Pierwszy weekend Formuły 1 na Madring przypada na dni 11-13 września, ale nowy tor zdążył wcześniej pokazać, że nie wybacza błędów. Podczas dwudniowych testów Formuły 3 doszło do licznych kontaktów z bandami, a James Vowles z Williamsa określił obiekt mianem potencjalnego „zabójcy samochodów”. Carlos Sainz studzi jednak emocje: F1 dopiero przekona się, czy problemy juniorskiej serii przełożą się na znacznie bardziej zaawansowane bolidy.
19 czerwonych flag
Najbardziej wymownym ostrzeżeniem przed pierwszym Grand Prix na Madringu były jazdy Formuły 3. W trakcie dwudniowego testu sesje przerywano czerwonymi flagami aż 19 razy, choć nie każda z nich była bezpośrednim skutkiem wypadku. Dziesięciu kierowców zaliczyło kontakt z barierami, a według informacji przytaczanych przez Jamesa Vowlesa skutkiem były między innymi trzy uszkodzone podwozia i sześć awarii zawieszenia.
Nie oznacza to automatycznie, że podczas weekendu F1 dojdzie do podobnej liczby zdarzeń. Bolidy Formuły 1 mają inną konstrukcję, zawieszenie i charakterystykę aerodynamiczną, a doświadczenie kierowców jest nieporównywalne. Test pokazał jednak, że na nowym torze margines błędu w kilku miejscach jest bardzo niewielki.
Carlos Sainz zwrócił uwagę, że określenie „zabójca samochodów” na razie odnosi się przede wszystkim do tego, co wydarzyło się w Formule 3. Hiszpan po jazdach w symulatorze Williamsa nie ma jednak wątpliwości, że konfiguracja będzie wymagająca również dla kierowców królowej motorsportu.
Ściany blisko toru
Madring nie jest klasycznym torem ulicznym. Trasa wokół terenów IFEMA łączy fragmenty prowadzące po istniejących drogach z odcinkami zbudowanymi specjalnie na potrzeby zawodów. Ma 5,4 km długości i 22 zakręty, a jej charakter zmienia się kilkukrotnie w czasie jednego okrążenia.
Kierowcy będą mierzyć się zarówno z długimi prostymi i mocnymi hamowaniami, jak i szybkimi łukami oraz ciasnymi fragmentami ograniczonymi barierami. Organizator przewiduje prędkość około 340 km/h w najszybszym miejscu, natomiast przed zakrętem nr 5 bolidy mają zwalniać z około 340 do 80 km/h.
Do tego dochodzą wyraźne zmiany wysokości. Odcinek prowadzący w stronę Las Cárcavas obejmuje podjazd o nachyleniu 8%, po którym następuje zjazd o nachyleniu 5%. Zakręt nr 7 jest przy tym ślepy, więc kierowca musi odpowiednio ustawić samochód, zanim zobaczy dalszą część toru.
Relacje kierowców F3 po pierwszych szybkich przejazdach wskazywały również na drobne nierówności nawierzchni oraz bardzo niewielką odległość od ścian w niektórych miejscach. To kombinacja, która premiuje zdecydowaną jazdę, ale jednocześnie mocno podnosi cenę nawet niewielkiego błędu.
La Monumental
Najbardziej charakterystycznym elementem Madringu jest zakręt nr 12, nazwany La Monumental. To około 550-metrowy, mocno pochylony łuk, którego maksymalne nachylenie wynosi 24%. Według organizatorów kierowcy mają pokonywać go około sześciu sekund.
Sama geometria zakrętu nie jest jego jedyną trudnością. Przy wyjeździe pojawia się zmiana kompresji i ograniczona widoczność. Carlos Sainz po zapoznaniu się z obiektem zwrócił uwagę właśnie na połączenie pochylenia, różnic wysokości i ślepego wyjścia, określając tę część toru jako jedną z najbardziej nietypowych, jakie widział.
Przed La Monumental znajduje się wolniejsza sekwencja zakrętów. Została ona wprowadzona między innymi ze względów bezpieczeństwa, ponieważ pierwotna konfiguracja oznaczałaby zbyt wysoką prędkość wjazdu i długotrwałe przeciążenia. Efektem ubocznym może być możliwość odzyskania energii przed pokonaniem najbardziej widowiskowego łuku toru.
Obciążenia będą jednak poważnym tematem. Według informacji przytaczanych przez osoby związane z F1 Pirelli spodziewa się, że przejazd przez La Monumental może generować o około 20–30% większe obciążenie opon niż porównywalne pochylone zakręty w Zandvoort.
Sainz spodziewa się trudnego weekendu
Sainz zna Madring lepiej niż większość kierowców F1. Jest ambasadorem Grand Prix, jako pierwszy przejechał kompletną trasę po ułożeniu asfaltu samochodem sportowym, a później przygotowywał się również w symulatorze. Hiszpan podkreśla, że tor ma charakter i wymaga precyzji, ale nie chce jeszcze przesądzać, czy okaże się równie niszczycielski dla samochodów F1 jak dla konstrukcji Formuły 3.
Pierwsze treningi będą więc czymś więcej niż standardowym szukaniem ustawień. Zespoły nie mają historycznych danych z tego obiektu, a kierowcy dopiero w samochodach F1 poznają rzeczywistą przyczepność, nierówności, tarki i konsekwencje jazdy blisko barier.
Madring ma też elementy sprzyjające walce. Na końcu 589-metrowej prostej startowej samochody mają hamować z około 320 do 100 km/h, a kolejne mocne hamowanie pojawi się przed zakrętem nr 5. Organizatorzy wskazują oba miejsca jako potencjalne strefy wyprzedzania.
Debiut Madringu
Nowy obiekt będzie gospodarzem Grand Prix Hiszpanii od 11 do 13 września 2026 roku. Umowa Madrytu z Formułą 1 obowiązuje co najmniej do 2035 roku, więc niezależnie od tego, jak przebiegnie pierwszy weekend, Madring ma zostać w kalendarzu na dłużej.
Test Formuły 3 sugeruje jednak, że kierowcy F1 dostaną tor o zupełnie innym charakterze niż wiele współczesnych obiektów z dużymi asfaltowymi poboczami. Tutaj w części zakrętów za przekroczenie granicy przyczepności może natychmiast przyjść rachunek w postaci kontaktu z bandą.
Dopiero treningi pokażą, czy określenie Vowlesa o „zabójcy samochodów” było trafną zapowiedzią, czy jedynie reakcją na wyjątkowo burzliwe testy juniorskiej serii. Pewne jest jedno: przed premierowym Grand Prix Madring już zdążył wzbudzić respekt w padoku.






