Ferrari bacznie obserwuje rosnącą w siłę chińską konkurencję. Emanuele Carando, globalny dyrektor marketingu marki z Maranello, otwarcie docenia technologiczny skok producentów z Państwa Środka, zwracając uwagę na wysoki poziom komfortu i wyposażenia ich aut. Włosi pozostają jednak nieugięci w swojej ocenie: same suche dane i osiągi to dla nich za mało.
Koniec ery naśladowców
Czasy, w których chińskie marki kopiowały zachodnie wzorce, odeszły do przeszłości. Producenci tacy jak Xiaomi, Yangwang czy GWM odważnie wchodzą w segmenty zarezerwowane dotąd dla legend europejskiej motoryzacji. Carando regularnie wizytuje Chiny, testując lokalne propozycje klasy premium. Obserwacje te potwierdzają, że gra stała się poważna, a gracze tacy jak Xiaomi SU7 Ultra – legitymujący się czasem 7:04.957 na Nürburgringu – przestają być jedynie ciekawostką.
Filozofia kontra „elektronika użytkowa”
Według Ferrari najsłabszym punktem chińskich konstrukcji pozostaje „emocja prowadzenia”. Carando podkreśla, że opracowanie auta szybkiego na prostej jest relatywnie proste. Prawdziwym wyzwaniem inżynieryjnym, które stanowi o DNA marki z Maranello, jest precyzja prowadzenia w zakrętach, stabilność nadwozia i więź, jaką auto buduje z kierowcą.
W ocenie przedstawiciela Ferrari, wiele chińskich aut przypomina bardziej elektronikę użytkową niż ponadczasowe samochody sportowe. Szybkie cykle produktowe sprawiają, że auta z Chin stają się „przestarzałe” niemal w momencie premiery, co kontrastuje z długowiecznością wizerunkową włoskich maszyn.
Rywalizacja jako impuls do rozwoju
Włoska marka nie postrzega konkurencji jako zagrożenia, lecz jako katalizator postępu. Carando porównuje to do treningu biegowego: obecność rywala tuż za plecami zmusza do szybszego tempa nawet najbardziej utytułowanych zawodników. W świecie supersamochodów samozadowolenie jest najkrótszą drogą do utraty pozycji lidera w myśl zasady: „pycha kroczy przed upadkiem”.
Trudny chiński rynek
Pewność siebie Ferrari zderza się z twardymi realiami sprzedaży w Chinach. W 2025 roku marka dostarczyła tam 584 samochody, co stanowi znaczący spadek wobec 1221 egzemplarzy w 2023 roku. Choć wyniki globalne (13 640 aut w 2025 r.) pozostają stabilne, Chiny wymagają nowej strategii. Odpowiedzią ma być Ferrari Luce – pierwszy w pełni elektryczny model marki, który ma przyciągnąć klientów ceniących nowoczesne technologie. Pierwsza transza wyprzedała się „jak na pniu”, mimo zaporowej ceny.
W tym kraju Ferrari Luce wyprzedało się na pniu. Nie przeszkodziła zaporowa cena
Ostatecznie, Ferrari nie musi już tylko projektować najlepszych samochodów na świecie – musi udowadniać tę wyższość w starciu z rywalami, którzy nie znają kompleksów i dysponują coraz większymi budżetami na innowacje.






