Prokuratura wszczęła śledztwo po nietypowym i groźnym wypadku autobusu miejskiego przy Rondzie Zesłańców Syberyjskich w Warszawie. Pojazd linii 186 najpierw zderzył się z tramwajem, później uszkadzał kolejne samochody, a ostatecznie wjechał w rejon przejścia podziemnego. Śledczy sprawdzą m.in. stan techniczny Solarisa Urbino 18, zapisy z monitoringu i dane z komputera pokładowego.
Śledztwo po wypadku autobusu na Ochocie
Do zdarzenia doszło w niedzielę, 5 lipca, w rejonie Ronda Zesłańców Syberyjskich, czyli w jednym z bardziej ruchliwych punktów warszawskiej Ochoty. Według dotychczasowych ustaleń autobus miejski Solaris Urbino 18, należący do Miejskich Zakładów Autobusowych, miał najpierw zderzyć się z tramwajem, a następnie pojechać dalej w kierunku ronda. Po drodze pojazd uszkadzał samochody osobowe.
Część relacji mówi o siedmiu autach uszkodzonych bezpośrednio podczas przejazdu autobusu, natomiast policja informowała, że łącznie w zdarzeniu uczestniczyło 14 samochodów osobowych. Ostatecznie autobus wjechał w rejon przejścia podziemnego i zepchnął tam również jedno z aut. Śledztwo prowadzone jest pod kątem sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. To kwalifikacja, która pokazuje skalę zdarzenia, nawet jeśli na tym etapie nie przesądza jeszcze o winie konkretnej osoby. Kluczowe mają być opinie biegłych, bo bez nich łatwo byłoby zamienić analizę techniczną w miejską giełdę domysłów.
Sześć osób poszkodowanych, dwie trafiły do szpitala
W wypadku poszkodowanych zostało sześć osób. Dwie z nich, w tym osobę nieletnią, przewieziono do szpitala. Według informacji przekazywanych w sprawie jedna z osób poszkodowanych miała doznać złamań kończyn, dlatego prokuratura zamierza powołać również biegłego do oceny charakteru obrażeń.
Kierowcą autobusu był 58-letni mężczyzna. Policja informowała, że był trzeźwy, a badanie narkotestem dało wynik negatywny. Według ustaleń medialnych pracował w Miejskich Zakładach Autobusowych od siedmiu lat i wcześniej nie było zastrzeżeń do jego pracy. Na tym etapie kierowca ma być przesłuchiwany w charakterze świadka. Według przekazywanych informacji mężczyzna relacjonował policjantom, że mogło dojść do problemu technicznego, związanego z układem hamowania pojazdu. Twierdził, że wciskał pedał hamulca, ale autobus nie reagował tak, jak powinien.
Biegli sprawdzą autobus, monitoring i komputer pokładowy
Prokuratura zabezpieczyła autobus do dalszych czynności. Śledczy mają korzystać m.in. z monitoringu wewnętrznego pojazdu, zapisów z miejskich kamer oraz innych nagrań z okolicy zdarzenia. Badane będą także dane z rejestratora autobusu i komputera pokładowego. To istotne, bo w sprawach dotyczących nowoczesnych autobusów sama relacja kierowcy nie wystarcza do ustalenia przyczyny.
Trzeba porównać działania osoby za kierownicą z reakcją pojazdu, czyli sprawdzić, czy układy mechaniczne i elektroniczne odpowiadały na polecenia w przewidywalny sposób. Prokuratura analizuje też, czy zdarzenie może mieć jakiekolwiek podobieństwo do wcześniejszego przypadku ze Śląska. W czerwcu 2026 roku w Gliwicach doszło do incydentu z autobusem miejskim, w którym według relacji kierującej miała wystąpić awaria elektroniki skutkująca zablokowaniem pedału gazu. Tamten pojazd zatrzymał się po wjeździe na skarpę, a pasażerowie nie odnieśli obrażeń.
MZA odpowiada na spekulacje o pedale gazu
Po wypadku w Warszawie pojawiły się spekulacje, jakoby przyczyną zdarzenia była awaria potencjometru, czyli elektronicznego czujnika obsługującego pedał gazu. Miejskie Zakłady Autobusowe (MZA) podeszły do tych hipotez ostrożnie, jednoznacznie wykluczając jednak scenariusz, w którym awaria tego podzespołu miałaby doprowadzić do samoczynnego przyspieszenia pojazdu.
Rzecznik MZA, Adam Stawicki, przekazał, że spółka wstrzymuje się z ostateczną oceną przyczyn wypadku do czasu wydania opinii przez biegłego. Podkreślił jednak, że w świetle wiedzy technicznej MZA, ewentualna awaria potencjometru nie powinna skutkować przyspieszeniem autobusu, a raczej przejściem silnika w tryb awaryjny i jego unieruchomieniem. Stanowisko MZA brzmi następująco:
W związku ze zdarzeniem z dnia 5 lipca na rondzie Zesłańców Syberyjskich spółka informuje, że wstrzymuje się z wszelkimi komentarzami i opiniami na temat możliwych przyczyn wypadku z udziałem autobusu Solaris Urbino 18, należącego do Miejskich Zakładów Autobusowych, do czasu uzyskania możliwości dokładnego sprawdzenia pojazdu przez zespół specjalistów ze strony MZA i producenta. Aktualnie sprawa jest wyjaśniana wyłącznie przez policję i prokuraturę, które zabezpieczyły autobus. Jednocześnie uznajemy za nieuprawnione wszelkie dywagacje o awarii potencjometru przyspieszenia jako możliwej przyczynie awarii. W serii autobusów, z której pochodzi pojazd o numerze taborowym 7717, nie odnotowywano awarii tego urządzenia. Ewentualna awaria potencjometru, wedle posiadanej przez nas wiedzy, skutkowałaby unieruchomieniem pojazdu, a nie jego przyspieszeniem. Spółka jest w stałym, roboczym kontakcie z producentem pojazdów, firmą Solaris Bus & Coach, która udziela nam wsparcia technicznego w zakresie eksploatacji pojazdów marki Solaris. Zaprzeczamy również dywagacjom na temat możliwego uzyskania zdalnego panowania nad pojazdem, co potwierdza także producent autobusów. Taka techniczna możliwość nie istnieje.
Solaris i MZA mają współpracować przy analizie pojazdu
MZA deklaruje stały kontakt z producentem autobusów, firmą Solaris Bus & Coach. Wsparcie producenta może być ważne zwłaszcza przy analizie danych elektronicznych i ocenie działania konkretnych podzespołów w egzemplarzu o numerze taborowym 7717. Na razie nie ma oficjalnie potwierdzonej przyczyny wypadku.
W przestrzeni publicznej funkcjonują różne hipotezy, ale sprawa wymaga rozdzielenia kilku możliwych wątków: stanu układu hamulcowego, układu kierowania, elektroniki pojazdu, zachowania kierowcy oraz rzeczywistych reakcji autobusu zapisanych w danych technicznych. Dopiero zestawienie tych elementów pozwoli odpowiedzieć, czy doszło do awarii technicznej, błędu człowieka, splotu kilku okoliczności, czy innego scenariusza.
Co będzie teraz najważniejsze w śledztwie?
Najbliższe etapy postępowania będą koncentrować się na pracy biegłych i analizie zabezpieczonych danych. Śledczy mają sprawdzić, czy zachowanie widoczne na monitoringu odpowiada wersji o usterce pojazdu oraz czy komputer pokładowy potwierdza problem z reakcją układów autobusu. Najważniejsze obszary do wyjaśnienia to:
- czy autobus miał awarię układu hamulcowego lub kierowania,
- czy elektronika pojazdu zarejestrowała nieprawidłowe sygnały,
- czy działania kierowcy były zgodne z tym, co później zrobił pojazd,
- jaki był dokładny przebieg zderzenia z tramwajem i kolejnymi samochodami,
- jak poważne obrażenia odniosły osoby poszkodowane.
Do czasu zakończenia tych czynności sprawa pozostaje otwarta. Pewne jest natomiast, że wypadek na Ochocie będzie analizowany nie tylko jako jednostkowe zdarzenie drogowe, lecz także jako test procedur wyjaśniania awarii w nowoczesnym transporcie publicznym.






