Ferrari zrzuca maskę przed Le Mans. „Nie jesteśmy faworytami”

Ferrari przystępuje do 24h Le Mans 2026 w nietypowej roli zespołu, który broni wielkiej serii, ale sam tonuje oczekiwania. Włoska marka walczy o czwarte z rzędu zwycięstwo modelem 499P, choć Ferdinando Cannizzo otwarcie przyznał, że Ferrari nie jest faworytem tegorocznej edycji.
Tempo rywali zmienia układ sił przed klasykiem
Ferrari nie ukrywa, że w kwestii samych osiągów nie wszystko wygląda po jego myśli. Najlepszy z trzech prototypów Hypercar włoskiej marki zakończył niedzielne jazdy dopiero na ósmym miejscu, tracąc prawie dziewięć dziesiątych sekundy do najszybszego czasu. To nie jest pojedynczy sygnał ostrzegawczy.
Ferrari zostało wyraźnie pokonane przez Toyotę podczas kwietniowego otwarcia sezonu WEC na Imoli, a na Spa-Francorchamps zajęło trzecie miejsce za dwoma BMW. W Le Mans taka seria nie musi przesądzać wyniku, ale trudno udawać, że rywale tylko grzecznie trzymają drzwi otwarte.
499P ma bronić serii, ale Ferrari mówi o ryzyku
Ferrari 499P przyjeżdża na 94. edycję 24h Le Mans jako samochód, który zbudował najnowszą legendę marki w wyścigach długodystansowych. Trzy kolejne triumfy tworzą presję, której nie da się przykryć spokojnym komunikatem. Ferdinando Cannizzo, dyrektor techniczny Ferrari, uznał tegoroczny wyścig za prawdopodobnie najtrudniejsze Le Mans dla marki.
Jednocześnie podkreślił, że zespół dobrze wykorzystał własny potencjał i wykonał znaczący postęp względem poprzedniego roku. Problem polega na tym, że sam rozwój Ferrari nie gwarantuje kontroli nad stawką.
Nie tylko prędkość. Ferrari chce wygrać wykonaniem
Cannizzo wskazuje, że Ferrari musi dopracować każdy obszar, który pozostaje w rękach zespołu. Chodzi o tempo, niezawodność, działania operacyjne, strategię i gotowość do bardziej agresywnego podejścia. To ważna deklaracja, bo włoski zespół nie przedstawia Le Mans jako prostego pojedynku na najszybsze okrążenie. W wyścigu dobowym liczy się także zarządzanie samochodem, reakcja na neutralizacje, tempo nocą, praca w alei serwisowej i zdolność przetrwania momentów, w których plan zaczyna się kruszyć.
Ferrari widzi ukryte tempo konkurencji
Szef techniczny Ferrari przyznał, że same tabele czasów pokazują, którzy rywale są mocni w konkretnych sektorach toru. Dodał też, że część konkurentów mogła nie pokazać pełnego potencjału podczas dnia testowego. W tym wątku Cannizzo nawiązał do opinii Davida Floury’ego z Toyoty, który mówił o „głupich gierkach” polegających na ukrywaniu prawdziwego tempa. Ferrari nie zamierza jednak budować narracji o strachu. Marka zakłada raczej, że część przeciwników będzie bardzo trudna do dogonienia.
Największa broń Ferrari to doświadczenie z poprzednich lat
Cannizzo jasno przyznał, że Ferrari „zdecydowanie nie jest faworytem”. To mocne zdanie, zwłaszcza z ust przedstawiciela zespołu, który wygrał trzy poprzednie edycje z modelem 499P. Jednocześnie Ferrari nie składa broni. Zespół chce utrzymać samochody w dobrej kondycji do mety, poprawnie odczytać przebieg wyścigu i w odpowiednim momencie podjąć większe ryzyko. W tym scenariuszu nie musi wygrać najszybszy samochód, lecz ten, który najlepiej rozegra 24-godziny wyścig.
O autorze
Patrycja Miętus
Najnowsze

Kubica dostał zimny prysznic w Le Mans. Ferrari #83 poza Hyperpole

Red Bull przyznał, że tempo Antonellego w Monako ich zaskoczyło

Racing Bulls jedzie do Barcelony w piłkarskich barwach z okazji mundialu

O 19:30 startują kwalifikacje do 24h Le Mans. Onboard z Ferrari Kubicy



