Bosch traci prezesa wcześniej, niż ktokolwiek się spodziewał. Stefan Hartung zrezygnował z funkcji szefa zarządu i dyrektora generalnego, choć jego kontrakt został niedawno przedłużony do 2031 roku.
Kontrakt był długi, decyzja przyszła nagle
Hartung odchodzi z własnej inicjatywy i w porozumieniu z akcjonariuszami. Powodem ma być chęć zajęcia się nowymi projektami społecznymi oraz działalnością przedsiębiorczą poza Grupą Bosch. Dla firmy to wyjątkowo nietypowy ruch.
Bosch słynie ze stabilnego zarządzania, a w swojej około 140-letniej historii miał tylko siedmiu dyrektorów generalnych. W takim kontekście nagła rezygnacja brzmi bardziej jak korporacyjne trzęsienie ziemi niż zwykła zmiana personalna.
Christian Fischer przejmuje stery od 1 lipca
Nowym szefem Boscha zostaje Christian Fischer, dotychczasowy zastępca Hartunga. Zmiana obowiązuje od 1 lipca. Fischer nie będzie działał sam.
W kierownictwie wspierać go będą Markus Forschner i Markus Heyn, którzy obejmują funkcje wiceprzewodniczących zarządu.
Najkrótsza kadencja na szczycie Boscha
Hartung pracował w Boschu przez 22 lata. Wcześniej zaczynał karierę w McKinsey, a na czele największej firmy komponentów samochodowych na świecie stał przez około cztery i pół roku. To najkrótszy okres sprawowania najważniejszej funkcji w historii koncernu.
Jeszcze w ubiegłym roku taki scenariusz wyglądał mało prawdopodobnie, bo kontrakt Hartunga został przedłużony aż do 2031 roku.
Dlaczego ta decyzja ma znaczenie dla branży?
Bosch jest jednym z filarów globalnego łańcucha dostaw dla motoryzacji. Zmiana na szczycie takiej firmy ma znaczenie nie tylko dla samego koncernu, lecz także dla producentów samochodów korzystających z jego technologii i komponentów.
Sama rezygnacja nie oznacza automatycznie zmiany strategii. Pokazuje jednak, że nawet w firmach kojarzonych z wyjątkową ciągłością zarządzania mogą pojawić się decyzje, których rynek nie miał w kalendarzu. A w motoryzacji zaskoczenia ostatnio nie trzeba długo szukać.






