Nowe elektryki zbyt często wracają do serwisu. Norwegowie wskazują co się psuje

NAF i norweski Forbrukerrådet oceniają, że na rynku jest zbyt wiele nowych samochodów elektrycznych z usterkami, szczególnie w modelach pierwszej generacji. Dealerzy i serwisy mierzą się z niezadowoleniem klientów, a źródłem problemów coraz częściej staje się oprogramowanie. Jednocześnie widać sygnały, że część marek ograniczyła skalę typowych „chorób wieku dziecięcego”.
Norweski magazyn Motor opisał przypadek Amira Holta i jego rodziny, którzy z powodu usterek mieli 35 wizyt w warsztacie ze Skodą Enyaq z 2021 roku. Szef firmy Mobile, Ole Grangaard, wiąże takie historie z wprowadzaniem aut na rynek zbyt wcześnie. Wskazuje też, że konsekwencje ponoszą zarówno klienci, jak i sieć dealerska.
Dealerzy: auta trafiają do klientów za szybko
Mobile działa w Norwegii jako sieć z ponad 30 dealerami i 20 warsztatami. Firma sprzedaje 20 marek, w tym Volkswagen, Skoda, Opel i Renault. Grangaard łączy dużą liczbę problemów z tym, że nowe modele nie są wystarczająco przetestowane przed debiutem. Ole Grangaard z Mobile mówi:
Prawdopodobnie dzieje się tak dlatego, że nowe modele samochodów trafiają na rynek zbyt wcześnie i zanim zostaną dostatecznie gruntownie przetestowane. Później cierpią na tym zarówno klienci, jak i my, dealerzy.
„Niedopieczone bułki” i rosnący ciężar oprogramowania
NHTSA w USA odnotowała wzrost liczby akcji przywoławczych związanych z oprogramowaniem o 35% między 2023 a 2024 rokiem. SDVinsider opisuje ten trend w materiale o roli oprogramowania w branży. Obraz rynku pasuje do kierunku, w którym współczesne auta coraz mocniej opierają się na kodzie i elektronice. Redaktor Bilnytt.no, Atle Tuverud, porównuje część wczesnych elektryków do produktów niedokończonych. Zwraca uwagę, że kilka lat temu niektóre modele trafiały do klientów z systemami operacyjnymi, które nie były w pełni gotowe na start produkcji. Podkreśla też, że w praktyce część ciężaru „doprowadzania auta do formy” spadała na autoryzowane serwisy. Atle Tuverud z Bilnytt.no mówi:
W pewnym sensie można powiedzieć, że dealerzy stawali się w niektórych przypadkach niemal producentami samochodów. Gdy producenci dostarczali do Norwegii niedokończone auta elektryczne, dealerzy dostawali wielkie dodatkowe zlecenia na poprawki w samochodach, które już wydano klientom. Porównaliśmy to do półpieczonych bułek, w stylu „metody Hatting”.
NAF: mniej „mechaniki”, więcej trudnych do uchwycenia usterek
Benny Christensen z NAF Advokat zwraca uwagę, że dawniej „choroby wieku dziecięcego” częściej miały charakter mechaniczny i były łatwiejsze do usunięcia lokalnie. Teraz widzi przesunięcie w stronę błędów, które wynikają z oprogramowania i bywają trudniejsze do zdiagnozowania. Opisuje je jako usterki nieoczywiste, a jednocześnie realnie uciążliwe dla kierowcy. Benny Christensen z NAF Advokat mówi:
Wcześniej też widzieliśmy choroby wieku dziecięcego, ale zwykle były to mechaniczne usterki, które lokalny dealer z warsztatem potrafił dość łatwo usunąć. Teraz jest znacznie więcej problemów o niejasnym charakterze. Mogą być trudne do uchwycenia, a jednocześnie stanowią duży kłopot dla klientów, i lokalny dealer nie zawsze jest w stanie je rozwiązać, nawet jeśli robi, co może.
Forbrukerrådet: prawa kupującego nie znikają, nawet jeśli auto jest „pierwszej generacji”
Thomas Iversen z Forbrukerrådet mówi wprost o zbyt dużej liczbie usterek w nowych elektrykach, szczególnie w pierwszych generacjach modeli. Zachęca kierowców do szybkiego zgłaszania problemów sprzedawcy. Wskazuje, że branża potrzebuje takich sygnałów, żeby poprawiać produkty i procesy. Thomas Iversen z Forbrukerrådet mówi:
To wyboista droga zarówno dla branży, jak i dla konsumentów. Nawet jeśli część problemów bywa trudna do rozwiązania, chcemy podkreślić, że konsumenci mają te same prawa, także gdy kupują elektryka pierwszej generacji. Warto być czujnym i szybko zgłaszać sprzedawcy, jeśli coś jest nie tak.
W praktyce Iversen kładzie nacisk na prostą zasadę: szybka reakcja ułatwia egzekwowanie uprawnień i przyspiesza ścieżkę napraw. Dla sieci dealerskich to także informacja zwrotna, która może ograniczać powtarzalność usterek w kolejnych partiach aut.
- Szybko zgłaszaj usterkę sprzedawcy, gdy tylko się pojawi.
- Traktuj problemy z nowym autem jak sprawę do wyjaśnienia, a nie „urok nowoczesności”.
- Wymagaj jasnej komunikacji: co zdiagnozowano i co naprawiono.
Są sygnały poprawy, ale serwisy dostają nowe wyzwania
Forbrukerrådet i NAF wskazują, że pierwsze generacje Tesli Model 3 i Model S miały opinię modeli z licznymi drobnymi usterkami, a wczesne wersje VW ID.3, Volvo XC40 i Skody Enyaq również miewały „choroby wieku dziecięcego”. Christensen mówi, że Tesla i VAG w ostatnich latach wyraźnie poprawiły swoje auta. Tuverud dodaje, że to, co wcześniej wyglądało jak „półpieczone bułki”, coraz częściej przypomina produkt dopracowany.
Spadek liczby napraw gwarancyjnych potrafi jednak tworzyć paradoks: część autoryzowanych warsztatów nagle ma mniej pracy. Tuverud zwraca uwagę, że norweskie serwisy odczuwają skutki przejścia na dużą flotę elektryczną, bo z rynku znikają dobrze płatne, rutynowe usługi typowe dla aut spalinowych, jak wymiany oleju. Branża poprawia jakość, ale równolegle musi przestawić model biznesowy na nową rzeczywistość.
O autorze
Marek Karpiuk
Najnowsze

Verstappen bezradny w Chinach. Red Bull ma auto, z którym nie da się walczyć

Ford odświeża Capri i Explorera. Zasięg rośnie do 444 km, a to dopiero początek zmian

16-latek miał ukraść Lamborghini Urus i jeździć nim po mieście przez 16 godzin. Skończył na… ogrodzeniu

Francja walczy z aferą rejestracyjną. Ponad 1 mln aut mogło dostać lewe papiery



