Pierwsze elektryczne Ferrari wywołało falę krytyki, ale klienci najwyraźniej mają inne zdanie niż internauci. Włoski producent poinformował, że cała pula Luce przewidziana na 2027 rok została już zarezerwowana. Co więcej, samochód cieszy się takim zainteresowaniem, że na jego odbiór trzeba czekać około roku, choć jazdy testowe dla klientów jeszcze się nie rozpoczęły.
Krytyka nie odstraszyła klientów
Ferrari Luce od początku budziło kontrowersje. Zaprezentowany w maju 2026 roku samochód wyraźnie odbiega od stylistyki, z której słynie ta włoska marka. Zamiast niskiej sylwetki klasycznego supersamochodu otrzymaliśmy pięciomiejscowy model o nietypowych proporcjach i wzornictwie nawiązującym do nowoczesnej elektroniki użytkowej.
Za projekt odpowiada studio LoveFrom, współtworzone przez Jony’ego Ive’a, wieloletniego szefa wzornictwa Apple. Reakcje na premierę były na tyle nieprzychylne, że pojawiły się pytania, czy Ferrari nie popełniło błędu, wprowadzając tak radykalnie odmienny samochód.
Jednak podczas prezentacji wyników finansowych za trzeci kwartał 2026 roku dyrektor generalny Ferrari, Benedetto Vigna, przekazał informacje przeczące przewidywaniom o sprzedażowej porażce. Jak poinformował Reuters, wszystkie egzemplarze Luce przeznaczone do sprzedaży w 2027 roku zostały już przydzielone klientom.

fot. Ferrari
Vigna zaznaczył również, że zainteresowanie samochodem rośnie po obejrzeniu go na żywo. Według szefa Ferrari różnica między odbiorem modelu na zdjęciach a bezpośrednim kontaktem z nim jest większa niż w przypadku innych samochodów marki. Najwyraźniej kontrowersyjna stylistyka nie stanowi dla potencjalnych nabywców tak dużej przeszkody, jak mogłyby sugerować komentarze w internecie.
Ile samochodów sprzedano?
W tym miejscu pojawia się jednak istotne zastrzeżenie. Ferrari nie ujawniło liczby egzemplarzy Luce przewidzianych na 2027 rok. Nie wiadomo zatem, czy wszystkie rezerwacje dotyczą kilkuset samochodów, czy większej partii produkcyjnej.
Według wcześniejszych doniesień „Financial Times” producent zakładał sprzedaż niespełna 500 egzemplarzy w 2026 roku, a długoterminowe plany obejmowały około 2500 samochodów do 2030 roku. Są to jednak informacje pochodzące z nieoficjalnych źródeł, a nie potwierdzony harmonogram produkcji.
Pełne wykorzystanie przyszłorocznej puli jest więc sukcesem z punktu widzenia planów Ferrari, ale bez znajomości jej wielkości trudno ocenić rzeczywistą skalę zainteresowania. W przypadku marki specjalizującej się w drogich samochodach produkowanych w ograniczonych seriach ma to szczególne znaczenie.
Vigna nie ujawnił również szczegółowej struktury zamówień. Przyznał jedynie, że nabywcy reprezentują zróżnicowane grupy klientów i rynki geograficzne. Zainteresowanie Luce jest przy tym większe w regionach z lepiej rozwiniętą infrastrukturą ładowania.
Cena przekracza dwa miliony
Ferrari Luce nie jest propozycją dla kierowców poszukujących przystępnego cenowo samochodu elektrycznego. Na rynku włoskim jego cena wynosi około 550 tys. euro (ok. 2,43 mln zł), natomiast w Stanach Zjednoczonych podawana jest kwota przekraczająca 560 tys. dolarów.

fot. Ferrari
Samochód dysponuje układem napędowym o mocy 1050 KM oraz akumulatorem o pojemności 122 kWh. To konstrukcja opracowana z myślą o osiągach odpowiadających prestiżowi Ferrari, ale również o zaoferowaniu zupełnie innego charakteru jazdy niż w modelach z silnikami spalinowymi.
Producent zastosował liczne nowe rozwiązania techniczne, a opracowanie Luce wymagało przygotowania ponad 60 nowych patentów. Sam Vigna przyznaje, że samochód jest bardziej skomplikowany pod względem konstrukcyjnym ze względu na dużą liczbę nowych podzespołów i technologii.
Mimo tego Ferrari zapewnia, że nie występują obecnie istotne problemy ani z produkcją, ani z popytem. Pierwsze egzemplarze mają trafić do klientów jeszcze przed końcem 2026 roku. Jazdy testowe dla kolejnych zainteresowanych zaplanowano na 2027 rok, a producent spodziewa się, że mogą one dodatkowo zwiększyć liczbę zamówień.
Ferrari zarabia coraz więcej
Informacje o elektrycznym Luce pojawiły się przy okazji publikacji wyników finansowych Ferrari. W trzecim kwartale 2026 roku firma osiągnęła przychody na poziomie około 1,9 mld euro (ok. 8,4 mld zł), co oznacza wzrost o 7% względem analogicznego okresu poprzedniego roku.
Zysk netto wzrósł o 13%, osiągając 431 mln euro (ok. 1,91 mld zł). Co ciekawe, wyniki poprawiły się pomimo niewielkiego spadku liczby dostarczonych samochodów. W trzecim kwartale do klientów trafiło 3368 aut, czyli o 33 mniej niż rok wcześniej.
Za poprawę rentowności odpowiadały między innymi dostawy limitowanego Ferrari F80 oraz rosnące zainteresowanie indywidualizacją samochodów. Przychody związane z personalizacją stanowiły ponad 21% przychodów ze sprzedaży aut i części zamiennych.

fot. Ferrari
Ferrari podniosło również prognozę skorygowanego wyniku EBITDA na cały 2026 rok do co najmniej 3 mld euro (ok. 13,27 mld zł). Wcześniej zakładano minimum 2,97 mld euro. Portfel zamówień tego włoskiego producenta obejmuje już 2028 rok.
Elektryczna ofensywa trwa
Ferrari Luce nie będzie ostatnim samochodem elektrycznym włoskiej marki. Benedetto Vigna potwierdził, że pracuje nad kolejnymi modelami z takim napędem. Zgodnie z aktualną strategią do 2030 roku samochody całkowicie elektryczne mają stanowić 20% gamy tej włoskiej marki.
Nie oznacza to jednak rezygnacji z jednostek spalinowych. Ferrari zamierza równolegle rozwijać samochody benzynowe i hybrydowe, pozostawiając klientom wybór pomiędzy różnymi rodzajami napędu.
Przypadek Luce pokazuje, że reakcje internetowej społeczności nie muszą przekładać się na rzeczywiste decyzje zakupowe. Ferrari zdołało zagospodarować całą zaplanowaną na przyszły rok pulę swojego pierwszego elektryka, mimo wysokiej ceny i kontrowersyjnej stylistyki. Dopiero ujawnienie wielkości produkcji oraz wyniki sprzedaży w kolejnych latach pozwolą jednak ocenić, jak duży sukces rynkowy odniesie ten model.






