Przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h w obszarze zabudowanym to nie tylko finansowe obciążenie, ale przede wszystkim automatyczna utrata prawa jazdy na trzy miesiące. Przekonali się o tym dwaj młodzi kierowcy, których entuzjazm – w obud przypadkach za kierownicą BMW – okazał się znacznie szybszy od wyobraźni.
19-latek na Podkarpaciu
W Przysietnicy na Podkarpaciu policjanci z brzozowskiej drogówki zatrzymali 19-latka, który w terenie zabudowanym pędził 107 km/h. Oznacza to przekroczenie dozwolonej prędkości o 57 km/h. Mężczyzna zdał egzamin zaledwie trzy dni wcześniej. Efekt kontroli? Mandat w wysokości 1500 zł, 13 punktów karnych oraz obligatoryjne zatrzymanie prawa jazdy na kwartał.
Policyjny Ford Mustang został rozbity pod Radomiem. Jechał na sygnale
17-latek w Radomiu
Niemal identyczny scenariusz rozegrał się w Radomiu. Tam policyjni motocykliści namierzyli 17-latka, który ulicą Starokrakowską jechał 103 km/h przy ograniczeniu do „pięćdziesiątki”. Młody kierowca cieszył się uprawnieniami zaledwie od kilku godzin. Co istotne, na miejscu pasażera siedział dorosły, 38-letni mężczyzna z wieloletnim stażem za kółkiem, co stawia zachowanie młodego kierowcy w jeszcze bardziej krytycznym świetle.
Szybkie pożegnanie z „prawkiem”
Oba przypadki są bolesnym dowodem na to, że techniczne opanowanie pojazdu potwierdzone egzaminem państwowym nie jest tożsame z umiejętnością bezpiecznej jazdy. Z perspektywy przepisów drogowych, brak doświadczenia nie stanowi żadnej taryfy ulgowej. Policja niezmiennie przypomina, że nadmierna prędkość w obszarze zabudowanym pozostaje głównym czynnikiem ryzyka najtragiczniejszych zdarzeń, a trzy miesiące zakazu to dla każdego kierowcy czas na wyciągnięcie surowych wniosków z własnej brawury.






