Chińscy producenci pokazują elektryczne supersamochody o osiągach, które jeszcze niedawno brzmiały jak fantastyka. Lamborghini na razie nie widzi jednak w markach takich jak Denza czy YangWang bezpośredniego zagrożenia. Stephan Winkelmann wskazuje, że jego klienci szukają czegoś więcej niż imponujących liczb.
Lamborghini patrzy na chińskie supersamochody z dystansem
Podczas Goodwood Festival of Speed 2026 uwagę przyciągały między innymi samochody należących do BYD-a marek Denza i YangWang. Jedną z największych gwiazd był elektryczny Denza Z o mocy przekraczającej 1600 KM, zdolny rozpędzić się od 0 do 100 km/h w czasie poniżej dwóch sekund. Prędkość maksymalna ma dochodzić do około 349 km/h.
Same parametry nie wystarczają jednak, aby Lamborghini uznało chińskich producentów za bezpośrednich konkurentów. Stephan Winkelmann, dyrektor generalny włoskiej firmy, nie wskazał nawet jednej chińskiej marki, którą obecnie uważałby za szczególne zagrożenie dla Lamborghini.
Kluczowa jest tutaj różnica w podejściu do napędu. Najbardziej spektakularne chińskie supersamochody są elektryczne, podczas gdy Lamborghini świadomie nie zamierza jeszcze przechodzić na taki rodzaj napędu.
Osiągi to dla Lamborghini za mało
Według Winkelmanna przewaga Lamborghini nie opiera się wyłącznie na liczbach opisujących przyspieszenie czy moc. Firma stawia również na brzmienie silnika i emocje związane z prowadzeniem, których jej zdaniem nie można bezpośrednio zastąpić samymi możliwościami układu elektrycznego.
Szef Lamborghini przyznał jednocześnie, że zwrócił uwagę na poziom oprogramowania stosowanego w chińskich samochodach. Nie zmienia to jednak obecnej oceny konkurencji: producent z Sant’Agata Bolognese uważa, że charakter jego samochodów pozostaje wyraźnie odmienny od tego, co proponują elektryczne marki z Chin.

fot. Lamborghini
Nie oznacza to całkowitego ignorowania zmian zachodzących na rynku. Winkelmann zaznaczył, że sytuacja może wyglądać inaczej w przyszłości. Na dziś Lamborghini nie traktuje jednak chińskich elektrycznych supersamochodów jako rywali uderzających dokładnie w tę samą grupę klientów.
Pierwsze elektryczne Lamborghini dopiero po 2030 roku
Jeszcze niedawno Lamborghini przygotowywało się do wprowadzenia pierwszego seryjnego samochodu elektrycznego w najbliższych latach. Marka zmieniła jednak strategię i przesunęła premierę pełnego elektryka na okres po 2030 roku.
Powodem ma być przede wszystkim niewystarczające zainteresowanie klientów oraz obecny poziom technologii. Stefano Cossalter, dyrektor produktowy Lamborghini, podkreślał, że jeśli firma zdecyduje się na samochód elektryczny, musi on spełniać wyjątkowo wysokie wymagania dotyczące osiągów.
Winkelmann ocenia decyzję o opóźnieniu elektrycznego modelu pozytywnie i wskazuje, że podobne podejście prezentują klienci marki. W najbliższych latach Lamborghini zamierza więc rozwijać przede wszystkim napędy hybrydowe typu plug-in.
V12 pozostanie tak długo, jak będzie to możliwe
Jednocześnie firma chce możliwie długo utrzymać w ofercie silnik V12. To właśnie jednostki spalinowe, ich charakterystyka i dźwięk Lamborghini traktuje jako jeden z elementów odróżniających swoje samochody od elektrycznych supersamochodów nowych producentów.
Strategia firmy jest więc wyraźnie inna niż wyścig o najwyższą moc czy najlepsze przyspieszenie. Chińskie konstrukcje mogą obecnie oferować liczby przewyższające parametry wielu modeli europejskich marek, ale Lamborghini nie zamierza odpowiadać na nie elektrykiem tylko po to, aby uczestniczyć w tej samej rywalizacji.
Nie znaczy to, że włoski producent uważa swoją pozycję za niezagrożoną na zawsze. Winkelmann pozostawia otwartą możliwość, że w kolejnych latach któryś z chińskich producentów stanie się realnym konkurentem Lamborghini. Na razie jednak firma wybiera hybrydy, silniki spalinowe i własną definicję supersamochodu zamiast pogoni za rekordowymi parametrami elektryków.






