Początek Grand Prix Holandii przyniósł poważne problemy na mokrej końcówce toru Zandvoort, a część kierowców po wyścigu zakwestionowała sposób przeprowadzenia procedury startowej. Pierre Gasly i Liam Lawson uważają, że okrążenie formujące za samochodem bezpieczeństwa utrudniło przygotowanie opon przed startem zatrzymanym, natomiast FIA wyjaśnia, że jej decyzja wynikała z informacji o stojącej wodzie na torze.
FIA dostała ostrzeżenie o stojącej wodzie
Warunki przed rozpoczęciem wyścigu były nietypowe. Deszcz pojawił się podczas ustawiania samochodów na polach startowych, ale znaczna część toru zdążyła już przeschnąć, gdy trzeba było zdecydować o sposobie rozpoczęcia rywalizacji.
FIA wysłała wcześniej samochód medyczny na okrążenie rozpoznawcze, co według przedstawiciela federacji nie jest standardową procedurą. Załoga przekazała informację o stojącej wodzie w zakrętach 2 i 3, przy czym trzeci zakręt, Hugenholtz, jest jednocześnie pierwszym mocno pochylonym łukiem toru.
Na tej podstawie dyrekcja wyścigu uznała, że bezpieczniej będzie przeprowadzić okrążenie formujące za samochodem bezpieczeństwa. Jednocześnie planowano start zatrzymany, ale takie rozwiązanie pozostawiało FIA możliwość zmiany decyzji i rozpoczęcia wyścigu startem lotnym, gdyby podczas okrążenia okazało się, że ilość wody nadal stanowi zbyt duże zagrożenie.
Gasly: normalne okrążenie pozwoliłoby lepiej rozgrzać opony
Problem polegał na tym, że poza kilkoma mokrymi fragmentami nawierzchnia była już wystarczająco sucha, aby kierowcy zdecydowali się na slicki. Jazda za samochodem bezpieczeństwa ograniczała jednak tempo, a tym samym możliwość skutecznego przygotowania ogumienia przed startem.
Pierre Gasly uważał, że jeśli wyścig i tak miał rozpocząć się ze startu zatrzymanego, korzystniejszym rozwiązaniem byłoby zwykłe okrążenie formujące:
Jeżeli mieliśmy zrobić to tak, jak zrobiliśmy, czyli jedno okrążenie za samochodem bezpieczeństwa, a potem start zatrzymany, wolałbym po prostu normalne okrążenie wyjazdowe, żebyśmy mogli pojechać trochę szybciej. Myślałem, że chodziło o to, żeby przynajmniej raz przejechać przez ostatni zakręt i pochylenie za samochodem bezpieczeństwa przed normalnym startem wyścigu. I tak, było tam wilgotno.
Gasly wskazywał, że jego zdaniem należało wybrać jedno z dwóch bardziej typowych rozwiązań: normalne okrążenie formujące i start zatrzymany albo pozostanie dłużej za samochodem bezpieczeństwa.
Kierowca Alpine dodał:
Jestem pewien, że podczas następnego wyścigu przeanalizujemy opinie kierowców. Ale moim zdaniem powinno to być albo bez samochodu bezpieczeństwa i tylko jedno okrążenie formujące, albo z samochodem bezpieczeństwa, ale przynajmniej z jednym dodatkowym okrążeniem.
Lawson: to nie miało sensu
Podobne zastrzeżenia zgłosił Liam Lawson, zastępujący w Red Bullu jednego z podstawowych kierowców. Nowozelandczyk twierdził, że jeszcze przed startem spodziewał się problemów wynikających z wybranej procedury:
Nie wiem, dlaczego mieliśmy samochód bezpieczeństwa. Zrobienie startu zatrzymanego i jednocześnie przejechanie okrążenia za samochodem bezpieczeństwa nie ma sensu. Nie jestem pewien, jakie było uzasadnienie tej decyzji, ale mam wrażenie, że wszyscy widzieliśmy, co może się wydarzyć. Prawdopodobnie wszyscy mówiliśmy to samo, kiedy dostaliśmy tę informację, ale nie mieliśmy na to wpływu.
Ostatnie zakręty były zupełnie inne niż reszta toru
Ryzyko szybko stało się widoczne. Max Verstappen rozbił Red Bulla przy wyjściu z ostatniego zakrętu już na pierwszym okrążeniu. Gabriel Bortoleto również stracił kontrolę nad Audi, lecz uniknął uderzenia w barierę, a Nico Hulkenberg zdołał ominąć samochód zespołowego partnera.
Bortoleto podkreślał, że warunki w tej części toru zdecydowanie odbiegały od pozostałych fragmentów:
Szczerze mówiąc, chodziło tylko o ten zakręt. Tam były warunki właściwie na pełne opony deszczowe. Myślę, że dlatego Max stracił panowanie i u mnie było dokładnie tak samo. Byłem po dolnej stronie pochylenia. Kiedy zobaczyłem przed sobą dużo dymu, wykonałem chyba niewielki ruch w lewo i gdy to zrobiłem, również straciłem panowanie.
Lawson zwracał uwagę na ten sam kontrast. Według niego pierwsza część okrążenia była sucha, podczas gdy ostatnie zakręty pozostawały bardzo mokre. Przy dużej mocy samochodów i slickach nawet niewielkie przekroczenie granicy przyczepności mogło więc natychmiast skończyć się poślizgiem.
Sainz nie wierzy, że start lotny rozwiązałby problem
Nie wszyscy kierowcy uznali jednak alternatywną procedurę za oczywiste rozwiązanie. Carlos Sainz uważał, że start lotny prawdopodobnie niewiele by zmienił, ponieważ problem pojawiał się dopiero pod koniec okrążenia, kiedy stawka i tak zaczynała się rozciągać.
Kierowca Williamsa powiedział:
Myślę, że ponieważ działo się to pod koniec okrążenia, start bez zatrzymania, czyli start lotny, zakończyłby się takim samym rezultatem, bo do tego momentu wszyscy jechaliśmy już jeden za drugim. Nie sądzę więc, żeby wiele to zmieniło. To niefortunna sytuacja, w której bardzo dużo wody znajdowało się tylko w jednym zakręcie.
Ostatecznie kierowcy musieli sami ocenić, jak duży margines pozostawić na najbardziej mokrej części toru. Lawson zaznaczył, że celowo mocno odpuścił w ostatnim zakręcie, ponieważ nie był w stanie przewidzieć poziomu przyczepności.
Verstappen nie obwiniał FIA za swój wypadek
Mimo dyskusji o procedurze startowej Max Verstappen nie próbował wiązać swojego wypadku z decyzją dyrekcji wyścigu. Holender przyznał, że popełnił własny błąd, sądząc, że może wcześniej wrócić na gaz na fragmencie nawierzchni, który w rzeczywistości pozostawał bardzo mokry.
Spór dotyczy więc przede wszystkim tego, czy FIA mogła lepiej pogodzić bezpieczeństwo z potrzebą rozgrzania opon przed startem. Federacja argumentuje, że musiała działać na podstawie informacji dostępnych przed rozpoczęciem wyścigu, podczas gdy część kierowców uważa, że jedno wolne okrążenie za samochodem bezpieczeństwa pozostawiło ich w wyjątkowo trudnej sytuacji na slickach.






