⏱️ 3 min.

Mick Schumacher wraca do ścigania. IndyCar dało mu to, czego nie dała F1

Zdjęcie autora artykułu

Patrycja Miętus

25-11-2025 09:11
Mick Schumacher

Mick Schumacher po latach szarpaniny w Formule 1 i nieudanych próbach powrotu na europejskie tory postawił wszystko na jedną kartę i przeniósł się do Ameryki. Od sezonu 2026 będzie pełnoetatowym kierowcą IndyCar w ekipie Rahal Letterman Lanigan Racing, wracając do bolidów jednomiejscowych po przerwie od 2022 roku. Dla jednych to próba odbudowy kariery, dla innych – początek całkiem nowego rozdziału, w którym nazwisko Schumacher ma wreszcie zabrzmieć bez porównań do siedmiokrotnego mistrza świata.

Zaprzepaszczona szansa w F1

Po utracie fotela w Haas po sezonie 2022, Schumacher przez dwa lata pozostawał w padoku F1, pełniąc rolę kierowcy rezerwowego Mercedesa. Mimo medialnych plotek i łączenia go z Alpine czy Williamsem, nie wrócił na stałe na pola startowe. W 2024 roku odbił w stronę wyścigów długodystansowych i Hypercarów, startując dla Alpine w WEC, gdzie zdobył trzy podia.

Gdy jednak przenosiny do zespołu Jotasport Cadillac nie doszły do skutku, Niemiec całkowicie zamknął europejski etap kariery. Decyzja o skoku za ocean zapadła po medialnym teście IndyCar na drogowej konfiguracji toru Indianapolis. Wtedy nawet współwłaściciel RLL – David Letterman – pojawił się w alei serwisowej, by zobaczyć, jak Schumacher odnajduje się w amerykańskich realiach.

Szybki angaż

Niemiec wykręcił obiecujące czasy i, jak przyznała ekipa, od razu pasował do projektu. W 2026 roku Schumacher wystartuje pełny sezon, zasiadając w Dallarze Hondzie z numerem 47. Jego partnerami będą Louis Foster oraz Graham Rahal, doświadczony zawodnik i ikona serii. Jak powiedział Mick Schumacher w oświadczeniu zespołu:

Jestem zachwycony, że będę rywalizował w IndyCar z Rahal Letterman Lanigan Racing i przejadę pełny sezon.

Doświadczenia z F1 nie pójdą na marne

W opinii kierowcy, doświadczenia z F1 i wyścigów długodystansowych mają mu pomóc szybciej wejść w rytm nowej serii. Podkreślił, że testy z RLL przygotowały go znakomicie, a sam kontakt z bolidem oraz podejście Amerykanów do ścigania – „bliższe czystej rywalizacji” – od razu go przekonały. Jak stwierdził Schumacher:

Jestem bardzo ciekawy nowych doświadczeń i poszerzania horyzontów. Czuję, że tutaj zaczyna się dla mnie nowa podróż.

Sezon rozpocznie się w St. Petersburgu

Sezon IndyCar 2026 ruszy 1 marca wyścigiem w St. Petersburgu, a Schumacher od razu wskoczy na pełen, wymagający harmonogram – włącznie z pięcioma owalami. W kalendarzu znajdzie się również kultowe Indianapolis 500, najważniejsze wydarzenie roku i wyścig, który potrafi całkowicie odmienić karierę kierowcy. Zwycięstwo w Indy 500 oznacza sportową nieśmiertelność.

Udało się to innym byłym zawodnikom F1 – Marcusowi Ericssonowi i Alexanderowi Rossiemu – którzy w Ameryce odnaleźli drugie życie. Podobną drogą poszli Christian Lundgaard, Marcus Armstrong czy Robert Shwartzman, zdobywając podia i pole position w najbardziej medialnych wyścigach. Wśród współczesnych gwiazd IndyCar wyróżnia się Alex Palou, który po przejściu z Europy zbudował pozycję dominatora – trzy tytuły i osiem zwycięstw w sezonie 2025 przełożyły się na plotki o możliwej współpracy z Red Bullem.

Świeży start

Na tym tle Schumacher wcale nie wygląda jak „kolejny były kierowca F1 z problemami”. Choć jego przygoda z Haasem zakończyła się w 2022 roku serią wypadków i kosztownych błędów, IndyCar daje mu coś, czego brakowało w Europie – świeży start. Nie ma tu polityki w stylu F1, ale są brutalnie szybkie bolidy, fizycznie wymagające tory i bezpośredni kontakt w wyścigu, w którym liczy się tylko to, kto odważy się wcisnąć gaz najdłużej.

Jeśli Schumacher szybko odnajdzie się na owalach, a jego jazda stanie się płynna i pewna, może dorównać najlepszym na starcie. IndyCar nie wybacza wahań, ale nagradza talent – i właśnie dlatego wielu kierowców z Europy odbudowało tu swoje kariery. Ostatecznie to szansa, by Mick naprawdę wyrwał się z porównań do ojca i zbudował własną legendę. Jeśli wykorzysta ten moment, sezon 2026 może być dla niego przełomem większym niż jakikolwiek start w F1.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Patrycja Miętus

Z wykształcenia humanistka, z zamiłowania petrolhead. W swoich tekstach próbuje połączyć twarde dane z nutą ironii i kobiecą perspektywą.