Renault zrobiło to, czego klienci oczekiwali od lat. Awarie mocno spadły

Renault twierdzi, że większość jego gamy osiągnęła w 2025 roku mniej niż 2% problemów w pierwszych trzech miesiącach jazdy. To efekt programu jakości wdrażanego od 2021 roku i spadek liczby problemów o około połowę względem punktu wyjścia.
W tle jest temat, którego nie da się załatwić samym liftingiem ani większym ekranem w kabinie. Niezawodność stała się jednym z najważniejszych elementów walki o klienta, bo pojedyncza duża wpadka potrafi ciągnąć się za marką latami.
Renault zna ten mechanizm z własnej historii, dlatego od kilku lat próbuje ograniczyć ryzyko powrotu podobnych problemów.
Mniej awarii, ale nie bez wyjątków
Cel programu jakościowego był prosty: zejść do poziomu 2% incydentów w pierwszych trzech miesiącach eksploatacji. Renault zalicza do tej grupy zarówno błahostki w rodzaju niepotrzebnie zapalonej kontrolki, jak i poważniejsze awarie unieruchamiające samochód.
W 2025 roku większość gamy Renault zeszła poniżej tego progu. To oznacza redukcję liczby incydentów o około 50% w porównaniu z 2021 rokiem. W praktyce marka chwali się nie tylko mniejszą liczbą usterek, ale też większą przewidywalnością jakości nowych aut.
Wyjątkiem są Dacia Bigster i Duster. Thierry Charvet, dyrektor przemysłowy i jakościowy grupy Renault, tłumaczy, że oba modele są na dobrym poziomie, ale nie mieszczą się obecnie w progu 2% przez różnorodność silników oraz niedawne zmiany wynikające z regulacji.
Dodał też, że Dacia może mieć niższe standardy jakości postrzeganej jako element pozycjonowania, ale rygor montażu, trwałość i solidność mają być takie same jak w Renault.
Kamery, sztuczna inteligencja i cyfrowy ślad auta
Największa zmiana zaszła w fabrykach. Renault szeroko wykorzystuje kamery połączone z bazami zdjęć analizowanymi przez sztuczną inteligencję. Każdy samochód przechodzi około 500 kontroli kamerami, a 100 zdjęć trafia do jego dokumentacji VIN.
Do 2027 roku skala kontroli ma wzrosnąć do 1000 punktów sprawdzania na samochód. W dokumentacji konkretnego egzemplarza ma być wtedy przechowywanych 300 zdjęć. Taki system pozwala szybciej ustalić, czy problem wynikał z montażu, części, procedury lub konkretnej partii produkcyjnej.
W tej samej dokumentacji Renault gromadzi też dane mechaniczne, w tym informacje o momentach dokręcania śrub. To już nie jest klasyczna kontrola jakości „na oko”. Bardziej przypomina śledztwo techniczne, w którym auto zostawia po sobie cyfrowe odciski palców.
Nowe modele są sprawdzane ostrzej
Renault zwiększyło także zakres testów przed wprowadzeniem nowych modeli. Przy nowym Twingo 520 różnych kierowców przejechało łącznie ponad 500 000 km. Taki sposób testowania ma wyłapywać problemy, które nie zawsze wychodzą w laboratoryjnych procedurach.
To ważne zwłaszcza przy autach z nową elektroniką i nowymi układami napędowymi. Współczesny samochód może być mechanicznie prostszy niż kiedyś, szczególnie w odmianach elektrycznych, ale liczba zależności między oprogramowaniem, czujnikami i modułami sterującymi wciąż rośnie.
Awaria nie musi już oznaczać urwanej części; czasem wystarczy źle zachowujący się system.
Renault codziennie sprawdza, co psuje się w Europie
Trzecim filarem programu jest szybka analiza samochodów już jeżdżących po drogach. Każdego ranka eksperci Renault otrzymują informacje o awariach zgłoszonych przez europejską sieć serwisową. Ich zadaniem jest znalezienie przyczyny, sprawdzenie podobnych przypadków i przekazanie informacji do właściwej fabryki.
Wieczorem zakład produkcyjny musi przedstawić wyjaśnienie i rozwiązanie, które ograniczy ryzyko powtórki. Renault szczególnie obserwuje samochody intensywnie eksploatowane, w tym taksówki. Takie auta potrafią ujawnić słabe punkty wcześniej niż egzemplarze używane typowo prywatnie.
Ten system jest istotny, bo awaryjność nie kończy się w momencie wyjazdu z fabryki. Prawdziwy test zaczyna się dopiero wtedy, gdy samochód trafia do kierowców, korków, mrozu, upału i miejskich krawężników. Laboratorium bywa grzeczne, życie drogowe już niekoniecznie.
Jakość ma podbić wartość używanych Renault
Renault zwraca też uwagę na trwałość materiałów we wnętrzu. Założenie jest ambitne: kabina po 5 latach powinna wyglądać jak nowa. To element, który wpływa nie tylko na zadowolenie pierwszego właściciela, ale też na późniejszą wartość samochodu. Efekty widać w danych dotyczących wartości rezydualnej.
Gama Renault w 2025 roku ma wartość rezydualną 54,7% po 36 miesiącach, podczas gdy w 2020 roku było to 46,3%. To różnica ważna dla klientów prywatnych, firm, flot i leasingu.
Dla Renault to więcej niż poprawa statystyki
Lepsza niezawodność ma dla Renault znaczenie strategiczne. Marka może mieć ciekawe modele, mocną stylistykę i ofensywę elektryczną, ale bez zaufania klientów każda premiera startuje z obciążeniem.
Właśnie dlatego spadek liczby incydentów jest dla producenta cenniejszy niż kolejna ozdobna listwa w kabinie. Najważniejsze pytanie dotyczy trwałości tego trendu. Wyniki z pierwszych trzech miesięcy użytkowania są dobrym sygnałem, ale pełny obraz niezawodności powstaje dopiero po kilku latach eksploatacji.
Renault zrobiło duży krok, jednak prawdziwy werdykt i tak wydadzą użytkownicy, serwisy oraz rynek aut używanych.
O autorze
Tomasz Studniarek
Najnowsze

Lawson stanął, Albon rozbił Williamsa. Seria czerwonych flag w FP1

Grand Prix Kanady 2026 może być pułapką na liderów. Sprint, ściany i opony mogą wywrócić układ sił

Apteczka wraca do aut. Kierowcy osobówek mają szykować miejsce obok gaśnicy

Grand Prix Kanady 2026 późnym wieczorem. Sprint, kwalifikacje i wyścig F1 w polskim czasie





