⏱️ 4 min.

James May broni elektrycznego Ferrari Luce. To przyszły klasyk?

Zdjęcie autora artykułu

Krzysztof Drobnicki

05-06-2026 17:06
James May

James May pozytywnie ocenił Ferrari Luce, czyli pierwszy elektryczny model marki, i nie potraktował go jak zdrady tradycji z Maranello. Były prowadzący Top Gear i The Grand Tour uznał, że taki samochód był właściwie nieunikniony. Najciekawsze jest to, że Ferrari miało wcześniej powiedzieć mu przed kilkoma laty coś zupełnie innego.

Elektryczne Ferrari nie zaskoczyło akurat jego

May od lat nie wpisuje się w prosty obraz motoryzacyjnego konserwatysty, który uznaje tylko zapach benzyny i teatralny dźwięk silnika. Miał już dwa egzemplarze Toyoty Mirai, korzystał też z samochodów elektrycznych, więc jego reakcja na Ferrari Luce nie jest wyrwana z kontekstu. W tym przypadku ważna jest także jego relacja z Ferrari.

May testował LaFerrari w Top Gear, a w pierwszym odcinku The Grand Tour to właśnie on prowadził Ferrari w słynnym porównaniu trzech hipersamochodów. Miał też kilka nowych Ferrari, w tym model Speciale, którego zakup nie sprowadza się zwykle do prostego kliknięcia „dodaj do koszyka”.

Luce dzieli fanów, ale May patrzy szerzej

Ferrari Luce zebrało sporo nieprzychylnych komentarzy, choć nie wszystkie dotyczyły samego napędu elektrycznego. Duża część krytyki koncentrowała się na wyglądzie auta. May nie poszedł jednak w stronę łatwego szyderstwa. W rozmowie z BBC Radio 4 ocenił, że Luce pasuje do historii Ferrari właśnie dlatego, że jest autem współczesnym. Jego zdaniem marka zawsze projektowała samochody mocno osadzone w swojej epoce, a to później pomagało im stawać się klasykami:

Lubię je. Uważam, że to interesujące, że Ferrari zrobiło coś bardzo współczesnego, bardzo nowoczesnego, co moim zdaniem było częścią definicji stylistyki Ferrari. Ich samochody zawsze były bardzo mocno zakorzenione w swoich czasach i dlatego później stawały się tak wielkimi klasykami.

Ferrari Luce a Pontiac Aztek

Clarkson został przy spalinach, May nie zamknął drzwi

Kontrast z Jeremym Clarksonem jest tu wyjątkowo czytelny. W finałowym odcinku The Grand Tour Clarkson mówił, że jednym z powodów zakończenia programu był brak zainteresowania samochodami elektrycznymi. Ton tej wypowiedzi nie zostawiał wiele miejsca na zmianę zdania.

Publiczność Top Gear i The Grand Tour przez lata była karmiona głównie samochodami spalinowymi, więc część widzów reaguje na EV wręcz alergicznie. May przyjął jednak inną perspektywę: nie traktuje elektrycznego Ferrari jako końca marki, tylko jako kolejny etap jej ewolucji.

Największa ironia? Ferrari miało mówić mu coś odwrotnego

May przypomniał też rozmowę z przedstawicielem Ferrari z okresu, gdy testował LaFerrari. Według niego jeden z wysokich rangą menedżerów marki wyraźnie deklarował wtedy, że Ferrari nie jest zainteresowane budową auta elektrycznego. James May opisał tę sytuację następująco:

Myślę, że to było około czterech albo pięciu lat temu. Byłem w Ferrari i jeden z ich starszych szefów powiedział mi bardzo stanowczo: nie jesteśmy zainteresowani produkcją samochodu elektrycznego.

Ta wypowiedź brzmi dziś jak motoryzacyjna kapsuła czasu. Ferrari Luce istnieje, wzbudza emocje i według dostępnych informacji ma już wyprzedaną produkcję do końca 2027 roku.

Ferrari Luce

Ferrari Luce pokazuje zmianę, której trudno było uniknąć

May uznał, że elektryczne Ferrari musiało w końcu powstać. Jego argument jest prosty: skoro coraz więcej osób interesuje się samochodami elektrycznymi, część klientów będzie chciała także elektrycznego Ferrari. To nie znaczy, że każdy fan marki musi natychmiast uznać Luce za naturalnego następcę spalinowych legend.

Znaczy raczej, że Ferrari nie może udawać, że rynek, technologia i oczekiwania klientów stoją w miejscu. Nawet w Maranello czasem trzeba skręcić w ulicę, której wcześniej oficjalnie nie było na mapie.

Co by powiedział… Enzo?

Mając na względzie fakt, że Enzo Ferrari nie zdecydował się na obrandowanie modelu Dino, jest wielce prawdopodobne, że podobnie postąpiłby w przypadku Luce. O ile w ogóle pojazd o takim wyglądzie miałby szansę trafić do produkcji.

Naszym jednak zdaniem Ferrari mogło pójść tę samą drogą, co Pontiac podczas opracowywania modelu Aztek. W skrócie: zła atmosfera w zespole, beznadziejne zarządzanie i traktowanie osobiście jakiejkolwiek krytyki.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Krzysztof Drobnicki

Redaktor działu Porady
Zawodowo inżynier, po godzinach łowca zakrętów. Uważam, że zapach spalonego paliwa to najlepsze perfumy.

© 2026 MotoGuru.pl