Subaru zaprezentowało prototyp samochodu elektrycznego o mocy około 510 KM, który przyspiesza do 100 km/h w mniej niż 4 sekundy. Jeszcze ważniejsze jest jednak to, co kryje się pod jego nadwoziem. Japoński producent opracowuje własną architekturę elektryczną, lżejsze akumulatory i nowe układy sterowania, aby odzyskać większą kontrolę nad technologią swoich samochodów i zmniejszyć zależność od Toyoty.
Prototyp o osiągach auta sportowego
Podczas prezentacji strategii technologicznej w ośrodku badawczym w Sano w Japonii Subaru ujawniło pierwsze szczegóły swojej nowej platformy dla samochodów elektrycznych. Dziennikarze mogli zobaczyć jeżdżący prototyp wykorzystujący zmodyfikowane nadwozie Outbacka, z wydłużonym rozstawem osi. Nie jest to jednak zapowiedź konkretnego modelu produkcyjnego, lecz pojazd służący do testowania nowych rozwiązań.
Największe wrażenie robi układ napędowy. Prototyp ma dwa silniki elektryczne, po jednym przy każdej osi, zapewniające napęd na cztery koła. Łączna moc wynosi około 510 KM, a przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje mniej niż 4 sekundy. To osiągi, które jeszcze niedawno kojarzyły się przede wszystkim z najmocniejszymi sportowymi odmianami samochodów.
Przedni silnik rozwija około 204 KM, natomiast tylny – około 312 KM. Wartości te są zaokrąglone, a ich suma nie musi odpowiadać dokładnie maksymalnej mocy całego układu. Istotniejsze jest to, że Subaru wyraźnie stawia na mocniejszą tylną oś, co daje inżynierom możliwość odpowiedniego kształtowania charakterystyki prowadzenia samochodu.
Producent nie ujawnił jeszcze pojemności akumulatora, zasięgu ani maksymalnej mocy ładowania. Nie wiadomo również, czy przyszłe modele seryjne będą oferowały równie wysoką moc. Pokazany samochód jest przede wszystkim demonstratorem technologii, a nie gotowym elektrycznym Outbackiem czy zapowiedzią nowego STI.
Nowe silniki i akumulator
Osiągi prototypu to tylko część większego projektu. Subaru pracuje nad ograniczeniem masy całej konstrukcji, co w przypadku samochodów elektrycznych ma szczególne znaczenie. Duże akumulatory zwiększają masę pojazdu, a ta wpływa na zużycie energii, zachowanie w zakrętach i skuteczność hamowania.
Nowa architektura ma być o około 100 kg lżejsza od dotychczasowych rozwiązań. Do osiągnięcia tego celu mają przyczynić się między innymi bardziej kompaktowe silniki elektryczne oraz zupełnie nowy akumulator.
Jednostki napędowe opracowano we współpracy z firmą Aisin, należącą do grupy Toyota. Według informacji przekazanych przez inżynierów Subaru nowe silniki są mniejsze i lżejsze od obecnie stosowanych, a ich sprawność ma być o 30% wyższa względem przyjętego przez producenta punktu odniesienia do średniej rynkowej. Nie podano jednak dokładnej metodologii tego porównania, dlatego nie można na tej podstawie wyliczyć poprawy zasięgu.
Równie istotne zmiany dotyczą magazynowania energii. Subaru wspólnie z Panasonic Energy opracowuje akumulator wykorzystujący 4000 cylindrycznych ogniw litowo-jonowych. Prace nad tym rozwiązaniem rozpoczęły się we wrześniu 2024 roku.
Według przedstawionych założeń nowy akumulator ma być o 25% lżejszy od wcześniejszej konstrukcji Subaru. Producent zamierza również uzyskać gęstość energii o 20% wyższą od średniej branżowej. To ambitne cele, ale bez znajomości pojemności pakietu i parametrów samochodu trudno jeszcze ocenić ich praktyczne znaczenie.
