⏱️ 3 min.

Tak brzmi Ferrari Luce. Elektryk z Maranello nie udaje V12

Zdjęcie autora artykułu

Piotr Popiołek

28-05-2026 09:05
Ferrari Luce

Ferrari Luce, pierwszy elektryczny model marki, znów podzielił internet. Tym razem nie chodzi o wygląd, lecz o dźwięk sztucznego napędu, który udało się ekipie Motor1.com wyłuskać z filmu premierowego po usunięciu głosów Charlesa Leclerca i Lewisa Hamiltona.

Z nagrania wynika, że Ferrari nie poszło w stronę teatralnej imitacji skrzyni biegów ani wyraźnego symulatora silnika spalinowego. Dźwięk Luce brzmi raczej jak futurystyczny, dość typowy odgłos auta elektrycznego, z delikatną sugestią głębszego tonu. Jeżeli ktoś liczył na cyfrowe echo V12 z Maranello, może poczuć lekki chłód.

Nie ma zmiany biegów, choć są duże łopatki

Najciekawszy szczegół dotyczy łopatek przy kierownicy. Ferrari Luce ma duże łopatki, ale marka tłumaczy, że służą one do regulacji rekuperacji, czyli odzyskiwania energii podczas zwalniania. Nie mają więc symulować zmiany przełożeń ani budować wrażenia jazdy klasycznym Ferrari.

To istotne, bo wielu producentów elektrycznych aut sportowych próbuje dziś ratować emocje za pomocą sztucznego dźwięku, udawanych przełożeń albo reakcji przypominających silnik spalinowy. Ferrari najwyraźniej nie pokazało w tym materiale niczego tak radykalnego. Luce brzmi cyfrowo, czysto i przewidywalnie.

Ferrari mogło zaszaleć bardziej

Jak dotąd nie ma informacji o pełnej gamie trybów jazdy ani o tym, czy Luce dostanie inne warianty brzmienia. Na razie słychać tylko próbkę z filmu premierowego, więc nie można wykluczyć, że samochód ma bardziej efektowne ustawienia. Problem w tym, że pierwsze wrażenie nie obiecuje wielkiego spektaklu.

Teoretycznie Ferrari mogłoby sięgnąć po cyfrowe nawiązanie do brzmienia 812 Competizione albo nawet do wyścigowego V10 z bolidu F2004. Taki zabieg byłby kontrowersyjny, ale przynajmniej dawałby fanom jasny sygnał, że Maranello chce przenieść własną legendę do ery elektrycznej.

Na oficjalnym kanale Ferrari na YouTubie znajdziemy film z udziałem Lewisa Hamiltona, Charlesa Leclercka i Ferrari Luce. Warto obejrzeć, a następnie przewinąć do sekcji… komentarzy:

Największy problem Luce nie leży tylko w dźwięku

Reakcja na Ferrari Luce od początku była ostra, bo pierwszy elektryk marki zderza się z oczekiwaniem, które ciąży na każdym Ferrari. Samochód z Maranello nie ma być tylko szybki ani technicznie dopracowany. Ma jeszcze wzbudzać emocje, a w przypadku elektryka to zadanie jest wyjątkowo trudne.

Dźwięk jest tu symbolem większego napięcia. Ferrari może zbudować bardzo skuteczny samochód elektryczny, ale musi jeszcze przekonać fanów, że bez spalinowego silnika nadal istnieje charakter marki. To nie jest tylko kwestia decybeli, lecz całej dramaturgii i teatralności podczas jazdy.

Na razie jest poprawnie, ale bez iskry

Najuczciwsza ocena tej próbki brzmi: Ferrari Luce nie wypada kompromitująco, ale też nie daje powodu do ekscytacji. Brzmienie jest nowoczesne i pasuje do elektrycznego auta, lecz równie dobrze mogłoby pojawić się w wielu innych modelach EV. A to dla Ferrari jest właśnie niewygodna część historii.

Dopiero jazda testowa pokaże, czy sztuczny dźwięk zmienia się pod obciążeniem, czy reaguje na styl jazdy i czy potrafi budować napięcie. Po samym filmie premierowym widać jednak, że Luce nie próbuje jeszcze wygrać serc fanów symulowanym koncertem. Na razie gra bez fałszu, ale też bez bisu.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Piotr Popiołek

Redaktor działu Porady
Uwielbiam samochody… dopóki nie trzeba płacić za paliwo i ubezpieczenie. Na szczęście pisanie o nich jest darmowe.

© 2026 MotoGuru.pl