MotoGuru.pl

Oto jak amerykański dealer Citroena opracował najszybszy pojazd w historii marki

Co można osiągnąć poprzez eksperymentalne połączenie francuskiej myśli technicznej i włoskiego serca? Niewiele (w każdej innej dziedzinie niż motoryzacja) lub najszybszego Citroena w historii, który swoją prędkością maksymalną byłby w stanie zawstydzić najnowsze Audi R8 V10.

W późnych latach 60. nad Maserati zebrały się czarne chmury. Wszystko wskazywało na to, że firma z Bolonii już wkrótce zostanie puszczona w niepamięć. Ale na szczęście tak się nie stało i na kartach włoskiej historii marki zapisał się Citroen. Francuskie przejęcie przedsiębiorstwa miało miejsce w 1968 roku.

Tym samym paryżanie upiekli dwie pieczenie na jednym ogniu. Czyli uratowali Maserati i rozwiązali problem mocy, który trapił przede wszystkim model DS. Wariant pokazany w 1965 roku korzystał ze 110-konnej jednostki o pojemności 2,2 litra. No i co tu dużo mówić: osiągi auta po prostu nie urywały pośladków. Nawet jak na tamte czasy.

W 1970 roku światło dzienne ujrzał zupełnie nowy Citroen – SM. Premiera miała miejsce podczas targów motoryzacyjnych w Genewie. Pod jego maską pracował 2,7-litrowy silnik V6 z 3 gaźnikami Webera. Rozwijał moc 170 KM. I robił robotę. Francuski samochód na tle m.in. BMW 3.0CS, Mercedesa 450 SLC, Jaguara XKE był w stanie rozwinąć wyższą prędkość maksymalną (220 km/h) oraz odznaczał się niższym zużyciem paliwa (około 12,5 l/100 km). Kluczem do sukcesu był współczynnik oporu powietrza Cx na imponującym poziomie 0,26. 

No dobra, ale 220 km/h to wciąż zdecydowanie mniej niż osiągniemy w jakieś 15 sekund w Audi R8 V10. I tutaj wchodzi zespół Jerry’ego Hatawaya. Ten facet został dealerem Citroena, podobno przez przypadek. Pracował jako specjalista od zawieszeń w salonie Buicka w Los Angeles. Jego pracodawca był zainteresowany rozszerzeniem asortymentu o Citroeny. Ale szybko z tego pomysłu się wycofał. Wystarczyło jedno spojrzenie na silnik V6, żeby stwierdził, że nie chce mieć z tą marką nic wspólnego. 

Inne nastawienie miał Jerry. Był po prostu znudzony ustawieniem zbieżności kół, tulei, itd. Chciał się nauczyć czegoś więcej. Citroen jawił się dla niego tym samym, czym poligon doświadczalny dla żołnierza. Amerykańskiego, bo francuski to wiadomo, biała flaga i fajrant. Po kilku latach pracy w różnych firmach zajmujących się samochodami francuskiej marki, Jerry w końcu sam wcielił się w rolę dealera, obsługując przede wszystkim właścicieli SM.

Jednym z klientów był niejaki John McKibben. Wkurzający gość, jak mantra powtarzał: SM to świetna baza na samochód do bicia rekordu Bonneville Land Speed Record. No i tak się złożyło, że w końcu słowa te dotarły do uszu Jerry’ego, który miał ambicję, by zostać drag racerem. Nigdy nie miał jednak czasu, by się w temat bardziej zaangażować.

Aż do „wtenczas”. Nie dość, że znalazł się facet ogarniający temat, to jeszcze sam Jerry miał w swoim warsztacie SM-a, który wyglądał tak, jakby dopiero wyszedł ze starcia z pociągiem towarowym. Postanowił go całkowicie odbudować. Dzięki modyfikacjom silnika, moc wzrosła do około 250 KM. Wtedy – w 1979 roku – udało się osiągnąć prędkość 243 km/h. Ale to był tylko pierwszy krok. W drugim zastosowano dwie turbosprężarki AiResearch. Rezultatem była moc około 530 KM. Jerry liczył, że dzięki nim uda się przebić magiczną barierę 200 mil na godzinę, czyli 321,8 km/h. 

Przeciwności losu w postaci pogody nie pomagały. Dopiero w 1985 roku SM dołączył do klubu „200 mph”, zdobywając przy okazji tytuł najszybszego Citroena świata. Na ledwie dwa lata. W 1987 roku żona Jerry’ego – Sylvia – przebiła rekord, rozpędzając się do 202,301 mph, czyli 325,57 km/h. Oczywiście w samochodzie należącym do Jerry’ego. 

Widoczny na zdjęciach pickup na bazie SM-a to też twór Jerry’ego. W latach 80. skradziono mu jego pojazd, którego używał do holowania wyścigowego SM-a. Podczas gdy większość osób po prostu kupiłoby inny samochód, Jerry zdecydował się na bardziej oryginalne rozwiązanie. Przekonwertował zwykłego SM-a na pickupa.

A teraz najciekawsze. Citroen SM Land Speed Racer jest na sprzedaż. Szacuje się, że przedmiot aukcyjny nr 47 może osiągnąć w drodze licytacji kwotę od 100 000 do 200 000 dolarów. Jeśli jesteście zainteresowani, odwiedźcie stronę Gooding & Company.

Krajobraz ze słonowodnego jeziora Bonneville fani kina mogą kojarzyć między innymi z filmu The World’s Fastest Indian: