Tanie Porsche 911 GT3 RS obnażyło błędy mechaników

Redakcja MotoGuru.pl
Redakcja MotoGuru.pl

To Porsche 911 GT3 RS (991) wyglądało idealnie, ale nie jeździło. Poprzedni właściciel stracił gwarancję producenta, a auto trafiło na aukcję jako „niesprawny projekt”. Mechanicy szybko odkryli, że problemem nie był tylko rozładowany akumulator, ale seria błędów montażowych, zużyte wałki rozrządu i brakujące części silnika.

Pierwsze tropy: od bezpiecznika po brak kompresji

Samochód wyglądał świetnie – zadbane wnętrze, lakier zabezpieczony folią PPF. Jednak po podniesieniu na podnośniku okazało się, że korki spustowe oleju były luźne, a w misce znajdowała się znikoma ilość środka smarnego. Po wymianie akumulatora i uzupełnieniu brakującego bezpiecznika pompy paliwa, silnik wreszcie odpalił. Radość była jednak krótka: jednostka pracowała nierówno, a diagnostyka wskazała wypadanie zapłonu na cylindrach 4, 5 i 6 oraz błędy czujników wałków rozrządu. Diagnoza była jasna: silnik wymaga wyjęcia z auta.

Serwis Bugatti Veyrona za ułamek ceny. Słowo-klucz: Volkswagen

Druga strona prawdy: brakujące elementy

Po demontażu jednostki mechanicy odkryli ślady niefachowej ingerencji. Po zdjęciu pokrywy zaworów okazało się, że brakuje dźwigienek zaworowych. Wałki rozrządu obracały się, ale nie otwierały części zaworów. Dodatkowo krzywki były zużyte – częsta przypadłość w tych silnikach, prowadząca do spadku mocy i nierównej pracy. Koszt samych części do naprawy wyniósł ok. 5,5 tys. funtów, czyli ponad 27 500 zł.

Dramatyczny finał: zamienione wariatory

Nawet po wymianie wałków i dźwigienek silnik nadal pracował źle. Kolejne podejście do diagnostyki ujawniło kuriozalny błąd: wariatory faz rozrządu zostały zamontowane odwrotnie. Błąd ten nie był dziełem nowego właściciela, lecz wynikał z nieudolnej naprawy przeprowadzonej przez poprzedników. Dopiero ponowny demontaż silnika i poprawne złożenie układu pozwoliły jednostce odzyskać pełną sprawność.

Gwarancja i finansowy rachunek sumienia

Sprawa gwarancji Porsche okazała się równie skomplikowana. Producent odmówił naprawy auta, podejrzewając manipulację przebiegiem – logi silnika sugerowały, że auto „pracowało” dziesiątki godzin, niemal nie przemieszczając się.

Kupił wadliwego Bugatti Veyrona: naprawa kosztowała 8 zł zamiast 1,7 mln zł

Właściciel – Mat Armstrong – po zainwestowaniu w naprawę i wydaniu łącznie około 92 tys. funtów (wliczając koszt zakupu), dysponuje autem o wartości rynkowej rzędu 135-140 tys. funtów. Choć odzyskanie statusu Porsche Approved wymaga spełnienia szeregu formalności (m.in. 90-dniowego okresu karencji i pozytywnej kontroli technicznej), bilans finansowy bez wątpienia jest bardzo korzystny.

Historia tego GT3 RS to cenna lekcja: nawet w aucie za setki tysięcy złotych najbardziej kosztowne awarie bywają efektem nie tyle zużycia części, co niedbalstwa i błędów ludzkich przy serwisowaniu.

O autorze

© 2026 MotoGuru.pl