Niepewna pozostaje także przyszłość części inwestycji produkcyjnych. Subaru i Panasonic planowały uruchomienie w japońskim Oizumi zakładu wytwarzającego akumulatory nowej generacji, z docelową wydajnością 20 GWh rocznie do 2030 roku. W maju 2026 roku Subaru poddało jednak ten projekt ponownej analizie, a zakład ma początkowo służyć produkcji aut spalinowych.
Nowa platforma ma poprawić bezpieczeństwo
Subaru zamierza wykorzystać własną architekturę nie tylko do poprawy osiągów i efektywności energetycznej. Zmodyfikowano również przednią część konstrukcji, aby podczas zderzenia skuteczniej pochłaniała energię i lepiej chroniła pasażerów oraz akumulator.
Ciekawym rozwiązaniem jest sposób zamocowania przedniego silnika elektrycznego. Zaprojektowano go tak, aby podczas kolizji mógł się obrócić, ograniczając przenoszenie sił uderzenia na pozostałe elementy konstrukcji. To przykład rozwiązania, w którym rozmieszczenie podzespołów napędu elektrycznego podporządkowano również wymaganiom bezpieczeństwa biernego.
Nowa platforma ma ponadto otrzymać zintegrowany układ sterowania, który pozwoli lepiej koordynować pracę napędu i pozostałych systemów samochodu. Dla Subaru szczególnie istotna pozostaje możliwość samodzielnego rozwijania charakterystyki napędu na cztery koła, od lat stanowiącego jeden z najważniejszych elementów tożsamości marki.
Subaru nie chce polegać na technologii Toyoty
Dotychczasowa strategia elektryfikacji Subaru opierała się w dużym stopniu na współpracy z Toyotą, która posiada około 21% udziałów w japońskiej firmie. Modele Solterra, Uncharted i Trailseeker, a także zapowiedziany Getaway, korzystają z rozwiązań opracowywanych wspólnie z większym partnerem.
Taka współpraca pozwoliła Subaru szybciej wejść na rynek samochodów elektrycznych bez konieczności samodzielnego finansowania całego procesu rozwojowego. Ma jednak również ograniczenia. Korzystanie ze wspólnej technologii utrudnia wyraźne odróżnienie samochodów obu marek, zwłaszcza pod względem konstrukcji i charakterystyki napędu.
Dlatego Subaru chce mieć większy wpływ na projektowanie swoich przyszłych elektryków. Nie oznacza to jednak zerwania współpracy z Toyotą. Przykładowo Aisin, współtwórca nowych jednostek napędowych, jest przecież związany z grupą Toyota, a ogniwa akumulatorowe powstają we współpracy z Panasonic Energy.
Zmiana polega więc przede wszystkim na odzyskaniu kontroli nad architekturą samochodu, jego oprogramowaniem i charakterystyką jazdy, a nie na całkowitej rezygnacji z zewnętrznych dostawców.
To szczególnie istotne dla stosunkowo niewielkiego producenta, który musi wyróżniać się na tle znacznie większych koncernów. Własne rozwiązania techniczne mogą pozwolić Subaru zachować odrębność, nawet jeśli poszczególne komponenty nadal będą opracowywane wspólnie z partnerami.
Subaru stawia na własne oprogramowanie
Równolegle z rozwojem platformy elektrycznej Subaru przygotowuje nową generację samochodów definiowanych programowo, określanych skrótem SDV (Software-Defined Vehicle). Chodzi o pojazdy, których wybrane funkcje i parametry będzie można rozwijać za pomocą aktualizacji oprogramowania, również po opuszczeniu fabryki.
Według Reutersa Subaru zamierza stopniowo wprowadzać nowy zintegrowany sterownik elektroniczny ECU do całej gamy modelowej. Ma on odpowiadać za współpracę różnych układów samochodu, w tym systemów wspomagania kierowcy, funkcji związanych z automatyzacją jazdy i sterowania zachowaniem pojazdu.
Układ półprzewodnikowy stanowiący podstawę nowego sterownika opracowano wspólnie z amerykańską firmą AMD. Subaru chce przy tym ujednolicić architekturę elektroniczną swoich samochodów elektrycznych, hybrydowych i spalinowych, aby ograniczyć koszty oraz uprościć dalszy rozwój oprogramowania.
