⏱️ 4 min.

Haas odsłania bolid VF-26 na 2026: mniej fajerwerków, więcej tajemnic i silnik Ferrari

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Utrata

20-01-2026 09:01
Haas VF-26

Haas wchodzi w sezon 2026 z bolidem VF-26 i robi to po swojemu: bez wielkiej gali, bez nadętych przemówień, za to z paczką cyfrowych wizualizacji i wyraźnym sygnałem „nie pokażemy wam wszystkiego”. W tle mamy rewolucję przepisów, silnik Ferrari oraz zmianę w hybrydzie, która każe inżynierom przestawić myślenie o energii w aucie.

Zespół z USA zaczyna nowy rozdział w momencie, gdy Formuła 1 przewraca techniczne zasady do góry nogami. Haas w tej układance gra ostrożnie: komunikuje się oszczędnie i pilnuje, by konkurencja nie dostała gotowej ściągi do tego, co dzieje się pod poszyciem VF-26.

VF-26 pokazany „na zimno”: rendery zamiast widowiska

Prezentacja VF-26 była celowo skromna. Zamiast spektaklu dostaliśmy cyfrowe obrazy i krótkie komunikaty, a reszta to już interpretacje fanów i ludzi z padoku. Taki ruch pasuje do sezonu, w którym każdy detal może być przewagą, a każdy przeciek bywa prezentem dla rywali. Jest też drugi powód: Haas już wcześniej korzystał z wirtualnych prezentacji w sposób, który potrafił zamieszać w głowach konkurencji. Innymi słowy, to co widać na renderach, nie zawsze musi być tym, co finalnie wyjedzie na tor (i to nie jest teoria spiskowa, tylko realia tej gry).

Haas VF-26

Silnik Ferrari i hybryda po nowemu: koniec MGU-H, ciężar na MGU-K

Sercem VF-26 ponownie będzie jednostka napędowa Ferrari, ale przepisy na 2026 wprowadzają mocne przetasowanie w samej hybrydzie. Znika MGU-H, czyli element odzyskujący energię ze spalin. To zmusza konstruktorów do przeprojektowania bilansu energetycznego auta i całej strategii zarządzania odzyskiem.

W centrum uwagi ląduje MGU-K, która ma kluczową rolę w odzysku energii i dostarczaniu chwilowej mocy. Zmiana brzmi prosto, ale w praktyce oznacza przebudowę podejścia do tego, jak auto „zbiera” i „wydaje” energię w trakcie okrążenia. Dla zespołu kupującego jednostkę od zewnętrznego dostawcy to szczególnie trudny układ: zależność od partnera rośnie, a margines na własne obejścia maleje.

  • Jednostka napędowa: nadal Ferrari.
  • Zmiana regulaminowa: eliminacja MGU-H.
  • Nowy punkt ciężkości: większa rola MGU-K w odzysku i oddawaniu mocy.

Haas VF-26

Ayao Komatsu i „chemia” z Ferrari: tu rozstrzygnie się połowa sezonu

Za stronę techniczną odpowiada Ayao Komatsu i to na jego barkach spoczywa przeprowadzenie zespołu przez jedną z najbardziej newralgicznych transformacji ostatnich lat. Brak MGU-H upraszcza pewne rzeczy na papierze, ale jednocześnie wymusza głębszą optymalizację tego, co zostaje, czyli głównie roli MGU-K i sposobu, w jaki jednostka reaguje na potrzeby kierowcy w różnych fazach okrążenia.

W tym układzie współpraca z Ferrari będzie krytyczna. Dla zespołu, który nie rozwija silnika u siebie, liczy się nie tylko jakość samej jednostki, ale też tempo i sposób dostarczania aktualizacji oraz poziom dopasowania całego pakietu do konstrukcji auta. Krótko: jeśli tu coś nie zagra, reszta może być tylko ładnym opakowaniem.

Nowy sojusz z Gazoo Racing: Toyota w tle, ale szczegóły w sejfie

Dodatkowym wątkiem jest świeża współpraca z Gazoo Racing, czyli sportową dywizją Toyoty. Szczegółów umowy na razie nie ujawniono, więc pozostaje ostrożne czytanie między wierszami. Taka kooperacja może otworzyć drzwi zarówno komercyjnie, jak i technicznie, choć na dziś obie strony trzymają karty blisko klatki.

Haas VF-26

Nie da się wykluczyć, że w przyszłości pojawią się synergie dotyczące technologii hybrydowych albo usprawnienia procesów projektowych. Na ten moment nie wiadomo jednak, czy jakiekolwiek korzyści będą widoczne już w 2026, czy dopiero w średnim lub dłuższym terminie.

Ocon i Bearman: doświadczenie plus świeża krew

Sportowo Haas stawia na duet, który ma sens na papierze. Esteban Ocon wnosi doświadczenie i umiejętność pracy w zespole, a Ollie Bearman ma potwierdzić w Formule 1 to, co pokazał w seriach juniorskich. To zestawienie ma pomóc w realizacji celu: poprawić wynik z sezonu 2025, kiedy Haas zakończył mistrzostwa konstruktorów na 8. miejscu. Plan brzmi pragmatycznie: większa regularność i realny krok naprzód na różnych typach torów, a nie pojedyncze wyskoki formy. Pierwszy prawdziwy sprawdzian przyjdzie jednak dopiero na testach przedsezonowych. Dopiero wtedy okaże się, czy ostrożna komunikacja, pakiet z Ferrari i potencjalne nowe „plecy” w postaci Gazoo Racing przełożą się na czasy okrążeń, a nie tylko na ładne grafiki. (Bo render nie wyprzedza, nawet jeśli wygląda szybciej.)

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Utrata

Ekolog z duszą petrolheada. Wierzę, że można kochać prędkość i dbać o planetę jednocześnie.

© 2026 MotoGuru.pl