⏱️ 3 min.

Po krytyce Luce, szef Lamborghini cieszy się z rezygnacji z EV

Zdjęcie autora artykułu

Piotr Popiołek

28-05-2026 08:05
Ferrari Luce

Ferrari Luce miało otworzyć nowy rozdział w historii marki, ale na razie otworzyło głównie dyskusję o granicach elektryfikacji supersamochodów. Po krytyce pierwszego elektrycznego Ferrari szef Lamborghini, Stephan Winkelmann, uznał, że rezygnacja z własnych planów pełnego EV była dla jego firmy właściwym ruchem.

Lamborghini nie zamierza dziś udowadniać, że każdy supersamochód musi przejść na baterie tak szybko, jak pozwala technologia. Marka porzuciła plany wprowadzenia w pełni elektrycznego Lanzadora oraz elektrycznej odmiany Urusa. Zamiast tego stawia na hybrydy plug-in, czyli rozwiązanie bardziej zachowawcze, ale najwyraźniej bliższe oczekiwaniom jej klientów.

Lamborghini nie chce elektryka za wszelką cenę

Stephan Winkelmann powiedział CNBC, że przejście od silników spalinowych na rzecz hybryd plug-in było dla Lamborghini bardzo ważną decyzją. Jego zdaniem ten kierunek zadziałał, a odejście od pełnego elektryka było dla marki właściwym wyborem. Szef Lamborghini nie chciał bezpośrednio komentować Ferrari Luce ani reakcji na ten model. Zaznaczył jednak, że każda marka i każda firma musi wybrać własną strategię.

To elegancki sposób powiedzenia: my też patrzyliśmy na rynek i nie zobaczyliśmy tam tłumu klientów błagających o elektryczne Lambo. Winkelmann wskazał, że innowacja jest kluczowa dla sukcesu, ale nie powinna być robiona dla samej innowacji. Nie powinna też być klientom narzucana. Przekaz szefa Lamborghini był jednoznaczny:

Obserwując rynek, zobaczyliśmy, że krzywa akceptacji samochodów elektrycznych wśród naszych klientów nie rośnie. Dlatego zdecydowaliśmy się odejść od w pełni elektrycznego auta na rzecz hybrydy plug-in.

Stwierdzenie o „innowacji dla innowacji” wpisuje się w obraz, który pozostawiła po sobie ekipa odpowiedzialna za opracowanie Pontiaca Azteka. Niewykluczone, że w dziale Ferrari bardzo negatywnie reagowano na wszelkiego rodzaju krytykę, przez co ostateczny produkt mógł przywdziać szaty abominacji.

Ferrari Luce dostało cios nie tylko od fanów

Ferrari pokazało Luce w poniedziałek we Włoszech. Samochód jest pierwszym w pełni elektrycznym modelem marki i od razu stał się czymś więcej niż nowym autem. Stał się testem tego, ile elektryfikacji zniosą fani marki zbudowanej na klasycznym designie, dźwięku i sile silników spalinowych.

Reakcja rynku była szybka. Akcje Ferrari spadły we wtorek o około 8% w Mediolanie oraz o 5,3% w Nowym Jorku. Analitycy łączyli część tej reakcji z niechęcią do projektu stylistycznego. Luce zaprojektował Jony Ive, były szef designu Apple. Auto odchodzi od typowej estetyki Ferrari: ma minimalistyczne wnętrze z ekranami i bardziej obłą sylwetkę. Dla części odbiorców to świeżość, dla innych samochodowy odpowiednik przełożenia logo Ferrari na produkt pozbawiony emocji.

Montezemolo i Salvini dokładają presję

Krytyka nie przyszła wyłącznie z internetu ani od inwestorów. Wśród osób niezadowolonych z kierunku Ferrari znalazł się Luca di Montezemolo, były szef marki. Negatywnie do auta odniósł się także Matteo Salvini, wicepremier Włoch i minister transportu. Di Montezemolo skomentował sprawę mocno, mówiąc przy okazji konferencji biznesowej w Rzymie:

Mam nadzieję, że zdejmą z tego samochodu logo z wierzgającym koniem.

Ferrari nie skomentowało tych słów. Milczenie w takiej sytuacji bywa bezpieczne, ale nie zmienia faktu, że Luce weszło na rynek w atmosferze sporu o tożsamość marki.

Hybryda plug-in jako kompromis dla supersamochodów

Lamborghini, należące do Volkswagena, jest jedną z marek, które ograniczyły inwestycje w pełne elektryki z powodu słabszego popytu. W segmencie aut luksusowych problem jest szczególnie delikatny, bo klient nie kupuje wyłącznie osiągów. Kupuje rytuał, emocję i poczucie obcowania z czymś mechanicznym.

Hybryda plug-in pozwala producentom zachować część spalinowego charakteru, a jednocześnie pokazać technologiczny postęp. Dla marek takich jak Lamborghini to może być bezpieczniejszy etap przejściowy niż pełne zerwanie z silnikiem spalinowym. Ferrari Luce pokazuje, że sama elektryfikacja nie wystarczy. W supersamochodach technologia musi jeszcze pasować do mitu marki. Jeśli ten mit zaczyna skrzypieć, nawet najdroższy projekt designerski może wyglądać jak eksperyment wykonany na bardzo wrażliwej grupie pacjentów: fanach Ferrari.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Piotr Popiołek

Redaktor działu Porady
Uwielbiam samochody… dopóki nie trzeba płacić za paliwo i ubezpieczenie. Na szczęście pisanie o nich jest darmowe.

© 2026 MotoGuru.pl