⏱️ 4 min.

Najbardziej przełomowe Ferrari zyskało nazwę i… imponujące wnętrze

Zdjęcie autora artykułu

Marek Karpiuk

10-02-2026 07:02
Ferrari Luce: pierwsza elektryczna Ferrari pokazuje wnętrze

Ferrari odsłoniło nazwę Luce i pokazało wnętrze swojej pierwszej elektrycznej supersportowej konstrukcji, razem z interfejsem człowiek-maszyna. To nie jest pokaz „największego ekranu w klasie”, tylko deklaracja, że emocje mają wrócić na pierwszy plan (także w elektryku). Nazwa ma nie tylko kojarzyć się z prądem, ale opisywać sposób myślenia o całym projekcie.

W prezentacji podkreślono, że Luce ma oznaczać nową filozofię: elektryczność jako narzędzie, a nie cel sam w sobie. Przy okazji to też start świeżej strategii nazewnictwa dla najbardziej innowacyjnych modeli w gamie. Ferrari ujęło sens nazwy wprost:

Luce nie ma być tylko aluzją do elektryczności. Chodzi o prąd jako środek, a nie cel, z ambicją zbudowania auta, które najpierw porusza, a dopiero potem imponuje technologią. Luce ma symbolizować czystość form, klarowność i lekkość projektu, a przy tym otwiera nowy rozdział w nazewnictwie najbardziej innowacyjnych modeli.

Fizyczne przyciski zamiast ściany ekranów

Z udostępnionych ujęć wynika, że kabina idzie pod prąd trendowi „wszystko na dotyk”. Zamiast dominacji wielkich ekranów i paneli dotykowych pojawiają się mechaniczne przyciski, dźwigienki i przełączniki, projektowane tak, by dało się ich używać bez odrywania wzroku od drogi. To ma ograniczać rozproszenie i budować nawyk obsługi „z pamięci palców” (czyli bez szukania funkcji po menu).

Całość potraktowano jak jeden, czysty i racjonalny panel z naciskiem na ergonomię. Sprzęt i oprogramowanie rozwijano równolegle, żeby grafika, animacje i elementy fizyczne mówiły tym samym językiem. Efekt ma być technologiczny, ale jednocześnie „ciepły” i rzemieślniczy, daleki od wrażenia wielkiego tabletu wklejonego w deskę.

W projekcie mocno wybrzmiewa rola LoveFrom, kolektywu założonego przez Jony’ego Ive’a i Marca Newsona. Zespół od pięciu lat pracuje blisko z Centro Stile Ferrari kierowanym przez Flavio Manzoniego, z celem przeprojektowania detali od materiałów po sposób interakcji, ale bez odcinania się od tożsamości marki.

Ferrari Luce: pierwsza elektryczna Ferrari pokazuje wnętrze

Materiały jak z jubilerstwa

We wnętrzu mocno zaznacza się aluminium z recyklingu, deklarowane jako w 100% odzyskane. Ma być obrabiane z litego materiału na obrabiarkach sterowanych numerycznie, a następnie anodowane, żeby uzyskać trwałe i dopracowane wykończenie. Do tego dochodzi szkło Corning Fusion5, wskazywane jako bardziej odporne na zarysowania i uderzenia.

Kierunek jest czytelny: detale mają sprawiać wrażenie „przedmiotów-jubilerskich”, bliższych precyzyjnemu zegarmistrzostwu niż elektronice użytkowej. Nawet uruchamianie auta zamienia się w rytuał: szklany kluczyk ma wbudowany wyświetlacz z papieru elektronicznego, który zmienia kolor po włożeniu w tunel środkowy. Wtedy panel sterowania i wskaźniki rozświetlają się sekwencją, która ma budować efekt „ceremonii startu”.

Kierownica i wskaźniki, które „jadą” razem z tobą

Kierownica jest trójramienna i ma nawiązywać do Ferrari z lat 50. i 60. XX w., z nowoczesną interpretacją klasycznych kierownic Nardi. Aluminiowe ramiona pozostają na widoku, a całość ma być lżejsza od tego, co Ferrari stosuje dziś. Zamiast płaskich dotykowych pól sterowania przewidziano moduły analogowe z mechanicznym i dźwiękowym „kliknięciem”, dopracowanym wspólnie z kierowcami testowymi, z odniesieniem do bezpośredniości bolidów F1.

Zegary łączą klimat retro z nowoczesną techniką. Ferrari nazywa to „Binnacle”: element, który ma podążać za ruchem kierownicy, żeby pozostawać w polu widzenia niezależnie od jej położenia. W środku mają pracować ultracienkie panele OLED opracowane we współpracy z Samsungiem, a grafika ma czerpać z dawnych tarcz Veglia i Jaeger, z naciskiem na czytelność „na pierwszy rzut oka” i mniejsze obciążenie poznawcze kierowcy.

W centrum przewidziano też osobny przyrząd z motoryzowanymi wskazówkami, opisywany jako wielofunkcyjny chronograf. Ma umieć działać jako zegar, kompas albo wskaźnik dla kontroli startu, czyli łączyć mechaniczny charakter z cyfrowym zapleczem. Nawet selektor „biegów” ma być pokazem technologii: to szkło obrabiane laserem, z tysiącami mikrootworów, które tworzą grafikę z bardzo wysoką precyzją, opisywaną jako rozwiązanie niespotykane wcześniej w seryjnym aucie.

Ferrari Luce: pierwsza elektryczna Ferrari pokazuje wnętrze

Jedni chwalą odwagę, inni widzą „doklejone ekrany”

Reakcje są skrajne i wcale nie kręcą się wyłącznie wokół tego, że to elektryk. Część osób docenia powrót do fizycznych przełączników i „klikającej” obsługi, bo to prosta recepta na mniejsze rozproszenie. Inni krytykują wygląd dwóch ekranów, odbierając je jako słabiej zintegrowane z deską, a sama nazwa „Luce” też zbiera mieszane opinie (tu gust bywa bezlitosny, a internet nie zna litości).

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Marek Karpiuk

Motoryzacja to dla mnie wolność. Od Fiata 126p po elektryczne superauta – każdy kilometr to przygoda.

© 2026 MotoGuru.pl