Ferrari Purosangue raczej nie kojarzy się z wyprawami przez Andy, boliwijską Drogę Śmierci czy bezdrożami prowadzącymi w stronę Alaski. Niemiec znany jako MJ wykorzystał jednak tego superSUV-a właśnie w taki sposób, pokonując nim ponad 51 tys. km przez 17 państw. Po drodze nie zabrakło poważnego wypadku, wielomiesięcznej naprawy i problemów technicznych.
Ferrari Purosangue dotarło z Ameryki Południowej aż na Alaskę
Podróż miała połączyć skrajnie odległe punkty obu Ameryk. Ferrari zostało przetransportowane z Europy do Montevideo w Urugwaju, a następnie ruszyło przez kolejne kraje Ameryki Południowej. Według relacji właściciela wyprawa objęła łącznie 51 760 km i 17 państw.
Trasa prowadziła między innymi przez Brazylię, Argentynę, Chile, Boliwię i Peru. Później Purosangue przejechało przez Kolumbię, Panamę, Kostarykę, Nikaraguę, Honduras, Gwatemalę i Meksyk, aby następnie kontynuować podróż przez Stany Zjednoczone i Kanadę aż do Deadhorse na Alasce.
Purosangue wjechało na wysokość 4950 metrów
MJ nie ograniczał się do głównych tras. Jak sam twierdzi, miał być pierwszą osobą, która przejechała Ferrari słynną boliwijską Drogą Śmierci. Samochód osiągnął również wysokość 4950 metrów n.p.m..
Na niej wolnossący silnik V12 pracował w warunkach znacznie mniejszej dostępności tlenu. Właściciel wskazywał również na przeciętną jakość miejscowego paliwa jako jeden z czynników, które utrudniały pracę jednostce napędowej.
Poważny wypadek zatrzymał podróż na sześć miesięcy
Największy problem pojawił się podczas przejazdu przez Peru. W czerwcu 2025 roku na trasie między Cusco a Nazca, Ferrari uczestniczyło w poważnym wypadku. Uszkodzenia objęły między innymi elementy przedniej części podwozia i zawieszenia.
Purosangue nie nadawało się do dalszej jazdy i musiało zostać przetransportowane na dystansie około 3300 km do Santiago w Chile. Naprawa oraz oczekiwanie na części wyłączyły samochód z podróży na około sześć miesięcy.
Właściciel nie zakończył jednak wyprawy. Po przywróceniu Ferrari do sprawności wrócił na trasę i kontynuował podróż na północ.
Problemy z elektroniką i jazda bez wspomagania hamulców
Wypadek nie był ostatnią komplikacją. W Boliwii pojawiła się usterka elektroniczna, której prawidłowe zdiagnozowanie wymagało specjalistycznego urządzenia Ferrari. Według relacji MJ musiał później pokonać długi odcinek drogi do Santiago bez działającego wspomagania układu hamulcowego.
Kolejne problemy pojawiło się w Salwadorze. W Ferrari uderzył motocykl, czego skutkiem były uszkodzenia jednych z drzwi. Samochód mimo tego ponownie kontynuował podróż.
Pies Rico też skomplikował logistykę wyprawy
Przez znaczną część trasy MJ podróżował ze swoim psem Rico. Przy przekraczaniu granic pojawił się jednak problem z dokumentami wymaganymi do przewiezienia zwierzęcia do Panamy.
Rico musiał tymczasowo zostać w Kostaryce. Właściciel Ferrari wrócił później po psa, pokonując w tym celu dodatkowo prawie 950 km.
Po dotarciu na Alaskę chciał pobić rekord Panamericany
Osiągnięcie Deadhorse nie zakończyło historii Purosangue. MJ postanowił ruszyć z powrotem i podjąć próbę rekordowego przejazdu przez Panamericanę w przeciwnym kierunku.
Próba rozpoczęta w lipcu 2026 roku trwała cztery dni. Plany pokrzyżowało zawalenie tunelu na trasie w kierunku Gwatemali, które wymusiło objazd o długości ponad 600 km. W tym samym czasie samochód zaczął wyświetlać komunikaty dotyczące zawieszenia i podwozia.
Próba została przerwana. Z informacji publikowanych przez właściciela wynika jednak, że nie musi to być koniec przedsięwzięcia. Na jego profilu w mediach społecznościowych widniała już informacja o przebiegu przekraczającym 70 tys. km oraz zapowiedź przygotowań do kolejnego podejścia.
Ferrari Purosangue dostało zastosowanie dalekie od typowego
Purosangue jest czterodrzwiowym modelem Ferrari zaprojektowanym tak, aby łączyć osiągi z większą praktycznością niż klasyczne samochody sportowe tej marki. Wyprawa przez obie Ameryki pokazała jednak jego możliwości w warunkach znacznie wykraczających poza typowe użytkowanie takiego auta.
W ciągu kilkudziesięciu tysięcy kilometrów samochód mierzył się z dużymi wysokościami, trudnymi drogami, wypadkami i awariami. Zamiast spędzić większość życia na równym asfalcie, ten egzemplarz Purosangue został wykorzystany niemal jak samochód ekspedycyjny – tyle że z wolnossącym V12 pod maską.






