Chiny rozważają istotną zmianę przepisów dotyczących samochodów autonomicznych. Jeśli pojazd popełni wykroczenie podczas jazdy w trybie autonomicznym, odpowiedzialność za jego obsługę i opłacenie mandatu miałby ponosić producent lub importer, a nie osoba znajdująca się za kierownicą.
Producent odpowie za wykroczenie samochodu autonomicznego
Propozycja pojawiła się w ramach prac nad zmianami chińskiej ustawy o bezpieczeństwie ruchu drogowego. Kluczowe znaczenie ma rozróżnienie pomiędzy rzeczywistą jazdą autonomiczną a systemami jedynie wspomagającymi kierowcę.
Jeżeli funkcja autonomicznej jazdy była aktywna, wykroczenie popełnione przez samochód miałoby obciążać producenta albo importera. To właśnie przedsiębiorstwo odpowiadałoby za formalną obsługę naruszenia i zapłatę wynikającej z niego kary.
Systemy poziomu 2 pozostaną odpowiedzialnością kierowcy
Nowe zasady nie obejmowałyby samochodów korzystających wyłącznie z systemów wspomagania prowadzenia. W ich przypadku pojazd nadal byłby traktowany jak samochód konwencjonalny, a odpowiedzialność pozostawałaby po stronie kierowcy.
Granica ma więc przebiegać pomiędzy systemami, które wymagają ciągłego nadzoru człowieka, a rozwiązaniami pozwalającymi pojazdowi przejąć prowadzenie. Do poziomu 2 kierowca musi stale obserwować drogę i odpowiada za błędy podczas jazdy.

fot. BMW
Sytuacja zaczyna się komplikować od poziomu 3. Kierowca może wtedy w określonych warunkach przestać bezpośrednio prowadzić samochód, ale musi być gotowy do przejęcia kontroli, kiedy system tego zażąda. W praktyce oznacza to podział odpowiedzialności pomiędzy człowieka a twórcę technologii.
Trzeba będzie ustalić, kto rzeczywiście prowadził
Jednym z najważniejszych problemów będzie ustalenie, czy w chwili wykroczenia funkcja autonomiczna rzeczywiście była aktywna. Od tego może zależeć, czy mandat otrzyma użytkownik pojazdu, czy producent.
Nie wiadomo jeszcze, w jaki sposób miałyby być pozyskiwane dane dotyczące stanu systemu oraz jakie dowody byłyby wymagane w przypadku sporu. To istotna kwestia, ponieważ wraz z rozwojem automatyzacji zapis pracy elektroniki może mieć coraz większe znaczenie przy ustalaniu odpowiedzialności za zdarzenia drogowe.
Europa już dzieli odpowiedzialność za wypadki
W Europie kwestia mandatów popełnianych przez pojazd podczas autonomicznej jazdy nie została jeszcze uregulowana w podobny sposób. Niektóre państwa opracowały jednak przepisy dotyczące odpowiedzialności za wypadki z udziałem takich samochodów.
Niemcy dopuszczają systemy poziomu 3 od 2017 roku. Odpowiedzialność może tam zostać podzielona między kierowcę, właściciela pojazdu i producenta, zależnie od przyczyny zdarzenia oraz sposobu korzystania z systemu.
Przykładem jest Mercedes Drive Pilot. Producent może odpowiadać za zdarzenia wynikające z działania oprogramowania, jeżeli system był używany zgodnie z przeznaczeniem. Kierowca pozostaje jednak zobowiązany do przejęcia kontroli, gdy samochód go do tego wezwie.
Niemieckie regulacje przewidują również rozwiązania dla poziomu 4. Samochód bez kierowcy na pokładzie może w określonych zastosowaniach pozostawać pod nadzorem zewnętrznej osoby połączonej z pojazdem zdalnie.
W Wielkiej Brytanii najpierw płaci ubezpieczyciel
Inny model zastosowała Wielka Brytania. Zgodnie z Automated and Electric Vehicles Act z 2018 roku, gdy szkoda zostanie spowodowana przez samochód poruszający się autonomicznie, odszkodowanie ma w pierwszej kolejności wypłacić ubezpieczyciel pojazdu.
Towarzystwo ubezpieczeniowe może później dochodzić roszczeń wobec użytkownika, jeśli ten nie zainstalował istotnych aktualizacji albo dokonał nieautoryzowanej modyfikacji oprogramowania.
Chińska propozycja idzie w innym kierunku, ponieważ bezpośrednio wiąże odpowiedzialność za wykroczenia drogowe z podmiotem dostarczającym autonomiczny system prowadzenia. Jeśli przepisy wejdą w życie, moment aktywacji takiego systemu może stać się jedną z najważniejszych informacji przy ustalaniu, kto odpowiada za zachowanie samochodu na drodze.






