellego sprawiła, że Russell nie czuł większej presji ze strony kierowców za sobą i mógł skupić się na domknięciu podium.

Młody Włoch na moment wskoczył nawet na czwarte miejsce, jednak jego wyścig popsuła kara czasowa. Sędziowie dopatrzyli się minimalnego, ledwie dostrzegalnego poruszenia na polu startowym, co oznaczało falstart i doliczenie pięciu sekund do jego wyniku. Ta pozornie drobna przewina finalnie kosztowała Antonellego jedno miejsce. Po doliczeniu kary wypadł z czwartego na piąte miejsce, oddając pozycję Oscarowi Piastriemu. Mimo to 48 okrążeń na jednym komplecie twardych opon i awans z 17. na 5. miejsce pozostają imponującą wizytówką na tak zdradliwym torze ulicznym.

Piastri minimalizował straty, Leclerc nie znalazł sposobu na McLarena

Na zamieszaniu z Antonellim najbardziej skorzystał Piastri. Australijczyk przesunął się na czwarte miejsce, a jednocześnie zdołał utrzymać za sobą Charlesa Leclerca. Obaj jechali w tej samej grupie, która przez długi czas kręciła się wokół Mercedesa Antonellego, ale gdy kara stała się faktem, to Piastri przejął rolę „korka” i nie wypuścił Ferrari przed siebie. Dla układu tabeli to miało duże znaczenie.

Piastri po tym weekendzie znalazł się 30 punktów za Norrisem w klasyfikacji generalnej, co jeszcze mocniej podkreśliło, jak bardzo lider McLarena ustawił sobie sytuację przed kolejnymi rundami. Piastri nadal minimalizował straty, ale to Norris w Las Vegas znów zyskał przewagę. Za Leclerkiem finiszował Sainz, który mimo startu z lepszej pozycji na mecie musiał zadowolić się siódmym miejscem. Hiszpan zostawił jednak za sobą cały środek stawki, finiszując ponad dziesięć sekund przed Isackiem Hadjarem. Dla Hadjara, który dzień wcześniej błysnął w kwalifikacjach, ósme miejsce i punkty dla Racing Bulls były cennym potwierdzeniem formy na ulicach Las Vegas.

Hulkenberg i Hamilton domknęli punktowaną dziesiątkę

Ostatnie punkty zgarnęli Nico Hulkenberg i Lewis Hamilton. Niemiec dowiózł Saubera na dziewiątym miejscu, które w realiach zaciętej walki w środku tabeli ma sporą wagę. Hamilton z kolei przebił się z 19. pola startowego aż na dziesiąte miejsce, po drodze zaliczając kontakt z Alexem Albonem na 13. okrążeniu, z którego mimo wszystko wyszedł bez katastrofalnych konsekwencji. Końcowa klasyfikacja pierwszej dziesiątki wyglądała więc następująco:

  1. Max Verstappen (Red Bull)
  2. Lando Norris (McLaren)
  3. George Russell (Mercedes)
  4. Oscar Piastri (McLaren)
  5. Andrea Kimi Antonelli (Mercedes) – 5. po karze pięciu sekund
  6. Charles Leclerc (Ferrari)
  7. Carlos Sainz (Williams)
  8. Isack Hadjar (Racing Bulls)
  9. Nico Hulkenberg (Sauber)
  10. Lewis Hamilton (Ferrari)

Verstappen wciąż w grze, Norris z jeszcze większym zapasem

Dla Verstappena zwycięstwo w Las Vegas miało podwójny ciężar. Po pierwsze, Holender pokazał, że wciąż potrafi wyciągnąć maksimum ze swojej maszyny wtedy, kiedy najmocniej się to liczy. Po drugie, wynik pozwolił mu utrzymać matematyczne szanse na tytuł, nawet jeśli układ tabeli nadal bardziej sprzyja Norrisowi. Norris z kolei mógł wyjechać z Las Vegas z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony przegrał start i oddał zwycięstwo, z drugiej – powiększył przewagę nad Piastrim i zachował kontrolę nad sezonem.

To, że na koniec musiał dramatycznie oszczędzać paliwo, nie zmieniło faktu, że jego kampania o tytuł nadal wygląda bardzo solidnie. Las Vegas, z całym swoim efekciarskim opakowaniem, tym razem zaoferowało klasyczny wyścig o wysoką stawkę: z zimną precyzją Verstappena, kalkulacją Norrisa, bólem rąk Russella, heroizmem Antonellego i mozolnym przebijaniem się Hamiltona. A mistrzostwo? Po tym wieczorze nadal pozostaje sprawą otwartą – choć to Norris siedzi wygodniej w fotelu lidera, a Verstappen wciąż nie zamierza odpuszczać.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Patrycja Miętus

Z wykształcenia humanistka, z zamiłowania petrolhead. W swoich tekstach próbuje połączyć twarde dane z nutą ironii i kobiecą perspektywą.