⏱️ 3 min.

Nio rezygnuje z baterii półprzewodnikowej. Koniec marzeń o elektryku na 1 000 km?

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Kopeć

15-11-2025 11:11
Nio ET7

Chińskie Nio przez lata budowało swoją legendę wokół idei „elektryka na tysiąc kilometrów”, ale teraz samo przecięło tę opowieść. Producent oficjalnie zakończył produkcję baterii półprzewodnikowych 150 kWh, czyli najodważniejszej technologii, jaką wprowadziło do oferty. Decyzja zapadła po zaledwie kilkunastu miesiącach seryjnej produkcji i – co najciekawsze – nie wynikła z problemów technicznych, lecz z chłodnej kalkulacji klientów.

Ambitna technologia, która miała zmienić zasady gry

Nio przez lata budowało swój wizerunek marki, która nie boi się rzucać wyzwań całej branży. Gdy wielu producentów wciąż mówiło o prototypach, Nio wprowadziło do sprzedaży baterię półprzewodnikową o pojemności150 kWh, rozwijaną we współpracy z firmą WeLion. Technologia wyróżniała się ona imponującą gęstością energetyczną: ogniwa miały 360 Wh/kg, a kompletny pakiet 260 Wh/kg. Dla użytkownika oznaczało to zestaw tylko o 20 kg cięższy od klasycznej baterii 100 kWh, ale dający zasięg ponad 1 000 km w cyklu CLTC. Co więcej, obie baterie miały identyczne wymiary, dzięki czemu system wymiany akumulatorów Nio mógł przyjąć nowy pakiet bez najmniejszych modyfikacji. To tutaj tkwiła siła konceptu: wysoka gęstość energetyczna bez powiększania gabarytów.

Bateria, która była za droga nawet na chiński rynek

Nio wiedziało, że akumulator o pojemności 150 kWh będzie drogą zabawką, więc na początku oferowało go wyłącznie w modelu wynajmu. Producent podkreślał, że cena zakupu pakietu byłaby zbyt wysoka nawet w realiach rynku, gdzie elektryki są stosunkowo tanie. Dlatego użytkownicy mogli go wypożyczać na długie trasy, a stacje wymiany umożliwiały ekspresową wymianę. W najnowszej wersji robią one to w około 2,5 minuty, a na rynku chińskim stoją już w gęstej sieci. W teorii wszystko wyglądało jak marketingowy sen o przyszłości elektromobilności. W praktyce – jak przyznał sam prezes William Li – zainteresowanie było symboliczne. Według jego relacji zdecydowana większość kierowców wybierała standardowe pakiety 75 kWh, rzadziej 100 kWh. Na 150 kWh praktycznie nikt się nie decydował.

Szef Nio ostatecznie przeciął temat

William Li potwierdził, że produkcja baterii 150 kW została zakończona. Wyjaśnił to bardzo bezpośrednio:

Zbyt mało ludzi potrzebowało realnego zasięgu 1 000 km.

To stwierdzenie może brzmieć prowokacyjnie, ale ma solidne uzasadnienie. Infrastruktura wymiany akumulatorów w Chinach stała się tak dobra, że posiadanie gigantycznej baterii po prostu przestało mieć sens. Skoro można wymienić pakiet w czasie krótszym niż tankowanie, to wożenie dodatkowych 50 kWh energii jest dla większości kierowców zwykłą stratą pieniędzy.

Koniec w Chinach, koniec w Europie

Co ważne, Li jednoznacznie podkreślił, że technologia nie trafi już do Europy. Chociaż stacje wymiany akumulatorów pojawiają się również na Starym Kontynencie, to ich gęstość wciąż nie zbliża się do standardów chińskich. Producent uznał jednak, że nawet przy takim stanie infrastruktury popyt byłby równie niski. Warto dodać, że seryjna produkcja 150-kWh baterii rozpoczęła się dopiero w kwietniu poprzedniego roku, więc technologia przetrwała wyjątkowo krótko. Jak przyznał Li, projekt miał większą wartość marketingową niż użytkową – i trudno odmówić mu racji.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Kopeć

Mechanik z pasji, kierowca z wyboru. Od dzieciństwa rozbieram silniki, by później składać je lepiej niż fabryka.