MotoGuru.pl

Kierownica Tesli pod lupą NHTSA

WTF – słowami stojącymi za tym akronimem można opisać jeden ze sposobów reakcji na pierwszy widok wieńca kierownicy w najnowszych Teslach. Na usta od razu cisną się pytania o komfort oraz bezpieczeństwo. I to nie tylko zwykłym zjadaczom chleba, ale także urzędasom z NHTSA.

Magazyn Road Track w rozmowie z amerykańskim urzędem ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego poruszył kwestię kontrowersyjnego wyglądu spłaszczonej u dołu oraz pozbawionej górnej części kierownicy w Teslach. NHTSA ma wątpliwości, czy aby na pewno spełnia ona narzucone przez przepisy standardy. Amerykański producent może być pewien, że już wkrótce funkcjonariusze publiczni skontaktują się z nim w tej sprawie. 

Yoke Steering – tak się nazywa kierowniczopodobny twór, który ma pomagać kierowcy w pełni skupić uwagę na drodze, co oczywiście jest katalogowym bełkotem. Poza futurystycznym wyglądem ciężko doszukać się jakichkolwiek zalet – możemy się domyślać, że już manewrowanie przy niskich prędkościach będzie nad wyraz niekomfortowe. Zwykła, okrągła kierownica jest po prostu bardziej uniwersalna. I nic dziwnego, że w tej materii większość producentów po prostu nie eksperymentuje, co najwyżej niektórzy z nich spłaszczają wieńce u dołu.

Kierownica zastosowana w nowych Teslach swoim wyglądem przywodzi na myśl rozwiązanie znane z samochodów wyścigowych, choćby z serii LMP. Przy czym te bezkompromisowe pojazdy wyróżniają się wybitnie bezpośrednim układem kierowniczym, co oznacza, że bardzo prędko osiąga się w nich skrajny punkt położenia.

Nowe Tesle imponują swoimi osiągami. Są mocniejsze, szybsze i zapewniają większy zasięg. Mimo tych wszystkich zalet, całe show skradły właśnie kierownice. A szkoda!