Co ciekawe, Subaru nie planuje obecnie korzystać z platformy programowej Arene opracowanej przez Toyotę. To ważna deklaracja, ponieważ Toyota intensywnie rozwija własny ekosystem oprogramowania i zakłada, że do 2030 roku Arene będzie trafiać do 10 mln nowych samochodów rocznie, obejmując około 50 modeli.
Subaru wybiera zatem własną drogę w obszarze elektroniki, mimo utrzymywania szerokiej współpracy przemysłowej z Toyotą. Dla kierowców może to w przyszłości oznaczać większe różnice między samochodami obu marek, nie tylko w wyglądzie czy wyposażeniu, lecz także w sposobie działania napędu i systemów pokładowych.
Nowe Subaru mają powstawać o 40% szybciej
Zmiany obejmują także sposób projektowania samochodów. Subaru zapowiedziało, że zamierza skrócić czas opracowywania nowych modeli o około 40%. Ma to umożliwić szybsze reagowanie na zmiany technologiczne i oczekiwania klientów.
Podstawą nowego podejścia będą symulacje cyfrowe, pozwalające sprawdzać rozwiązania konstrukcyjne jeszcze przed zbudowaniem fizycznych prototypów. Producent chce również prowadzić równolegle większą część prac projektowych, testowych i przygotowań do produkcji, zamiast realizować je kolejno.
Jak podaje EVXL, według dyrektora Subaru odpowiedzialnego za rozwój cyfrowych samochodów, Eijiego Shibaty, jeżdżący prototyp powstał około roku po rozpoczęciu prac prowadzonych z wykorzystaniem cyfrowych metod projektowania. Pokazuje to potencjał nowego procesu, choć nie oznacza jeszcze osiągnięcia zapowiadanego skrócenia czasu rozwoju seryjnych modeli.
Subaru nie zamierza przy tym konkurować wyłącznie liczbą zaawansowanych funkcji. Podczas prezentacji w Sano Shibata podkreślał, że samochody definiowane programowo powinny przede wszystkim oferować rozwiązania przydatne w codziennym użytkowaniu. Producent chce również utrzymać ich ceny na poziomie pozwalającym dotrzeć do szerszej grupy klientów.
Pierwsze technologie od 2029 roku
Subaru nie podało jeszcze konkretnej daty premiery pierwszego seryjnego samochodu opartego na nowej platformie elektrycznej. Przedstawiciele producenta zapowiadają natomiast, że część opracowywanych rozwiązań powinna trafić do klientów od 2029 roku.
To istotne rozróżnienie, ponieważ wcześniej firma planowała wprowadzenie pierwszych samodzielnie opracowanych elektryków do 2028 roku, lecz harmonogram został przesunięty. Nie można więc traktować 2029 roku jako potwierdzonej daty debiutu konkretnego modelu z nową architekturą.
Równolegle Subaru rozwija kolejną generację systemu EyeSight, wykorzystującą sztuczną inteligencję i nowy sterownik elektroniczny. Prace obejmują także bardziej efektywne silniki spalinowe, przeznaczone do przyszłych samochodów benzynowych i hybrydowych.
W praktyce oznacza to strategię rozwoju kilku rodzajów napędu jednocześnie. Subaru nie zamierza uzależniać swojej przyszłości wyłącznie od samochodów elektrycznych, a nowe rozwiązania elektroniczne mają być wykorzystywane również w modelach wyposażonych w silniki spalinowe.
Najważniejszym rezultatem całego projektu może więc okazać się nie sam prototyp o mocy 510 KM, lecz większa niezależność technologiczna Subaru. Lżejsza konstrukcja, własne oprogramowanie i możliwość precyzyjnego dostrajania napędu na cztery koła mogą pomóc marce zachować charakter, z którego jest znana. Ostateczna ocena będzie jednak możliwa dopiero wtedy, gdy nowe rozwiązania trafią do seryjnych samochodów i pokażą swoje możliwości w rzeczywistych warunkach.






